Matki bohaterki

Bycie matką to bardzo ciężka praca, która nie uwzględnia spadku formy, choroby, urlopu, wycieńczenia… nie uwzględnia niczego, niczym liberalny pracodawca. Bycie matką to praca na 3 etaty jeśli rozliczać godzinowo, ale na wiele etatów jeśli brać pod uwagę zakres obowiązków.

Poród jest jedynie wstępem, taka rozmową kwalifikacyjną, po której wcale nie jest z górki, tylko jest coraz trudniej.  Sen w trybie ciągłym trwa najwyżej 3 godziny. Gdy uda się przespać w jednej transzy godzin 5, człowiek czuje się jak nowonarodzony, jakby nigdy nie spał więcej, nigdy nie wypoczął bardziej intensywnie. Chociaż trzeba się liczyć z tym, że taki luksus będzie mu dany dopiero po kilku miesiącach.

Życie zaczyna się kręcić wokół kupek, zupek, cieknących piersi, ciągnącej macicy, niedospania, prania, prasowania, kąpania, smarowania, oporządzania, sprzątania, zmywania, gotowania, ścierania, wycierania …

Monotonia życia codziennego każącego pracować w kieracie minut, godzin, dni … tygodniami, miesiącami, latami.

Czy nie ma satysfakcji? Ależ jest. Pierwszy krok, pierwszy ząb, pierwsze słowo. Poczucie, że to JA dostarczając organizmowi pokarmu pozwoliłam mu zgromadzić składniki niezbędne do wyprodukowania zęba. Że to JA trzymając dziecko za rękę wykonałam z nim milion drobnych kroczków, aż pojawił się ten pierwszy, samodzielny, zapowiadających miliony kolejnych, za którymi nie będę mogła nadążyć, ale które będą mnie niezmiennie cieszyć. Że to ja mówić godzinami do kogoś, kto najpierw nie reagował wcale, potem reagował delikatną mimiką, później dziwnymi odgłosami, które podobne były bardziej do bulgotania w rurach niż mowy ludzkiej, a w końcu powiedział pierwsze słowo. Miło jeśli było to ”mama”, ale jeśli jest to słowo inne, to cieszy równie mocno.

Ale to też nie jest moment, w którym jest łatwiej, bo macierzyństwo to wiele pracy, za którą nikt nie płaci, a jedynym podziękowaniem jest uśmiech albo słowa „kocham cię mamo”. Tylko jak by to było miłe, cudowne i satysfakcjonujące, to nijak tego do garnka się nie da włożyć, rachunku tym nie zapłacić i właściwie stanowi tylko piękno pomiędzy matką a dzieckiem, a państwo nijak tego nie doceni i nie rozliczy. Poza tym małym, rosnącym człowieczkiem nikt tego nie uzna za wartość, nikt za to nie zapłaci, nikt tego nie policzy, do PKB nie doliczy i sie tym nie zainteresuje. Tak realnie, bo deklaratywnie to każdy polityk wie, ile pracy wkładają matki w wychowanie nowych obywateli, nawet im publicznie podziękują i kwiatki czasem wręczą. Tylko „za dziękuje się nic nie kupuje”, a taka matka jednak kupować musi chociażby jedzenie, bo jeszcze nie wynaleziono dzieci działających na energię słoneczną, a matki też raczej trawy nie jedzą.

A to wszystko dotyczy matek dzieci zdrowych, sprawnych, chodzących, mówiących, nawet jeśli nie jedzących samodzielnie, to przynajmniej samodzielnie przełykających.

Ale są też matki dzieci chorych, niepełnosprawnych, które wymagają opieki 24 godziny na dobę nie przez pół roku, rok, dwa lata … tylko przez całe życie. Ten dyżur nigdy się nie kończy, ta praca nigdy nie ma przerwy. A o ile roczne dziecko podnieśćw  miarę łatwo (chociaż macierzyństwo rozbudowało mi  mięśnie, które leżały odłogiem nawet gdy chodziłam na siłownię), to już czterolatek ważący 18 kg wywołuje sprzeciw ze strony ramion i kręgosłupa. A takie dzieci mają potem 5,6,7, 15 lat, rosną, stają się coraz cięższe, a bezwład pozostaje i matka dźwiga niczym atleta wbrew swojej wytrzymałości i możliwościom własnego organizmu.

Takie kobiety powinny dostawać nie kwiaty i nawet nie medale, ale pieniądze, które ten trudny los by im ułatwiły, które pozwoliłyby im na regeneracje sił przed kolejnym dniem zmagań. Państwo nie powinno uznawać, że ma darmową siłę roboczą do zajmowania się osobami niepełnosprawnymi, bo kochające matki robią wszystko przy swoich dzieciach nie pytając ZA ILE? Dlatego można im dać ochłap w postaci 520 zł świadczenia opiekuńczego plus zawrotne 153 złote zasiłku pielęgnacyjnego.

Jak bardzo trzeba być niepełnosprawnym umysłowo, żeby uznać, że za 673 zł mogą przez miesiąc żyć dwie osoby? Bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie uznaje, ze taka matka porzuca to dziecko i idzie na 8 godzin do pracy, żeby zarobić na życie, a ten ochłap od państwa idzie na waciki.

Każdemu politykowi, urzędnikowi i osobie decyzyjne proponuje przez miesiąc zajmować się osobą niepełnosprawną (na pewno wiele jest osób, którymi nie ma się kto zająć, więc nie sądzę, żeby był z tym problem), a na koniec miesiąca zamiast pensji pobrać tych 673 zł i sprawdzić, jak doskonale da się z tego żyć i ile zapału do kolejnego miesiąca opieki będzie się wtedy miało.

Te kobiety to bohaterki, które teraz zaczynają domagać sie tego, co im się za ciężką pracę należy. Bo one powinny dostawać od państwa pensje za to, że robią coś, czego państwo za nie nie zrobi. Wykonują codzienną, tytaniczną pracę bez której w tym kraju byłoby gorzej, a ich niepełnosprawne dzieci byłyby skazane na łaskę i niełaskę bezdusznych możnowładców.

Jeśli pada słowo eutanazja to dlatego, że one już są zabijane na raty. To może nie oszukujmy się i zabijmy je razem z tymi dziećmi od razu, jednym cięciem, a nie torturujmy ich ratalną śmiercią kolejnych cięć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s