Śmieciogeddon

Obawiam się jutra, chociaż może przyniesie ono nowy porządek albo jakikolwiek porządek, bo przez ostatnie dni moja ulica wygląda jak po końcu świata i tylko czekam aż zza rogu zaczną wyskakiwać zombie pragnący skonsumować mój mózg. Wszystko to jest spowodowane zmianą systemu odbioru odpadów, który od 1 lipca zmieni wszystko w naszym życiu na lepsze. Będzie cudownie, wspaniale i fantastycznie, tylko jeszcze najpierw musimy przetrwać okres przejściowy, który jak zwykle jest najgorszy, generuje największy chaos i sprawia, że nikt nie ma nadziei na lepsze jutro. Ale jutro przecież nadejdzie…

Tylko na razie jest źle. Jest bardzo źle. W czwartek rozpoczęła sie akcja dezorganizacji obowiązującego systemu odbioru odpadów. Przynajmniej na mojej ulicy. Objawiło się to tym, że śmieciarze po opróżnieniu koszy porzucali je przewrócone obok śmietników, żeby już na pewno nikt do nich śmieci nie wyrzucał i żeby dotrwały w takim stanie do momentu, gdy ktoś postanowi je zabrać. Zmiana odbiorcy odpadów wymusiła także usuwanie na stałe większości kubłów, które przecież teraz inny odbiorca przejmie. W różnych śmietnikach stan wywołany tym działaniem jest odmienne. W moim jeden pozostawiony kubeł wypełnił się dość szybko a potem śmieci zaczęły z niego wypadać. Nie jest tragicznie, bo mieszkańcy chyba postanowili się ograniczyć z produkcją odpadów, ale do ideału tej sytuacji jest bardzo daleko.

W innym śmietniku przy mojej ulicy nie pozostawiono żadnego kubła. Nie wiem jaki proces myślowy podpowiedział komukolwiek cos takiego, ale ludzie ci od czwartku nie mają gdzie śmieci wyrzucać. Przez 4 dni nikt kompletnie nie interesuje sie tym, co oni maja robić ze swoimi odpadami. Nie wywożą ich do lasu, co mogłoby być zrozumiałym w ich wypadku aktem desperacji, ale wrzucają wszystkie worki ze śmieciami do obmurowanego terenu śmietnika, przez co wygląda on jak jakiś śmietnikowy skład i trudno jest mi sobie wyobrazić teraz proces oczyszczania tego.  Do którego mam nadzieje dojdzie jutro, bo jeśli nie, to obawiam się, że coś tam się zalęgnie.

Ulica wygląda coraz gorzej. Przypominają mi się weekendowe poranki w Anglii, gdzie śmieci zaściełały główną ulicę miasta 10-centymetrową warstwą, na której żerowały stada mew. Tutaj patrzę tylko, kiedy rzucą się na to wszystko gołębie. I z obawą wyglądam za róg, gdyż w krajobrazie zaściełanym śmieciami i wypełnionym widokiem poprzewracanych kubłów na śmieci muszą pojawić się zombie, które niebawem zaczną grasować po mieście.

Jest niedziela, wieczór, nie mam pojęcia co dalej z moimi śmieciami. Nie wiem czy mój blok będzie je segregował czy nie? Jeśli będziemy je segregować, to kiedy pojawią się odpowiednie pojemniki? A jeśli nie, to wrzucać dalej do tego przepełnionego czy znaleźć inny sposób? A jak segregować? Ja znalazłam rozpiskę w Internecie, ale co z ludźmi, którzy Internetu nie mają? Wiele osób w moim bloku to seniorzy, którzy nie są internetyzowani i pewnie nie maja pojęcia co dalej.

Dlaczego już w piątek nie pojawiły Siena klatkach informacje dotyczące tego, jak będzie wyglądało odbieranie naszych odpadów od poniedziałku? Czy to jest tak trudne, tak skomplikowane, żeby taką informację umieścić?

A podobno mieszkający w prywatnych domach wiedzą jeszcze mniej. JAK można wiedzieć mniej niż nic? Bo ja nie wiem nic. A póki co trzymam w kuchni trzy worki na śmieci. Pewnie zorganizowałabym sobie to w formie trzech koszy, gdybym wiedziała, że na pewno mój blok segreguje śmieci. Nie ma sensu kupować koszy, jeśli za dwa dni okażą się niepotrzebne. Dlatego przez cały weekend działam w systemie workowym. Ani to wygodne, ani sensowne.

