Demokracja nasza codzienna

W Warszawie odbyło się referendum. Takie terefererendum trochę to było. Taka zabawa z wyborcami, przeciąganie ich niczym liny pomiędzy wrogimi politycznie obozami. Jedna strona nawołuje, druga strona odwołuje. Co ciekawe kilka lat temu te strony były zupełnie odwrotne i miało to miejsce nie w Warszawie, a tym razem w Łodzi. Wtedy łodzianie mieli dość Kropiwnickiego i jego wybryków podróżniczych. Więcej go nie było niż był. Może to i lepiej, bo jak był na miejscu to miewał zupełnie idiotyczne pomysły z czapkami ujednolicającymi polityków niczym mundurki uczniów i fontanną-waginą na czele, ale te jego wyprawy do tanich nie należały, a miasto jakby nie bardzo coś z tego miało. Ludzie się wściekli, podpisy zbierali, referendum się odbyło i Kropiwnickiego pożegnano. Ku wielkiej uldze wielu.

Wtedy to PIS wołał, żeby nie iść, że nie trzeba, że nie warto, że po co o dlaczego takiego czynu społeczeństwo chce dokonać.  Teraz natomiast PIS woła, ze warto, że trzeba, że powinniśmy udzielać się wyborczo we wszelkich aspektach.

Ci natomiast, którzy wtedy nawoływali, teraz zniechęcali wszelkimi dostępnymi im metodami. PO niczym lwica broniło swojej przedstawicielki stada i za nic nie chciało przyznać, że może nie do końca wszystko w jej rządach było dobrze. Cud, miód i orzeszki.

Przeciętny obywatel nie ma pojęcia, w którą stronę patrzeć i co robić. Nikt jasno i klarownie nie powie, że głosowanie to nasz przywilej, który został wywalczony przez nas wszystkich. Były czasy, w których nikt społeczeństwa o zdanie w żadnej kwestii nie pytał. Wszystkie wybory były dokonywane bez udziału ludzi, dla których rzekomo dokonywane były. Decyzje były podejmowane odgórnie i nic nie można było na to poradzić. Nie było dobrze. Jak się tylko zbyt liczna grupa buntowała, to potrafili ją uciszyć w sposób całkowity. A jak nastoje w państwie były już bardzo gorące, to można było zawsze wprowadzić stan wojenny, wyprowadzić na ulice czołgi i od razu ludność wiedziała, gdzie jej miejsce. W domu przy stole oglądając orędzia prezydenckie zamiast porannego programu dla dzieci z biegnącym kogutkiem.

Po latach jest inaczej. Nie wiem czy lepiej w stopniu ogólnym, ale na pewno pod względem możliwości demokratycznych. A jednak ogłupia się to społeczeństwo i manipuluje im wciskając ciemnotę ,że na wybory to wcale nie trzeba chodzić zawsze, tylko wtedy gdy jakaś konkretna partia ma w tym interes. Tylko że chyba zawsze jakaś partia ma interes, zawsze ktoś chce coś naszym kosztem ugrać dla siebie. A przecież samo pójście na referendum nie opowiada nas po żadnej stronie. Można zagłosować za lub przeciw. To jest wybór, to jest decyzja. Nie pójście na demokratyczne wybory to postawienie się po stronie przeciwnej wobec demokracji. Oplucie wywalczonego prawa wyboru.

Niestety do tego doprowadzają coraz częstsze walki polityczne. Tak jakby to Oni sobie coś tam, a my tutaj-społeczeństwo szeroko pojęte- nie mamy nic do gadania. Wmawia nam się, że nasze decyzje nie mają celowości. Wciska nam się coraz większe kity. Zniechęca nas się do jakiejkolwiek działalności, bo po co? Nie warto. Nic nie osiągniemy. Jesteśmy tylko ogłupiałą masą, którą ci na górze będą sobie sterować.

I w rezygnacji ogólnej rezygnujemy także ze swoich praw wyborczych, demokratycznych możliwości, siedzi w domu niczym w strachu przed nawiedzającym okolice ZOMO. Ostatnio udało się sprowadzić nas do roli masy bezwolnie przerzucanej między oponentami i wmówić nam ,ze tak jest prawidłowo, że mamy sie dostosować, bo nasze demokracja powinna się ograniczyć do postawienia kilku krzyżyków raz na kilka lat, gdy nas akurat wszyscy politycy zachęcą, bo każdy będzie miał w tym cel.

7fccf3db99a76d7828ca54f7912796b1_original

A przecież DEMOKRACJA to forma sprawowania władzy, w której źródłem jest WOLA WIĘKSZOŚCI OBYWATELI. W założeniu to MY, społeczeństwo mamy głos, a oni tylko mają być naszymi narzędziami wykonawczymi. Nie dajmy sobie wmówić, że nasze głosy się nie liczą, nie mają znaczenia, nie są potrzebne.

Szanujmy wywalczoną demokrację. W przeciwnym wypadku cała ta zmiana z Polski Ludowej na Rzeczpospolitą nie miała najmniejszego sensu.

Reklamy

2 thoughts on “Demokracja nasza codzienna

  1. Chciałbym, żebyśmy komentując referendum, wyszli w końcu poza konflikt na linii partia-partia. Bo w tym referendum wcale nie chodziło o rozgrywki PO-PiS-SLD, ponieważ sporą rolę odegrało społeczeństwo właśnie. A to, że media posłuszne jednej czy drugiej opcji zredukowały spór do walki partyjnej, to świadczy niemal całkowicie o mediach, a już mniej o społeczeństwie.

    Wojciech Mazowiecki z GW narzeka, że „niestety, do tego właśnie udało się sprowadzić słuszną ideę referendum: wygrać może tylko PO albo tylko PiS”, zapomina jednak, że to głównie jego medium usilnie starało się do tego ten konflikt sprowadzić. Bo wtedy łatwiej jest obronić status quo, a im na status quo w Warszawie zależy.

    Podsumowując, nie biłbym w partie, bo one są jakie są – i takie pozostaną – i nie biłbym w ludzi, tylko oświetlał tych, którzy robią dobrą robotę dla rzeczywistej demokracji.

  2. Ale ja własnie o tym, że to jest przedstawiane jako przeciąganie liny między partiami, a jakby ludzi sięzupełnie pomija.
    I to referendum to tylko punkt wyjścia do ogólnego podejścia do wyborów.
    Jak nie idziemy, nie decydujemy, to nie mamy prawa potem narzekać. NIe korzystamy z demokracji, to nie powinniśmy złego słowa na niąpowiedzieć.
    To jakby nie włączać w domu ogrzewania, a potem stękać, że źle działa i zimno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s