Przepis na czystość w związku wprost z telewizora

Oglądam czasem coś, czego NA LITOŚĆ absolutnie oglądać nie powinnam. Z wielu powodów. Czasem jest to totalnie ogłupiające i właściwie godzina spędzona przez telewizorem jest w rezultacie nie tylko stratą czasu, ale zaprzepaszczeniem godziny spędzonej wcześniej nad książką (przykładem jest tutaj jakaś „Ukryta prawda” czy inne „Pamiętniki z wakacji”). Czasem jest to totalnie denerwujące, podnoszące mi ciśnienie lepiej niż mocna kawa, co sprawia, że moje nerwy drą  się na strzępy na długo po zakończeniu programu (doskonałym przykładem w moim wypadku było „Warto rozmawiać”, które za każdym razem wywoływało taki skutek, a jednak oglądałam, ale o powodach za chwilę). I powodów tego mojego zachowania mam kilka. Warto wiedzieć o czym warto rozmawiać i w jaki sposób to robić.

Czego zupełnie nie dowiadywałam się z programu o tytule, który miał mi to sugerować. Owszem pojawiały się tam tematy bieżące, ale podawane to było tak bardzo jednostronnie, po katolicku, praworządnie według dekalogu i takie tam. Nawet goście, którzy byli niejako „z obozu przeciwnego” zaproszeni, nie sankcjonowali rzetelności programu, bo gdy tylko za bardzo wypowiadali własne zdanie, prowadzący przerywał im w najokrutniejszy sposób proponują materiał filmowy, znowu bardzo jednostronny. Ale jednak stanowiło to dla mnie lekcję poglądową, wiedziałam jak zapaleni SA ci, który wydaje się, że są nieomylni, że znają sposób na zbawienie świata, że wszyscy powinni robić tak, jak oni uważają, a wtedy żyło się nam będzie cudownie i wspaniale.

Są też inne powodu, dla których oglądam różne programy. Najczęściej jest to ludzka ciekawość, którą ja sobie usprawiedliwiam studiami kulturoznawczymi, bo skoro wykształcenie takie posiadam, to do czegoś to zobowiązuje i w kulturze orientować się powinnam, wiec oglądam to, co przyciąga przez telewizory ludzi, bo generuje oglądalność, bo przynosi zyski. Dowiaduję się wtedy, co interesuje obecnie ludzi i załamuje się czasem ich poziomem, ale nadal nie dowierzam, że ze społeczeństwem jest tak bardzo źle i tłumacze sobie, że to na pewno wymysł, że nie ma takiego dołu, do którego dorównano pokazując to, co się pokazuje, że ktoś te dane zaniża … itd. itp.

Tak też trafiłam na „Rozmowy w toku”, w których występowały pary niepijące, niepalące i nie uprawiające seksu do ślubu (znaczy nie wiem jak z tym piciem i paleniem po ślubie, ale seks wtedy ma siew ich życiu pojawić). Najpierw dowiedziałam się, że aby dotrzymać  wierności przekonaniu, że „Fundamentem miłości jest czystość” jedna para nie przytula się i nie spędza ze sobą czasu, gdy jest w piżamach, bo to by mogło ich nakłonić do grzechu. Rozumiem, że w tym wypadku grzechem okrutnym byłby kontakt fizyczny seksem przez lubieżnych zwany.

Nie raz i nie dwa byłam w pomieszczeniu z ludźmi płci obojga w piżamach. Siadywaliśmy nawet na jednym łóżku. I dziwnym trafem do żadnej orgii w tym wypadku nie doszło. Zwyczajnie fakt bycia w piżamie nie oznacza jeszcze, że wszyscy musimy natychmiast te piżamy z siebie zerwać i przejść do czynów lubieżnych. Nie wiem, czym w tym wypadku różni się piżama od innego ubrania, bo jestem w stanie wyobrazić sobie bardzo skąpe ubrania i bardzo zabudowane piżamy. Czy rzeczywiście osoby chodzące za dnia pozapinane pod szyję w nocy paradują w seksownych, koronkowych negliżach? Nie chcę mi się w to wierzyć, dlatego ten argument już wydał mi się śmieszny i to na tyle, bo kontynuować oglądanie tego programu.  I okazało się, że ta pierwsza para pomimo dziwacznej zasady piżamowej, wypadła całkiem logicznie w porównaniu z kolejnymi.

Pojawiła się para, która spisała 10 przykazań związku. To już nawet nie interpretacja Słowa Bożego, ale taka związkowa zabawa w Pana Boga. Wiara w cudowną moc sprawdzą słowa zapisanego jest porównywalna do cudownej mocy sprawczej listy zakupowej, którą jak się napisze, to na pewno kupić się tylko to, co na niej i nie zbłądzi siew meandrach półek sklepowych. Jak z tym jest naprawdę wie każdy, który  choć  raz był z listą na zakupach i ciekawe czy może z czystym sumieniem powiedzieć, że kupił wszystko z listy i niż spoza.

Pośród przykazań związkowych przez tę parę spisanych pojawił się zapis o tym, że jeśli któreś z nich podnieci się podczas wspólnego spędzania czasu, musi natychmiast odejść by się uspokoić, a następnie wrócić i przeprosić partnera za swoje zachowanie.

