Wyprzedaż godności

Coraz częściej zauważam, że nie ma godności, nie istnieje takie pojęcie, ludzie nie wiedzą, co to znaczy, nie chcą wiedzieć, nie walczą o godność  w swoim życiu. A przecież nie jest to pusty slogan, plakietka do przepięknie na ścianie zapomnianych wartości. Godność jest ważna, dla niej ludzie umierali. Kiedyś „żyć godnie” coś znaczyło, była to wartość, o którą dbano. Jak to się stało, że zapomnieliśmy o godności? Jak doszło do tego, że dla zysku jesteśmy w stanie własną godność wyrzucić do śmietnika, zapomnieć  o niej i udawać, że nigdy jej nie było?

Odpowiedzią są pieniądze.

Nawet nie jakieś dużo, chociaż pewnie na początku były znacznie większe. Godność stała sie towarem, który można było odsprzedać za tyle, ile ktoś chciał akurat zapłacić. A wraz ze spadkiem jej wartości, spadała w sposób naturalny cena za nią.

Te wszystkie myśli przyszły mi do głowy w trakcie czytania książki Sama Brentona  i Reubena Cohena – Polowanie na ludzi. Dotyczy ona rozwoju programów typu talk-show i reality Tv na całym świecie. I czytając o kolejnych sytuacjach z życia uczestników takich programów, poznając mechanizmy wewnętrzne działania castingów na poziomie psychologicznym i czytając opisy manipulacji jakim poddawani byli uczestnicy przed, w trakcie i po programie, cały czas w mojej głowie pojawiała się myśl: DLACZEGO CI LUDZIE TAK ŁATWO SPRZEDALI SWOJĄ GODNOŚĆ?

Sama oglądałam pierwszą edycję programu Big Brother i fascynowała mnie permanentna obserwacja tych ludzi zamkniętych w czterech ścianach domu wielkiego brata. Byłam młoda i głupia, bo teraz bardziej analizowałabym to, co tam siedziało. Ludzie zrezygnowali ze swojej prywatności. Żyli, jedli, myli się, spali lub całowali na oczach milionów przed telewizorami. A wszystko w imię rozrywki widzów i swojego 5 minut, którego tak pragnęli, że nie zastanawiali Siena konsekwencjami. Bo nie każdy może być pozytywnym bohaterem w takim programie, bo dramat upadnie i format straci oglądalność. Muszą być tragedie, emocje, kłótnie i sceny romantyczne. Owszem można na tej bazie zbudować swoją sławę jak zrobiła to niejaka Frytka… Agnieszka… Maja… osoba, które chyba zatraciła swoją osobowość, skoro nie jest przywiązana ani do swojego imienia, ani do swojego pseudonimu, ani wizerunku. Chociaż nie ma się co dziwić komuś, kto zaistniał w mediach dzięki temu, że uprawiał seks w jazzuci pod okiem kamer. Takie porno dla ubogich, bo ani aktorom za to nie zapłacili, ani widzowie nieszczególnie musieli się starać, żeby to zobaczyć.

