Jest 20 milionów do zgarnięcia

Można wydać 20 milionów złotych. 20 milionów powinno budzić wyobraźnie, oswobodzić marzenia, pobudzać do działania jak to ma miejsce przy każdej kumulacji w totolotka, która nawet nie osiąga tego pułapu, a efekty powoduje szerokie. Wystarczy, że na standzie przez kolekturą pojawi się jakaś ładna liczba typu 6 milionów a może nawet i 10 milionów, od razu każdy kto przechodzi się zatrzymuje, zastanawia, szacuje swoje szanse, które są marne, co wynika z rachunku prawdopodobieństwa. Słyszałam, że większe i to sześciokrotnie jest prawdopodobieństwo, że potrąci nas samochód, gdy będziemy szli wysłać ten kupon, niż że wygramy. A jednak idziemy, wysyłamy, staramy się trafić liczby, skumulować swoje szczęście z okazji kumulacji finansowej. Bo na końcu są miliony do wydania. Takie rozmazane na horyzoncie, ale przecież w jakiejś rzeczywistości realne. Teraz jest do zgarnięcia milionów 20 i … chętnych jakoś niewielu.

Oczywiście chodzi mi o budżet obywatelski, który w Łodzi oszacowano na 20 milionów i postanowiono, ze właśnie o tej kwocie w całości zadecydują mieszkańcy miasta. Piękna rzecz, bo można zrobić to, czego potrzebujemy. Ciągle słyszę tylko narzekania, że władza nic dla nas nie robi, że tak wielu rzeczy potrzebujemy, a ciągle nie ma na to pieniędzy. No to są. Właśnie teraz. Są pieniądze, tylko trzeba wiedzieć czego się potrzebuje, żeby je zagospodarować. Sytuacja wydaje się idealna, a chętnych mało.

Może jest to spowodowane brakiem wiary w fakt, że te pieniądze naprawdę istnieją, że ktoś nam może coś dać ot tak po prostu, nagle  i bez zobowiązań. Ale to nie jest prezent od wujka z Ameryki, tylko nasze pieniądze, które daliśmy miastu w podatkach. A teraz miasto daje je nam, żebyśmy sfinansowali z nich nasze potrzeby.  To z czym nie byliśmy w stanie do władz dotrzeć. To może być wszystko, co usprawni nasze życie w mieście. Co sprawi, że będzie nam lepiej, łatwiej i przyjemniej. Nie tylko nam osobiście, ale całej wspólnocie, w której żyjemy, sąsiadom bliższym i dalszym, tym których mijamy codziennie na chodniku przed domem albo na klatce schodowej.

Ławka przed domem, bo swego czasu wszystkie ławki spółdzielnie polikwidowały. Powodem były grupy hałasującej młodzieży, które Siena tych ławkach zbierały albo pijący na nich alkohol. Ławek nie ma. Młodzież młoda to postoi i pohałasuje pod oknami tej czy innej formie. Pijący alkohol w ostateczności usiądą na trawie albo chodniku, bo często im bez różnicy. A starsza babcia sobie nie usiądzie na trawie, bo wtedy nie wstanie, a na ławce sobie nie usiądzie, bo ławki nie ma.

Albo piaskownica, bo na przykład przed moim domem były dwie, a teraz jest po nich wspomnienie. Jedno z nich rozjeżdżone przez parkujące w tym miejscu samochody przypomina o  sobie jedynie murowanymi fragmentami, które jakoś oparły się kołom samochodów. W miejscu drugiej piaskownicy jest obecnie dziura, bo nawet murowane fragmenty zostały zdekonstruowane. Ale w tej dziurze siadają czasem dzieci i się bawią. Ot tak po dziecinnemu.

A może w ogóle zrobić plac zabaw z piaskownicą, huśtawką, drabinkami, karuzelą i zjeżdżalnią. I ławkami do kompletu, żeby starsi mieli gdzie siedzieć, gdy młodsi się bawią. Taka wizja pojawiła się w mojej głowie, że byłoby to dobre, że zjednoczyłoby to mieszkańców dwóch najbliższych bloków, a może też kolejnych stojących obok, bo przy nich także nie ma ani ławek, ani piaskownic, ani drabinek, no nic przy czym można by było się spotkać, porozmawiać, wymienić poglądami.

Nie znamy swoich sąsiadów, biegniemy z pracy do domu i zamykamy się w czterech ścianach. A ludzie żyją obok nas. I czasem można by było komuś pójść po zakupy albo ktoś zająłby się naszym dzieckiem, gdy my swoje zakupy musimy zrobić. Ale do takiej współpracy potrzebne jest porozumienie, zjednoczenie, o które teraz trudno, bo nikt nam tego nie ułatwia, bo nikt o naszą własną wspólnotę nie zadba, jeśli nie zrobimy tego sami. Nie zastanowimy się wspólnie, co jest nam najbardziej potrzebne i nie zjednoczymy się we wspólnym działaniu dla zrealizowania tego celu. Niezależnie od wieku, statusu majątkowego i prywatnych oczekiwań od życia, zrobimy coś dla oczekiwań wspólnych.

I może właśnie w to warto zainwestować tych 20 milionów.

P.S. Idę liczyć dalej ile może kosztować ogrodzenie i wyrównanie danego terenu. A potem zastanowię się jak do placu zabaw dorobić jeszcze bramkę do piłki nożnej, bo słysząc obijanie jej o mur wiem, że jest też taka potrzeba.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s