Dwunazwisk Chceszciec

Kiedyś w wyniku frustracji spowodowanej tramwajem, który nie przyjechał, miałyśmy z koleżankami dziwną zabawę. Stałyśmy na przystanku i wymyślałyśmy głupie nazwiska, coś czego byśmy nie chciały, nie przyjęły, nie ogarniały. Jednym z tych nazwisk było coś dwuczłonowego dziwnie brzmiącego: Chcesz ciec. Mogło się to odnosić do cieknięcia jako takiego, ale już zapisane jako Chceszciec  było zwyczajnym wybrykiem lingwistycznym. Drugim dziwnym pomysłem było nazwisko, które samo w sobie zawierało ideę dwuczłonowości nazwisk różnorodnych i brzmiało: Dwunazwisk. W ten oto sposób powstałą zbitka, która dodana do każdego imienia była czymś niebywałym i na pewno wielu obcokrajowców miałoby podobne problemy z wymówieniem tego jak w przypadku Grzegorza Brzęczyszczykiewicza. No bo jak poradzić sobie z wywołaniem w zagranicznym urzędzie kogoś, kto nazywa się Klaudia Dwunazwisk Chceszciec?

Jakaż byłam naiwna jeśli sądziłam , że w moim życiu tego typu dywagacje będą jedynie przystankową zabawą dla zabicia czasu. Okazuje się bowiem, że w życiu codziennym dwa nazwiska to jest bardzo powszechny problem, którego wielu nie ogarnia, a dla innych jest  to jedyna akceptowalna opcja. Nie wyszłam za mąż,  przez co ominęło mnie kombinowanie z nazwiskiem moim i ewentualnego męża. Nie zakładam, że nigdy w życiu za mąż nie wyjdę, więc może jeszcze mnie to spotka. Przyjęło się, że kobieta po ślubie przyjmuje nazwisko męża i już. Powstaje pytanie: DLACZEGO? Przez ileś lat ma się jakieś nazwisko, z którym się człowiek urodził, wychował, przyzwyczaił do niego, stało się jego częścią i nagle BUM- nie ma. Jest nowe, inne, wcale nie lepsze, ale odmienne. Teraz to trzeba przyswoić, z tym żyć, z tym sie utożsamiać.

Tradycja ta pochodzi z czasów, gdy kobiety nie były podmiotami a jedynie przedmiotami, który zmieniał właściciela i przez to nazwę. Tak jak niewolnicy, którzy dostawali automatycznie nazwisko swojego właściciela (czasem też zmieniano im imię, bo nie uznawano, że mogli się jakoś do swojego imienia przyzwyczaić, a właściciel musiał mieć łatwość przywoływania), tak kobieta dostawała z automatu nazwisko tego mężczyzny, któremu była prawnie przypisywana. Najpierw był to ojciec, który ją utrzymywał, za nią odpowiadał i miał nad nią pieczę. Gdy pojawiał się inny mężczyzna, który chciał ją przejąć, zgłaszał się do ojca z pytaniem o rękę (bo przecież nie do niej bezpośrednio, bo ona nie miała prawa, by takiego pozwolenia udzielić) i jeśli dostawał zgodę, to przejmował ciężar odpowiedzialności za tę istotę, ale w ramach zadośćuczynienia dostawała ona jego nazwisko, gdyż stawała się jego własnością.

Oczywiście ja tu tylko o aspektach prawnych. Nie rozpatruję miłości. Nie przeczę, że ojciec mógł córkę kochać bezgranicznie i rozpieszczać ja na wszelkie możliwe sposoby. Nie jestem w stanie też zaprzeczyć temu, że później małżonek kochał ją w sposób podobny, a ona również pałała do niego miłością wszechogarniającą. Uczuć w te rozważania nie mieszam, chodzi mi tylko o kwestie urzędnicze, które tak a nie inaczej wyglądały, co pokutuje do dziś.