Pomijając to, co dzieje się po opuszczeniu takiego programu, po zderzeniu ze światem ludzi, którzy uczestników doskonale znają (albo przynajmniej tak się im wydaje), wiele o nich wiedzą, obserwowali ich i wyrobili sobie na ich temat opinię, pomijając szok jakim może być dla kogoś to, że ze sprzedawcy w jakimś małym miasteczku albo z gospodyni domowej stał się osobą publiczną, do której wszyscy wydają się mieć prawo. A już szczególnie prawo do komentowania jej życia i zachowania. Pomijając to wszystko co jest po takich programach, ile jest też do analizowania w trakcie. Ci ludzie pozwalają się trzymać w zamknięciu przez jakich czas, który określony jest ramowo, ale zawsze może się skrócić lub wydłużyć z różnych powodów. I zamknięci nie są dlatego, że zrobili coś złego, że byli aspołecznie, ze należy im się kara. Oni sami na to pozwolili, na to się zdecydowali i trwają w tym, bo na końcu tego eksperymentu może ewentualnie czeka na nich nagroda finansowa. A po drodze może ewentualnie spotka ich sława, rozgłos czy coś innego o trudnej do wycenienia wartości. Ale nikt nie zastanawia się, że za te wszystkie  „ewentualnie” płaci wysoką cenę głównie w postaci swojej godności. Pozbawiony jest jej, gdy nie pozwala mu się spać, nie daje mu się odpowiednich racji żywnościowych czy pokazuje jego goły tyłek całemu światu. Jedzenie jest ważna kartą przetargowa w tego typu programach. W Big Brotherze reglamentowana żywność zależała od zaangażowania grupy w tygodniowe zadania, bo od ich wykonania zależała ilość pieniędzy przeznaczonych na żywność.  Jeszcze dalej poszli twórcy programów Survivor ( w Polsce podobną formułę miała Wyprawa Robinson), w których o jedzenie właściwie musieli starać sie zawodnicy sami, a było to o tyle trudne, że znajdowali się na bezludnej wyspie, na której nie było nawet na co zapolować. Chociaż ilu z nas potrafiłoby polować?  Może złowić rybę, ale bez wędki wydaje się to zadaniem niewykonalnym. Pozostawało im jedzenie tygodniami ryżu jak pracownikom chińskim fabryk, których też na nic więcej nie stać.  I tutaj przeszło moje myślenie od ludzi, których może jesteśmy w stanie jakoś tam zrozumieć, jesteśmy w stanie usprawiedliwić ich sprzedawanie godności, chociaż ja nadal twierdzę, że usprawiedliwianie tego to pierwszy krok na drodze do tego, co dalej. A dalej nie ma sprzedawania godności za milion wypisany złotymi cyframi i literami na wielkim czeku. Dalej jest pensja wypisana drobnym drukiem na kolejnych odcinkach albo wydrukowywana na bilansie konta bankowego. I nagle okazuje się, że za tych kilka cyferek też coraz częściej oddajemy swoją własną godność.

Tak właśnie ze swojej godności rezygnowały pracownice kas w marketach, gdy pozwoliły zmusić się do zakładania pieluch, gdyż nie była im przyznawana przerwa na toaletę i potrzeby fizjologiczne musiały załatwiać w trakcie skanowania kolejnych kodów niezbędnych do wyrobienia wyśrubowanych godzinowych limitów.

Tak ze swojej godności rezygnują pracownice, które pozwalają na niewybredne komentarze swoich szefów czy współpracowników, które są z gruntu seksistowskie albo podchodzące pod molestowanie, ale są również trudne do udowodnienia zwłaszcza, jeśli inne koleżanki dawno już ze swej godności zrezygnowały i w żadne sposób nie zamierzają o nią walczyć.

Tak z godności rezygnują pracownicy, którzy zapominają o 8-godzinnym dniu pracy i o tym, że mają prawo do czasu spędzanego z dziećmi, współmałżonkami, przyjaciółmi. Pracują od świtu do zmierzchu nie 5,ale 6 albo i 7 dni w tygodniu, żeby zrobić więcej, wykazać się, pokazać, że im zależy. A na końcu jest nagroda w postaci pensji, która wcale nie jest wyższa tylko dlatego, że dobrze wykonaliśmy zadanie postawione nam przez Wielkiego Brata.  A zmęczeni, warczący na swoich bliskich, zapominający, w której klasie są nasze dzieci i co obecnie je zajmuje, potrafiący tylko leżeć na kanapie i przerzucać programy w telewizji nie zauważamy, że tracimy naszą godność. Rozmieniamy ją na drobne i wyprzedajemy za coraz niższe stawki.

Przypomina mi to dowcip, gdy mężczyzna pyta kobiety:

– Czy przespałaby się pani ze mną za milion dolarów?

– Co pan??? (odpowiada oburzona)

– No ale wie pani, milion dolarów to dużo pieniędzy …

(kobieta po chwili zastanowienia)

– Jak tak to pan przedstawia, to w sumie za milion, to bym sie przespała.

– A za dolara?

– Oszalał pan!!!??? Za kogo pan mnie ma???

– To już ustaliliśmy, teraz sie targujemy.

Właśnie my się teraz o tę godność jeszcze tylko  targujemy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s