Gdzie moralność spiera się z poczuciem obowiązku

Mleko się rozlało – to zdanie ciągle siedzi w mojej głowie i nie chce z niej wyjść. Chodzi jednak o sprawę dużo poważniejszą i trudniejszą niż błahe rozlanie mleka, gdyż rzecz dotyczy ujawnienia przez Wikileaks wielu prywatnych rozmów Przemysława Holochera. Najpierw chciałoby się oburzyć, że jak to, że prywatność, że tak nie można. A potem człowiek zdaje sobie sprawę nie tylko z tego, że Przemysław Holocher jest byłym szefem  Obozu Narodowo-Radykalnego , a teraz aktywnie działa w Ruchu Narodowym, ale też jego niby prywatne rozmowy dotyczą nie tylko jego i rozmówcy, ale też wielu osób, które może nawet go nie znają, o nim nie wiedzą, a jak się dowiedzą, to może to dla nich skończyć się szpitalem.

Jak sie takie rzeczy pisze, to aż trudno uwierzyć, bo ja prywatne rozmowy prowadzę na bardziej intymne tematy i ewentualne ich ujawnienie mogłoby skutkować małym skandalem moralnym czy obyczajowym, zawstydzeniem niektórych czy rumieńcem prawdziwego wstydu na jeszcze innych, którzy w tych rozmowach uczestniczyli lub byli ich tematem. Jednak żadna z moich rozmów nie skutkowałaby poważnym oskarżeniem, a w przypadku tego, co pisze pan Holocher wydaje się, że niektóre powinny.

Mamy bowiem garść tekstów, z których wyraźnie wynika, że ten człowiek i jego współpracownicy nie przebierają w środkach i słowo takie jak moralność nic dla nich nie znaczy. Liczy się tylko cel, których w ich pojęciu uświeca wszelkie środki, z przemocą fizyczną włącznie. Mało mnie osobiście interesuje jak o władze w swoich okropnych organizacjach oni tam walczą, jak się między sobą spierają i jakie wpływy są ważniejsze od innych pomiędzy nimi. Bardziej natomiast interesuje mnie to, że potrafią bez zahamowań między sobą rozmawiać o tym, jak się organizować by największa krzywdę zrobić swoim przeciwnikom, którzy poza tymi organizacjami funkcjonują, a także są ich poglądowymi przeciwnikami. Manipulują nie tylko sobą nawzajem, ale też informacjami, które przekazują dalej i własną moralnością. Potrafią usprawiedliwić swoje zachowanie na milion sposobów nie tylko sami przed sobą, ale też przed mediami. Analizują sposób informowania na zewnątrz o swoich działaniach tak, żeby przedstawiać siebie jako wieczne ofiary, podczas gdy wewnętrznie doskonale wiedzą, że nie tylko sami ofiarami nie są, ale sprawiają, że prawdziwymi ofiarami działań są ich oponenci, dla których nie mają żadnej litości.

Tak, oczywiste jest, że sprawa jest dwuznaczna moralnie, bo w końcu informacje te zostały wykradzione i upublicznione bez pozwolenia osób zainteresowanych. Ale czy czasem zainteresowani w tym przypadku nie są sami prowadzący konwersacje, ale także ci, których one dotyczą? Dobrze wiedzieć kto i jak się organizuje przeciwko tym, który manifestują swoje poglądy w pokojowych przemarszach. Dobrze wiedzieć, że regularna bojówka zamiast koncentrować się na nazewnictwie  związanym ze swoją działalnością woli odwoływać się do sportu, ale chyba raczej boks w jego zakres wchodzi a nie skoki o tyczce.

Gdzieś jeszcze słychać, że w sumie są tam także rozmowy z żoną… no fakt, nie interesuje mnie o czym ten człowiek rozmawia ze swoja żoną czy nawet kochanką, bo nikomu ani do garnka ani do łóżka nie zaglądam. Tylko przecież chyba nikt nie jest głównie zainteresowany spieraniem się małżonków o to, czy na obiad wolą ziemniaki czy ryż, gdy obok jest rozmowa dotycząca tego, jak przekazywać informacje mediom tak, by nieświadome mówiły odpowiednim głosem i wybielały agresorów a oskarżały ofiary. I to biadolenie, że wszechmocny Internet pozwala na błyskawiczną weryfikacje kłamstw i dochodzenie do prawdy zanim manipulacja wywoła właściwy efekt. Wszystko to jest trochę śliskie, trochę brudne i trochę obrzydliwe. Ale nie dlatego, że dotyczy prywatności, tylko dlatego, ze pokazuje, że w Polsce w 2013 roku są ludzie, którzy najchętniej wprowadziliby swój własny holokaust. A gdyby 100 lat temu podglądano prywatną korespondencję Hitlera i dzięki temu wyprzedzono jego niecne działania o dwa kroki, to obecnie nie bilibyśmy na alarm, że niemoralnie, bo dowiedzieliśmy się o jakich fantazjach seksualnych rozmawiał z Ewą Braun, tylko cieszylibyśmy się, że w ten sposób zapobiegliśmy pogromowi Żydów.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s