Dekada na korwinizm

Ekonomicznym liberałem, ba nawet korwinistą z wszystkimi tego konsekwencjami, najlepiej i najłatwiej być pomiędzy 25 i 35 rokiem życia. Oczywiście z założeniem, że w tym czasie robimy bardzo pożądaną karierę, a nie staliśmy się pionkiem w szeregach bezrobotnych, z założeniem, że póki co się jeszcze nie rozmnażamy, bo robimy karierę i nie mamy czasu na takie pierdoły jak rodzina, jesteśmy jednostkami zdrowymi, które lekarzy widzą jedynie w serialach telewizyjnych i generalnie dobrze nam sie wiedzie, życie się do nas uśmiecha, a my tym samym odpowiadamy życiu i gospodarce – uśmiechem od ucha do ucha bo nas rozpieszcza.

Ale skąd przy tylu jeszcze założeniach ograniczenie do tej dekady. Ano dlatego, że chwilę wcześniej nie jest tak łatwo być korwinistą ze wszystkimi tego konsekwencjami, bo może nasi rodzice nie są bezczelnie bogaci i nie stać ich na płacenia za nasze studia kwot przekraczających ludzki rozum. Nie zagłębiam się tutaj w wartość studiów na uczelniach prywatnych, bo zdania są podzielone, ja tam nie studiowałam, więc nie wiem, ale mogę się domyślać. Oczywiście, że jest sens oblać studenta, jeśli musi on zapłacić za egzamin poprawkowy. Ale też nie ma sensu oblewać go w nieskończoność nawet jeśli nic nie umie, bo wtedy się obrazi i odejdzie odbierając nam swoje czesne. Wolny rynek, kapitalizm, logika zarobku – to wszystko podpowiada mi ten kierunek rozumowania, ale oczywiście mogę się mylić, bo księgowością żadnej wyższej uczelni nigdy się nie zajmowałam. W każdym razie niezależnie od tego, czy są to studia prywatne czy państwowe w trybie płatnym (np. zaoczne) potrzeba na nie pieniędzy i to sporych, więc jasne jest, ze nie każdego stać. Wtedy idzie się na studia państwowe (jeśli się dostanie na nie), których w systemie korwinistycznym być nie powinno, bo co to jest to państwowe? Że wspólne wszystkich? Że każdy ma taki sam dostęp niezależnie od tego, kim jest i z jakiego rejonu społecznego pochodzi? Wstyd i hańba. Wiadomo, że dostęp do studiów powinien być tylko dla uprzywilejowanych, żeby byle kto się nie wykształcił, bo nie będzie miał kto cegieł na budowie kłaść  i asfaltu na autostrady wylewać.

