Brzmienia imienia

Nie po raz pierwszy toczy się dyskusja o tym, że panowie to we wszelkich debatach, spotkaniach, w programach telewizyjnych i radiowych, w wystąpieniach przed szeroka i całkiem wąską publicznością, to pan doktor, profesor, prezes, asystent, ewentualnie do określenia „pan” dodaje się jego nazwisko. Panie natomiast to Kasia, Joasia, Zosia, Ania czy Marysia. Pokolenia kelnerek bez nazwisk i juz zdecydowanie bez tytułów. No bo po co kobiecie tytuł jakiś, skoro rodzice nadali tak piękne imię, że nie sposób się tymże imieniem do niej nie zwrócić? Nawet chciałoby sie zamiast pani Kasiu powiedzieć Kasieńko. Bo to tak z sympatii, uwielbienia i wskazania, jakaż to bliska sercu naszemu i poglądom naszym.

Czemu zatem te kobiety się tak bulwersują? O co im chodzi?

Ano o to, że tak samo jak panowie ciężko zapracowały na ten szereg literek przed imieniem i nazwiskiem. Czasem może i pracowały ciężej, bo bez żadnej taryfy ulgowej godziły różne inne zajęcia ze studiami i pracą naukową, ale nie czas i miejsce by o tym pisać. Pomijanie tych wszystkich tytułów w przypadku kobiet i niepomijanie ich w przypadku mężczyzn, to dyskryminacja, umniejszanie kobietom, odbieranie im tego, co wypracowały, pozostawiając jedynie to, co nijak od nich nie zależało.  I ten brak symetryczności traktowanie uderza z cała mocą zawsze w kobiety. Zawsze w jaką Kasię czy Marysię. Mało, że amputuje im się te tytułu, które przecież mają tak samo jak mężczyźni, to nawet imię im sie odziera z godności. Bo to nie jest pani Katarzyna czy Maria, co brzmi dostojnie i nawet dumnie, to jest mała Kasia i Marysia z obdartymi kolanami i siniakami na łokciach. Jakby nigdy nie były wystarczająco dorosłe, żeby prowadzić poważne rozmowy, zabierać głos w ważnych sprawach i wypowiadać się na poziomie należnych tym wszystkim profesorom i doktorom.

W tej kolejnej dyskusji pojawił się oczywiście głos męski, który od razu wydał sąd, że kobiety jak zwykle czepiają się czegoś, czego czepiać się nie powinny, a robią to najwidoczniej dlatego, że nie mają poważniejszych spraw na głowie. No jakieś to poważniejsze sprawy mogą mieć te wszystkie Kasie i Marysie tego świata? Urwane ucho misia czy wypadająca rączka lalki?

Można się też dowiedzieć, że mówienie per „pani Kasiu” to jedynie wyraz sympatii do tejże Kasi, a nie odbieranie jej znaczenia. I nie, oczywiście mówienie w odpowiedzi panie Tomku czy Krzysiu nie jest przełożeniem jeden do jednego. Dlaczego? Bo to brak wyczucia języka.

No to wyczucie języka widocznie ważną rzeczą jest. Trzeba mieć je na odpowiednim poziomie, żeby wiedzieć, ze kobiecie w każdej sytuacji umniejszyć w mowie można, a mężczyźnie to już nie wypada, bo to nietakt. Mężczyznę należy traktować z szacunkiem, a kobietę z sympatią. Dlatego pan profesor i pani Kasia to jest traktowanie na równi. Dziwna ta logika, ale widocznie wyczucia logiki również nie posiadam.

A na koniec dwa smaczki najważniejsze:

  • Po pierwsze kobiety same to sobie robią, bo tak się przedstawiają. Ja tam byłam na wielu dyskusjach i debatach i nigdy nie spotkałam się z tym, żeby jakaś zaproszona z tej okazji pani powiedziała „Kasia jestem” ( ja osobiście nigdy w życiu w żadnej sytuacji nie przedstawiłam się „Klaudusia”, bo to jest poziom infantylizmu, którego nie jestem w stanie ogarnąć). Przeważnie używa imienia i nazwiska, pomijając przy przedstawianiu tytuł, ale to leży w gestii prowadzącego daną dyskusję, by przedstawiając gości użyć odpowiednich tytułów, które przecież są powodem zaproszenia tej czy innej osoby w dane miejsce.                     Pozostali mogą dalej sami wybrać, czy zwracają się do wszystkich z wykorzystaniem tytułu, czy wykorzystują tylko imię. Ale wtedy absolutnie nie pani Kasiu i panie Januszu, czy pani Katarzyno i Januszku, tylko również na tym samym poziomie. No chyba, że jest dwóch kolegów czy dwie koleżanki, którzy musza po imieniu do siebie mówić bo inaczej im po wielu latach znajomości przez gardło nie przechodzi, ale do innych mówią bardziej oficjalnie.

 

  • Te kobiety to tak oficjalnie narzekają na te zdrobnienia, a w głębi serca, w zaciszu domowym (pewnie jeszcze w samotności płacząc w poduszkę) marzą o tym, żeby ktoś do nich powiedział „pani Kasiu”.                                                                                              I tu ja głupieję całkowicie. BO jeśli miałby to być ktoś naprawdę bliski, to czemu miałby mówić „pani”? Toż wiek XIX odszedł w zapomnienie i bliscy sobie ludzie się tak nie tytułują. I czemu tylko Kasiu, a nie Kasieńko, Katarzynko…

Może uznajmy, że jeśli my do kogoś mówimy używając tytułu, to jeśli wcześniej wyraźnie nie życzyliśmy sobie innej formy, ten ktoś zwraca się do nas podobnie. Niezależnie od płci posiadanej i wyznawanej. W pozostałych przypadkach podobnie. Żeby zachować odpowiedni poziom i nikogo nie spychać do piaskownicy, skoro udało mu się z niej wyrosnąć i nawet jeszcze kilka wyższych poziomów pokonać.

Reklamy

2 thoughts on “Brzmienia imienia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s