Obywatel drugiej kategorii

Właściwie w trakcie pisania tekstu trafiłam na spotkanie dotyczące sytuacji kobiet w Polsce po 1989 roku i zdałam sobie sprawę, że równie dobrze mogłabym tak zatytułowany tekst napisać o nich. O nas! Ale nie, będę sie trzymała tego, co było pierwotnie moim zamierzeniem, bo naprawdę w tym kraju jest coraz więcej obywateli drugiej kategorii, którzy stają się nimi z tak rozmaitych powodów, że zaczynam się obawiać, że nikogo to nie ominie i każdy wcześniej czy później zostanie w tej kategorii zaklasyfikowany. No może są wybrańcy – bogaci mężczyźni z dobrym wykształceniem, jedynym słusznym wyznaniem, odpowiednimi poglądami i „właściwą” orientacją seksualną, biali i dobrze ustawieni w życiu – którym nie będzie dane, ale z nimi nijak się nie identyfikuję, więc może sobie daruję takie odniesienia. Będę pisała o tych, którzy trafili do drugiej kategorii bez sensu i gospodarczo, chociaż właściwie nie wiadomo dlaczego.

Praca jest rzeczą ważna w życiu człowieka i każdy, kto chce i może pracować powinien ją mieć. Niestety bezrobocie jest zatrważające, co jest tym bardziej interesujące, że wielu obywateli pracuje więcej niż 8 godzin dziennie, czyli praca jest , rąk do pracy potrzeba, godziny do przepracowania są, tylko … I tu niech każdy sobie dopisze dlaczego ci, którzy pracują robią to ponad siły, a dla innych nie ma pracy wcale.

Zmieniono przepisy i teraz pracującym jest nie tylko ten, kto ma umowę o pracę, ale również ten, kto ma umowę-zlecenia czy umowę o dzieło. Wielu pracodawców odnalazło w tym drogę na siebie, swój raj i dobrobyt, bo na takiej umowie pracownik pracuje jak wół, a płacić mu nie trzeba jak pracownikowi na umowie o pracę, bo przecież na tej umowie zatrudniony nie jest. Nie ma w tym wypadku stawki minimalnej, można nawet komuś kazać pracować przez miesiąc za 600zł, bo nikt takiego pracownika nie bronie, nie chroni i nie uznaje za jednostkę ważna. Zaraz się podniosą głosy, że przecież nie trzeba się zgodzić na taką prace … pewnie można siedzieć w domu (za który sienie płaci, bo się nie ma pieniędzy) i zjadać tynk ze ścian albo trawę z parku (do którego sie trafia jak już sie dom straci), ale jakoś nie wydaje mi się, żeby wielu w ten sposób przetrwało.

I jestem w o tyle niewygodnej sytuacji, że pracuje na tego typu umowy od początku „kariery” zawodowej z różnych przyczyn i jakoś sytuacje okiełznałam. Na umowie- zleceniu składki mam, to raz, jeśli idzie o urlop to tak  potrafię sobie zorganizować przebieg pracy w miesiącu, w którym chce wyjechać, że ja jestem na wakacjach a stawki się naliczają do umowy miesięcznej z pracy wykonanej przed wyjazdem. Ale wiem doskonale, ze nie każdy tak potrafi. Wiem też, że w rozliczeniu godzinowym penie nie pracuję na etacie, nikt mi nie każe nigdzie być o konkretnej godzinie, nikt mnie z czasu pracy nie rozlicza. Liczy się to, co zrobię. Gdybym byłą zmuszana do siedzenia 8 godzin w jednym miejscu i wykonywania w tym czasie konkretnej pracy, to bym się zbuntowała, bo to nie umowa-zlecenie tylko umowa o prace na takich warunkach funkcjonuje. Dlatego ja nie mogę powiedzieć, że jestem całkowicie przeciwna takim umowom, ale jestem zdecydowanie przeciwna nadużywaniu ich przez pracodawców, wykorzystywaniu ich istnienia i przymuszania pracowników do pracy na takich umowach w chwili, w której umowę o prace mieć powinni.

Ale z tymi umowami jest jeszcze jeden problem. Chociaż rządzący uznali, że można na nich zatrudniać, że tacy pracownicy to też pracownicy, to niech do licha PRZYMUSZĄ wszystkich do takiego patrzenia na sprawę. Bo jak na razie jako pracownik na umowie –zleceniu jestem ok, ale jako obywatel załapuje się do drugiej kategorii. Dlaczego?

Otóż nie mogę podpisywać ŻADNYCH umów, do których potrzebne jest zaświadczenie o zarobkach, potwierdzenie pracy czy inne takie uzasadnienia, ze jestem osobą wypłacalną.  Sytuacja jest tak bardzo absurdalna, że nawet telefonu na umowę nie mogę wziąć, bo student na legitymację może umowę taką podpisać, ale ja na umowę-zlecenie już nie. Nawet moja propozycja przedstawienia zaświadczenia o tym, jakie mam zarobki w skali roku (a nie jest to 600zł miesięcznie, bo to moja podstawowa praca), jaki mam staż pracy w jednym miejscu, ciągłość zatrudnienia na tej umowie-zleceniu, chociaż przedłużanej co miesiąc, ale jednak podpisywanej przez jednego prezesa … nic ich nie przekonało. Telefon wzięłam na babcię, bo ona jest emerytką, więc osobą wypłacalną. Ja jestem lekkoduchem prawdopodobnie niewypłacalnym.  Wszystko przez umowę- zlecenie, która podobno jest NORMALNĄ formą zatrudnienia.

Kredytu nie dostanę, pożyczki tylko takie w Providencie chyba. No wszyscy traktują mnie jak obywatela drugiej kategorii.  A jednocześnie jestem pracownikiem jak każdy, płacę podatki, odprowadzam składki, nie zmieniam co tydzień pracy, tylko od lat pracuje w jednym miejscu. I chociaż mnie osobiście snu z powiek ta moja umowa nie spędza, to najwyraźniej podpisanie z kimś na takiej umowie umowy związanej z finansami spędzałoby sen z powiek drugiej stronie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s