Cały czas mam nadzieję, że gdy jutro się obudzę czeka mnie nowy, lepszy dzień. Pojawią się odpowiednio oznakowane kosze na śmieci, będzie informacja o systemie zbierania odpadków, grafik ich wywozu, będzie porządnie i prawidłowo. Chociaż na dnie duszy istnieje obawa, że tych śmieci będzie więcej i więcej, i więcej …  będą rozszarpywały je ptaki i dzikie zwierzęta, a zza rogu jednak wyłonią się zombie.

Advertisements

12 thoughts on “Śmieciogeddon

  1. Osobiście nie mam tego problemu, mój śmietnik „działa”. Ale zastanawiałam się, co zrobiłabym, gdyby było inaczej.
    Śmieci gromadzone i nie wywożone po pierwsze cuchną, po drugie w dni ciepłe nie dość, że cuchną ze zdwojoną siłą, to mogą zagrażać zdrowiu, a jak sytuacja trwa zbyt długo, to może mewy w centum Polski się nie pojawią, ale szczury owszem. Wiem, co zrobiłabym ja w takiej sytuacji – W końcu administracja budynku, w którym mieszkasz pobiera od mieszkańców opłaty za wywóz śmieci.
    1. Wykonałabym zdjęcie śmietniska niekontrolowanego i wysłała administratorowi budynku mailem, listem poleconym, może faksem – żeby miał wielokrotny dowód powodu moich następnych czynności.
    2. Następnie zabrałabym te 3 wory, o których napisałaś i zawiozałabym osobiście do siedziby administratora – niech zrobi z nimi, co uzna za stosowne. Może nawet zapakować w siebie.
    Pewna jestem jednego – on Twoich postów nie czyta. Jak podjął durne decyzje, to niech wącha smród resztek przedwczorajszej sałatki.

  2. W administracji powiedziano, że odbiorca nie komunikuje sie w zakresie wywozu śmieci, a jedyną informacją, jaką udzielili jest ta, że moge sobie te wory powrzucać jakkolwiek do pergoli i firma odbierająca śmieci je odbierze.
    Nadal nie wiem, czy segregujemy i w sumie jak ja segreguje, to przykre by było teraz to zmarnowac. Butelki plastikowe moge zawsze zaniesc do pojemnika przy przedszkolu mojego dziecka (tam można wrzucać), a śmieci mieszane poprostu wyrzucić do pergoli. Najgorzej z odpadkami BIO, bo najszybciej beda smierdzącą bombą ;)

    • Według mnie jak możesz s o b i e, to możesz też paniom administratorkom i niech one s o b i e powrzucają, jak tam chcą. Niech im śmierdzi, po co ma śmierdzieć Tobie. Zanim sie te właściwe pojemniki pojawią i będą opróżniane. Mam wrażenie, że same „skomunikowałyby się” z odbiorcą w tempie ekspressowym.

  3. Poza tym, może je jestem w tej kwestii aspołeczna, ale nie będę w mojej kuchni trzymała trzech kubłów na śmieci.

  4. A ja bym bardzo chętnie segregowała. KIedys juz mieszkałam w budynku, gdzie segregowalismy i nie stanowiło to dla mie problemu. Tylko żeby to na zmarnowanie nie szło.

    NIE zarosne brudem i smieciami, nie produkuje jakos dużo odpadów. Miałam porównanie na działce, gdzie przez tydzien wyprodukowałam tyle co moja mama przez 2 dnia, jak tylko przyjechała ;)

    • Nie kwestionuję ani tego, że starasz się ograniczać ilość produkowania odpadów ani tego, że selekcja w ogólnym rozrachunku jest słuszna. Ja tylko napisałam, że jeśli mam wybór, to mnie się nie chce, bo nie mam tak dużo miejsca w kuchni.
      Ale generalnie chodziło o to, że niezależnie od wszystkiego problem istnieje w tym momencie. Gdyby dotyczył mnie, to zareagowałabym natychmiast, bezpośrednio u organów odpowiedzialnych za powstałą sytuację i w sposób wykluczający ich bierność. Bo samo napisanie postu na blogu niczego nie zmieni. Nawet jeśli byłaś i dowiadywałaś się, to sukcesu w tej dziedzinie nie osiągnęłaś. A ja napisałam, co zrobiłabym.

