Przepis na kino

Jedzenie jest podstawą naszego istnienie i chociaż nie żyjemy po to, żeby jeść, to jednak jemy po to, żeby żyć. Bez jedzenia nie moglibyśmy przetrwać, a dla prawdziwych smakoszy jest ono czynnością porównywalną do obcowania ze sztuką. Są też tacy, którzy w podobny sposób odbierają kino. Da nich życie bez filmów, bez zanurzania się w stworzony za pomocą kamer, scenariuszy, scenografii i aktorów świat, nie jest życiem pełnym.

Czy zatem można połączyć te dwie pasje życia? Czy kino i jedzenie łączą się na jakimkolwiek poziomie?
Niektórzy mogą uznać, że najbardziej oczywistym połączeniem konsumpcji duchowej z kulinarną jest zagryzanie dialogów kinowych popcornem i zapijanie ich napojami w dużych, papierowych kubkach. Jednak jest to najniższy poziom tego połączenia, który nie tylko nie ma wiele wspólnego z prawdziwą sztuką kulinarną, ale też służy głównie zakłóceniu prawdziwej sztuki kinowej. Chociaż faktem jest, że tego typu przekąski spożywa się na projekcjach, którym niewiele może jeszcze zaszkodzić. Czytaj dalej

Reklamy

Taki właśnie film

Mały dzieciak, któremu nic w życiu nie wychodziło tak jak powinno, ale on każdego dnia przepełniony był optymizmem i nie poddawał sie pomimo przeciwności losu, pojechał z wycieczką szkolną do wielkich zakładów, w których zawsze była praca, a pracownicy traktowani byli jak bohaterowie. Dlatego ten dzieciak też chciał być takim bohaterem, chciał osiągnąć sukces, chciał, żeby mówili, że on coś znaczy, że jest KIMŚ. Tym bardziej, że jeden z pracowników tych zakładów dostrzegł w nim talent, a może chciał być zwyczajnie miły dla najmniejszego w klasie? Jednak tych kilka słów docenienia starań i oddanie swojej czapki uniwersyteckiej kazało dzieciakowi uwierzyć, że marzenia się spełniają. Wszystko później prowadziło go do celu. Czytaj dalej

Niekoszerny wpis

Przez lata zastanawiało mnie określenie „koszerne”, bo nigdzie nie było wystarczająco wyjaśnione, bym potrafiła stwierdzić, co tak naprawdę koszerne jest, a co nie. Słowo bez definicji jest dla mnie kalekie i mam silną potrzebę wyjaśnienia go, dlatego nie ustawałam w poszukiwaniach. W końcu poszłam na wykład o koszerności, gdzie wszystko było omówione bez używania określeń typu – „koszerne są produkty przygotowywane według zasad koszerności” , z którymi spotykałam sie wcześniej w Internecie. Podział na zwierzęta predysponowane do koszerności mięsa jest dla mnie jasny, ale dalsza część została mi dokładnie na tymże wykładzie wyjaśniona i … używając eufemizmu – nie zachwyciła mnie. Powiedziałabym nawet, że mnie to wszystko przeraziło bardziej niż oglądanie filmu z typowej rzeźni i wizja, że można to robić przemysłowo, bez uwzględnienia rytuału jako takiego i bezpośredniego kontaktu człowieka ze zwierzęciem, ale mechanicznie, traktując zwierzę jak przedmiot a jednocześnie skazując je na śmierć w wyniku wykrwawienia. Wzbudziło to mój sprzeciw. Bo chociaż ja jem mięso, to wolałabym, żeby zwierzęta jak najmniej cierpiały oddając życie za mój posiłek. Ich śmierć traktuje z szacunkiem i chciałabym, żeby inni też ją tak traktowali. Czytaj dalej

Wyprzedaż godności

Coraz częściej zauważam, że nie ma godności, nie istnieje takie pojęcie, ludzie nie wiedzą, co to znaczy, nie chcą wiedzieć, nie walczą o godność  w swoim życiu. A przecież nie jest to pusty slogan, plakietka do przepięknie na ścianie zapomnianych wartości. Godność jest ważna, dla niej ludzie umierali. Kiedyś „żyć godnie” coś znaczyło, była to wartość, o którą dbano. Jak to się stało, że zapomnieliśmy o godności? Jak doszło do tego, że dla zysku jesteśmy w stanie własną godność wyrzucić do śmietnika, zapomnieć  o niej i udawać, że nigdy jej nie było?

Odpowiedzią są pieniądze. Czytaj dalej

Indyjskie znaki pokoju i satyryczne komentarze

Trochę zajęło mi czasu zanim przetrawiłam te wszystkie informacje na tyle, że jestem w stanie o tym pisać i nie dostawać ataków agresji czy epizodów depresyjnych. Nie jest łatwo, bo to mój kraj i boli mnie bardzo, że takie rzeczy siew nim dzieją, że na takie rzeczy się pozwala, że jeszcze się to wszystko usprawiedliwia, wzrusza ramionami, powołuje na wolność słowa i nie stara sie zrozumieć, że słowo czasem rani dotkliwiej niż czyn. Ja wiem, że Polska wielkim krajem jest i nijak jej tego nie odbieram, czuje się tu u siebie i pomimo wyjazdów wracam. Nie tylko do Polski jako takiej, ale do Łodzi, bo charakteryzuje mnie również lokalny patriotyzm i tak naprawdę choć pomieszkiwać mogłabym prawie wszędzie na świecie, to mieszkać mogłabym tylko tu. Kiedyś mówiłam, że mogłabym mieszkać w każdym mieście na świecie pod warunkiem, że jest tam Manhattan. Ale to był tylko żart, bo tak naprawdę w Łodzi są wszystkie najważniejsze budowle świata i nie trzeba nigdzie jeździć, by mieć to pod ręką. Każdy kto oglądał „Aleję gówniarzy” wie o czym mówię, a kto nie oglądał to powinien.

http://www.youtube.com/watch?v=y8EbBF0r_kA Czytaj dalej