Po 35 roku życia może się okazać, że praca pracą, a może jednak jakieś rozmnażanie nam w głowie (nie twierdzę, że wcześniej nie można o tym myśleć,  ale przynajmniej dla kobiet po 35 roku życia zaczyna się robić problem, bo tych jajeczek coraz mniej, organizm coraz słabszy, w ciąże coraz trudniej zajść i jeśli w ogóle myśli się o dziecku, to wtedy jakoś ten zegar biologiczny głośniej tyka i trudno go ignorować) A jak się myśli o dziecku to trzeba zdać sobie sprawę z tego, że prywatna służba zdrowia to wydatek tak wielki, że może potem na pieluchy braknąć. Jeśli tylko zachodzi się w ciążę be problemów i nie potrzebuje się do tego pomocy z zewnątrz, to nie jest jeszcze tragicznie, a co jeśli sie potrzebuje? Każde głupie badanie kosztuje. Badanie moczu jakieś 20 zł, badanie krwi przy próbie glukozowej 65 zł + własna glukoza … A tego nie robi się raz, krew bada siew czasie ciąży wielokrotni e, a do tego dochodzą wszelkie USG po 100zł za najprostsze, a jak chce się coś bardziej zaawansowanego lub większą ilość badań, to śmiało można sie załamać wraz z załamującym sie budżetem domowym. Dlatego miło, że większość badań robi się w ramach państwowej służby zdrowia i to niezależnie od tego, czy ma sie jakiekolwiek ubezpieczenie i biurokratyczne jego potwierdzenie, czy nie. Bo uprawnia nas do badań sam fakt, że jesteśmy w ciąży i nowego człowieka zamierzamy powołać do życia. Z tego samego powodu dekada korwinistyczna nie ma prawa bytu w naszym życiu, jeśli chorujemy. Chyba, ze pochodzimy z bogatej rodziny, którą stać na prywatne leczenie i płacenie za leki tyle, ile sobie wymyślą firma farmaceutyczne, bez  pomocy państwa zarówno na poziomie opłat jak i negocjacji tych cen. Ale jeśli jesteśmy zdrowi, to czemu mielibyśmy sie przejmować sytuacją tych, którzy są chorzy? Sami są sobie pewnie winni, bo nie prowadzili zdrowego trybu życia, nie spali odpowiedniej liczby godzin i nie jadali zbilansowanych posiłków. My za to robiąc karierę sypiamy przepisowe 5 godzin na dobę, jemy jeden posiłek dziennie, bo na więcej nie mamy Czaus, pijemy hektolitry kawy i pewnie czasem w stresie popalamy, ale to jeszcze wcale nie znaczy, że będziemy mieć jakiś zawał czy inny problem zdrowotny, bo jesteśmy młodzi, silni i ROBIMY karierę, a takim ludziom nieszczęścia się nie przytrafiają.

No i zostaje ta nieszczęsna grupa osób w wieku doskonałym 25-35 lat, która pomimo braku problemu zdrowotnych, pomimo braku potomstwa i doskonałego wykształcenia jest niezdolna do funkcjonowania w idealnym społeczeństwie korwinistycznym . Oczywiście mowa o tych nieudolnych bezrobotnych, którzy niczego w życiu nie chcą osiągnąć, niczego nie potrafią zrobić tylko siedzą godzinami w kolejkach w urzędach pracy i marnują tlen. Po co się taki jeden z drugim uczył, skoro teraz nie chce tego wykorzystać w dobrym celu? A jak się jeszcze nie uczył, to już w ogóle jego byt nie ma najmniejszego sensu, chociaż na pewno gdyby naprawdę pracować chciał, to ktoś by go do tego układania cegieł czy wylewania asfaltu zatrudnił. I niech nikt nie mówi, że na tym trzeba się też znać i trzeba potrafić to robić, bo jaka może być trudność w układaniu cegieł, skoro już dzieci w przedszkolach domy z klocków budują.  I tak sobie ci bezrobotni funkcjonują na skraju społeczeństwa i wykorzystują jakieś składki zdrowotne uczciwie pracujących, bo jak sie rozchorują to nie umierają w spokoju, tylko głowy lekarzom zawracają i zabierają im czas, który mogliby poświęcić praworządnym obywatelom płacącym składki uczciwie. Tacy prawdziwy obywatele to mogliby nawet prywatnie te składki przecież sobie płacić, a wtedy  z ich pieniędzy nie leczono by darmozjadów, tylko ich samych, dając im najlepsze leki i najdoskonalszy sprzęt, a tak …

I dlatego wszystkim zwolennikom korwinistycznego podejścia do gospodarki, ekonomii i społeczeństwa polecam spieszycie z uwielbieniem. Jeśli oczywiście chcecie to robić świadomie. Wtedy macie na to tylko dekadę. Bo jeśli robicie to nieświadomie, to możecie uczyć się na studiach państwowych i korzystać z państwowej służby zdrowia jednocześnie krzycząc, że wkoło pełno darmozjadów, którzy wymagają pomocy od państwa, a sami mogliby o wszystko sobie zadbać.

Reklamy

One thought on “Dekada na korwinizm

  1. Pingback: Kosmiczny (Korwinistyczny) Program Polityczny | Przerwa na kawę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s