      • No jeśli wywalenie w administracji swoich śmieci jest sposobem, to troche to dla mnie za brutalne.
        Post napisałam, bo mnie sprawa dotyczy.
        A w administracji interweniowałam, bo mnie sprawa dotyczy.
        Mam pisac o kosmetykach i ubraniach, bo to takie pisanie sztuka dla sztuki, a o rzeczach istotnych nie, bo jedynym miejscem, gdzie moge o nich mówic są urzędy?
        Bo ja nie rozumiem tego zarzutu „samo napisanie postu na blogu niczego nie zmieni. ”
        Bo NIGDZIE nie było powiedziane, że SAMO :/

  5. Klaudio, Ty jak zwykle uważasz, że racja jest po Twojej stronie i nigdzie więcej. A nie o to chodzi. Interweniowałaś i słusznie. Dlaczego w administracji nie uparłaś się, żeby mieć rację, tylko przyjęłaś sugestię pań administratorek? Zaniesienie worków ze śmieciami do administracji jest brutalne? Niekoniecznie. Jak administrator nie może spowodować wywiezienia śmieci spod mojego domu, to zawiozę mu je tam, skąd każe je odebrać z całą pewnością. W workach. Nie proponuję wywalania śmieci luzem pod czyjeś nogi. Nawet jeśli jest to brutalne, to z całą pewnością skuteczne. Bo nie ma ani jednego powodu fundowania mi przez administratora smrodu, brudu i wszystkich konsekwencji dla mojego zdrowia i dobrego samopoczucia spowodowanych wysypiskiem śmieci pod oknami. Dobrze, że o tym napisałaś. Ale lepiej byłoby zamiast narzekania, że coś źle funkcjonuje – pokazać, że istnieje rozwiązanie problemu. Samo zawiezienie śmieci jeszcze rozwiązaniem nie jest, ale do niego prowadzi. Natomiast interwencja bez wyegzekwowania Twoich praw jest tak samo skuteczna, jakby jej w ogóle nie było. Samo pokazanie problemu nie zmienia niczego, zmienić mogą dopiero konkretne działania. Narzekanie jest podobno cechą Polaków, ale po pierwsze nie wszystkich, a po drugie to zła cecha. Działaj, szukaj rozwiązań, bo one są, nie narzekaj. Szkoda czasu na narzekanie.

  6. A dlaczego mam ZAWSZE ślepo wierzyć w Twoje poglądy i jeśli się nie zgadzasz z tym, co napisałam, to mam NATYCHMIAST zmienić zdanie?

    NIE PÓJDE i nie wyrzuce ludziom śmieci na biurko. Ty tak robisz? Twoja sprawa. To jest dobra rada, której należy się podporzadkować, albo jest sie głupcem niezmieniającym poglądów pod wpływem slusznej sugestii? NIE sądzę. NIe broń tak głupiego zachowania, bo źle to wpływa na Twoja postawe.
    Sprawa zostałą załatwiona w cywilizowany sposób – w administracji dowiedzieli się, że nie odbieraja śmieci, zostali ponaglenie, ponaglili tamtych- śmieci odebrano

    Pojawiłą sieteż informacja na klatkach dotycząca zegregowania śmieci.

    I nikt nikomu niczego nei wyrzucał, ja worków w domu nie mam… znaczy tych starcy, mam nowe, mam system segregacji i zyje mi sie dobrze z moimi śmieciami ;)

    NIe narzekam w próżnie. W ogóle – gdzie narzekam? Na blogu pokazuje problem, a w życiu go rozwiązuje. Tak po ludzki i zgodnie z zasadami współżycia społecznego. Bez zniechęcania do siebie administracji i wszystkich innych.

    Triche mnie wkurza to, ze ludzie, któzy nie robia różnych rzeczy wiedzą lepiej od innych jak oni powinni to robić. Ty nei miałas problemu ze śmieciami i go nie rozwiązywałaś. NIe pisałas o tym, nie zygnalizowałas NIC
    Ale wiesz lepiej ode mnie co ja z tym powinnam zrobić…

  7. Ani zawsze, ani ślepo. Nawet nie musisz wierzyć. Sprawdź. Albo narzekaj: na rząd, na administrację, na służbę zdrowia, na pracodawcę i na życie. Bo narzekasz – na wszystko. Jak dobrze żyje Ci się z Twoimi śmieciami, to gdzie widzisz problem? I po co wydumany problem poruszasz? Bo innym źle się z nimi żyje i jesteś tak uspołeczniona, że występujesz w ich imieniu? Skąd wiesz – może im też dobrze?
    Ludzie ROBIĄ różne rzeczy zamiast biadolenia (ja robię) – dlatego wiedzą, że coś odnosi skutek, a co innego nie.
    Nie zmieniaj zdania. Bezustanne narzekanie wprawdzie prowadzi do zgorzknienia i wszystkich konsekwencji z tego wynikających, ale jeśli to Twój sposób na życie, to co mnie to obchodzi…

  8. Ja swoje problemy rozwiązuje
    Również o różnych problemach piszę – swoich , cudzych, różnych …

    Ty ograniczasz sie do dobrych rad. Przy takim podejściu pewnie nie oglądasz telewizji i nie czytasz gazet, bo tam też tylko wydumane problemy i mogliby je rozwiązywać, a nie o nich pisać i mówić …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s