Dzisiaj jest więcej opcji, nikt z automatu żadnego nazwiska nikomu nie wpisuje. Chociaż zaraz zaraz… wydaje mi się, że to w przypadku kobiet, które jako dorosłe są już podmiotami a nie przedmiotami, bo dzieci jednak nadal mają problem z urzędniczą śmiertelna konsekwencją, co widać najdokładniej w przypadku dziecka, które nie jest potomkiem męża kobiety będącej w związku małżeńskim; takie dziecko dostaje z automatu właśnie nazwisko męża tej kobiety, choćby wszystkie trzy dorosłe zainteresowane osoby były zgodne co do tego, że kto inny jest ojcem, to jednak urzędnik wie lepiej. Ale dorosła kobieta może sama wybrać, czy po ślubie ma nazwisko swoje własne, nazwisko męża czy połączy sobie oba, bo taki ma kaprys. Nikt nie powinien jej tego utrudniać i jej w tym przeszkadzać. Wszelkie próby zmuszenia jej do którejkolwiek decyzji na siłę są  głupie. Przyjęcie nazwiska męża nie świadczy o miłości, a nieprzyjęcie o jej braku. Świadczy jedynie o poczuciu tożsamości własnej i tego, jakie elementy ja określają. Równie dobrze można by kogoś nakłaniać do zmiany imienia, bo przecież co to takiego, nie zmieniamy się my, tylko jakaś nazwa, która nie powinna mieć wpływu na nasze samopoczucie i tożsamość … no NIE.

Pozostaje jeszcze nazwiska nadawanego dziecku. W przypadku małżeństwa zawsze jest łatwiej (oczywiście pod warunkiem ,ze to dziecko z tego małżeństwa pochodzi), bo bierze się pod uwagę nazwisko męża, ewentualnie jeśli kobieta ma dwa, to także taka opcja wchodzi w grę. Mnie natomiast spotkało coś, czego sienie spodziewałam w najśmielszych snach – urzędnik wiedział lepiej jak ma sie nazywać moje dziecko na każdym etapie próby zapisania go. A właściwie jej, bo to córka.

Przede wszystkim okazało się, że nie ma możliwości nadania dziecku dwóch nazwisk (tak było wtedy, teraz przepisy sie zmieniły, o czym później). Dziecko może mieć nazwisko albo matki (z wyjaśnieniem urzędniczki, że tak sie dzieje JEDYNIE w przypadkach, gdy ojciec jest nieznany lub nie chce uznać dziecka) lub nazwisko ojca, co jest ogólnie przyjęte i niejako oczywiste, co tez próbowała mi wyłożyć urzędniczka. Ja natomiast byłam tak dziwaczna, że postanowiłam ,ze skoro dziecko nie może mieć nazwisk obojga rodziców, to będzie miało moje. Bo ja jestem matką, która nosiła, urodziła i nie zamierzam przez całe życie wszędzie udowadniać, że dziecko jest moje. Pani urzędniczka miała powiększające się z każdym słowem oczy, ale twardo broniła swojego poglądu na kwestie nazwiska mojego dziecka. Wyraziła opinię, że niezrozumiałym jest, że skoro ojciec siedzi obok i uznaje dziecko, to nie chcę, żeby dziecko miało jego nazwisko. No jak tak można? No przecież się nie godzi. Jak to będzie wyglądało w papierach i w życiu?

Byłam nieugięta. Dziecko dostało moje nazwisko. W międzyczasie dowiedziałam się, że urzędnicy poszli po rozum do głowy i uznali, że skoro coraz więcej dzieci rodzi się spoza małżeństw a także z małżeństw, w których oboje pozostali przy swoich nazwiskach, to może należałoby umożliwić dziecku przyjmowanie nazwisk obojga rodziców? Stało się, ustawa, uchwała czy co tam to reguluje weszło w życie i moje dziecko ma obecnie dwa nazwiska. Pytania, które teraz mnie spotykają są następujące:

– A co będzie jak dorośnie i wyjdzie za mąż?

– A jak sie będą nazywały jej dzieci?

– A co jeśli mąż będzie miał też dwa nazwiska?

NIE WIEM. Jest to, a właściwie będzie, jej sprawa. Może zostawić sobie nazwiska oba, może któreś wywali, któreś wymienić, przyjąć nazwisko/nazwiska męża… Jej decyzja, bo ja w jej przywiązanie do nazwisk ingerować nie zamierzam. Obecnie w wieku 4 lat doskonale siew tym orientuje. Mamusia nazywa się tak, tatuś nazywa się tak, ona jako dziecko obojga nazywa się tak i tak. Proste.

A ja nie mam problemu w żadnym urzędzie z udowodnieniem, że dziecko jest moje. Nie muszę wszędzie zabierać aktu urodzenia z wpisanym moim nazwiskiem, żeby udowodnić, że dla własnej córki nie jestem obcą osobą. Ojciec dziecka ma podobnie ułatwione życie od chwili, gdy dziecko (a miała wtedy 3 miesiące chyba) dostało również jego nazwisko tak, jak było to pierwotnie planowane. A takie właśnie problemy w urzędach, przychodniach (przy odbieraniu wyników badań), na granicy, miewają kobiety, które nie mają takich samych nazwisk jak ich dzieci. I to dopiero jest problem, a nie kwestia tego, kto ile i jakie nazwiska ma i lubi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s