Przyznam szczerze byłam w szoku i pomyślałam, że natychmiast powinno się to skonsultować z jakimś psychologiem, bo może nieść niebezpieczne następstwa. Jeśli przez dłuższy czas postrzegamy już tylko samo pożądanie  wobec partnera jako złe, myśl o tym (też powiedzieli, nie stworzyłam tego z powietrza), to jakie ma to konsekwencje w przyszłości? Przepraszam partnera przez lata za to, że jest dla nas pociągający może nam to libido osłabić, bo będzie się wiązało z poczuciem winy. Ja wiem, że poczucie winy jest bardzo katolickie, ale chyba w pragnieniu bliskości z ukochaną osobą nieszczególnie na miejscu.

Niestety w programie psychologa nie było, jako wypowiadający się ekspert, a właściwie ekspertka pojawiła siepani katechetka, która z najwyższych zachwytem wypowiadała się o wszelkich przedsięwzięciach podejmowanych przez pary i pochwalała ich niezwykła czystość i  obwarowania dotyczące ich związków, które mają ich w niej utrzymać.

We mnie natomiast pojawiła się inna myśl – brak pewności co do siły tych ludzi. Ja nie obwarowuje sobie nigdy niczego w ten sposób, a jednak nie kopuluje na każdym kroku, nie spółkuje z każdym, kto mi się podoba czy mnie pociąga. Wierzę w to, że potrafię się powstrzymać i się powstrzymuję. Bez spisu przykazań, bez zastrzeżeń, że nie można mnie dotknąć, zbyt długo przytulać (zwłaszcza w piżamie) czy pokazywać mi tych części ciała, które na mnie działają pobudzająco (męskie ramiona na przykład – BARDZO). Ale ja nie tłumie chorobliwie wszelkich swoich odruchów, nie zamykam siew świątyni mojego ciała nieczułą na jego potrzeby, więc pewnie mnie jest łatwiej niż tym biednym ludziom, którzy się kochają, pragną, ale wyznaczają sobie terminy swojego zbliżenia bardzo odległe (2,5 roku w przypadku jednej z par, choć nie wiem od ilu juz się tak męczą) i pokutują odkupiając swe grzechy jeszcze przed ich popełnieniem.

Z całym szacunkiem do ich poglądów, z szacunkiem do życia w czystości i wytrzymywanie z seksem do ślubu, z szacunkiem do religijności i wyznawanych zasad, to przez sposób opowiadania o tym i absurdalne zapisy, przepisy, które sami ci ludzie sobie narzucają – to wyszła z tego religijna paranoja, która jakiegoś głębszego sensu nie ma.

A jak komuś jeszcze mało absurdu to dodam, że jedna z tych dziewczyn jako podstawowy argument do swoje poślubnej czystości podała nie dekalog, katechizm czy inne religijne przesłanki, ale film i książkę „Ojciec chrzestny”. Tu prawie wykułam sobie oko tuszem, bo akurat się malowałam już do pracy, bo nijak nie chciało mi się wierzyć w to, co moje uszy mi przekazały. Ale owszem, najczystsza prawda, święta niemalże. Otóż dziewczyna ta zapatrzyła się na Michaela Corleona, który po spotkaniu dziewczyny, w której sie zakochał, postanowił ze wszelkimi zbliżeniami czekać aż do ślubu. Przez to noc poślubna była piękna, romantyczna i pełna uniesień, których nie doświadczyli później, a panna młoda była dziewicą. Mnie tam od razu zamajaczyło z tylu głowy, że potem ta „panna młoda” juz dziewicą nie była i tego męża zdradzała tyleż ochoczo co namiętnie. Ale sama opowiadająca historię powaliła ją na łopatki i zmusił do odklepania w matę poddania. Dorzuciła mianowicie, że w przypadku tej wymienionej przez nią pary, do której tak chce sie upodobnić, czas od poznania do ślubu wyniósł 2 tygodnie. I więcej mówić nie trzeba.

Advertisements

4 thoughts on “Przepis na czystość w związku wprost z telewizora

  1. No, przepraszam Cię ogromnie, ale jak ukończenie kulturoznawstwa zobowiązuje Cię do oglądania takich programów, to ja chyba przestałam właśnie rozumieć cel istnienia Uniwersytetu.

    • „Najczęściej jest to ludzka ciekawość, którą ja sobie usprawiedliwiam studiami kulturoznawczymi,”
      Ani nie ma że zobowiązuję, ani nic w podobie. Wykształćenie do czegośzobowiązuje, ale to takie przerysowanie, że wydawało mi się wyczuwalne przez każdego, ktor ma pojęcie o ironii lub innych takich „Atrakcjach”. Widocznie sie myśliłam.
      Jesli nie widać w tym mrugnięcia okiem, to ja serdecznie przepraszam

  2. Po co oglądasz coś, od czego ręce Ci opadają? Nie szkoda Ci cennego czasu, który można wykorzystać znacznie lepiej?

    • RObiłam to przy okazji wykonywania pracy na komputerze, leciało w tle. Nie był to zatem czas zmarnowany, praca została wykonana, a całośćzainspirowała mnie do napisania tekstu. No i poznałam jakieś inne patrzenie na świat. Nie rozumiem go, ale w sumei nie neguje. Tylko zadziwia mnie forma przedstawienia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s