O czytaniu Książek słów kilka

Piszę z opóźnieniem, ale to chyba dlatego, że nie byłam przekonana czy jest po co i dlaczego. Nie jest to o potrzebie czytelnictwa jako takiego w społeczeństwie, chociaż czasem mam potrzebę wołania o to głośno i wyraźnie. Ale skoro z tym zwyczajnym czytelnictwem bywa tak różnie, a nawet bywa źle, to jak wymagać od ludzi, żeby czytali także metaforycznie. A jednak są tacy, którzy próbują i organizują taką możliwość.  Chodzi o Żywą Bibliotekę. Miejsce, w którym osoby nieprzeciętne w społeczeństwie są niczym książki. Każdy może wypożyczyć czas z nimi, w którym zada im nurtujące pytania, dowie się sie tego, czego nie wie. „Przeczyta” taką książkę, by zapoznany z jej treścią pełniej kroczyć przez życie. Idea bardzo słuszna, cel szczytny i radością napawa mnie to, że taka Żywa Biblioteka odbyła się w Łodzi. Byłam, widziałam, rozmawiałam, ale … Czytaj dalej

Przywróćmy tęczę w przestrzeni i w życiu

W Księdze Rodzaju pojawia się Noe. Przemawia do niego sam Bóg, który  nie może znieść zła na tym świecie i postanawia wszystko zatopić. Ale Noego ocali. Wraz z rodziną i po parze zwierząt.
Dalej jest historia pozbawiona wszelkiej logiki, ale bardzo malownicza, bo Noe sam buduje arkę i upycha na niej wszystkie zwierzęta tego świata (tak naprawdę to nie wszystkie, bo by się nie zmieściły, tylko w sumie 28 sztuk, ale z czasem liczba tych zwierząt mnożyła siew nieskończoność) oraz całą swoją rodzinę i czeka na deszcz.  I w końcu zaczyna padać. I pada, i pada, i pada … zalewa cały świat, a Noe i reszta pływają sobie w arce przez 150 dni aż osiadają w górach Ararat. I przyszło im czekać jeszcze 70 dni aż ten deszcz przestanie padać a ziemia wchłonie wodę i zobaczą ląd, na którym przyjdzie im dalej żyć.

Po całej tej przygodzie, po powodzi i ocaleniu, Bóg przemówił do Noego w ramach pocieszenia. No  przykro mu sie zrobiło, że był taki okropny i tych wszystkich ludzi potopił, a ten Noe taki przerażony i daleko od domu, a rodzina taka zdezorientowana i te zwierzęta ze stad powyrywane… I wtedy Bóg powiedział , że już nie będzie tak robił, że już będzie teraz dobry i  miłosierny, a żeby mu Noe uwierzył to dał mu tęczę ze słowami: A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią.(…)  To jest znak przymierza, które zawarłem między Mną a wszystkimi istotami, jakie są na ziemi.* Czytaj dalej

Chłopcy narodowcy

Ja rozumiem manifestacje, pochody i przemarsze, ale nie regularne wybryki chuligańskie, które się dzieją pod płaszczykiem świętowania niepodległości. Jak już groza ze mnie opadła, chociaż tak naprawdę nie jestem w stanie całkiem pozbyć sie wstydu i rozpaczy z powodu tego, co się z moim krajem dzieje, to zaczęłam mieć inne przemyślenia. Zaczęłam sobie na spokojnie analizować kto i co tam w tym marszu robił i chciał pokazać. Zbyt dużo do przyswojenia tam nie było, bo się to raczej kupy nie trzymało. Każdy coś tam sobie krzyknął, powiedział, zamanifestował i nie wiadomo o co tak konkretnie chodzi i jak mają się te czyny do samej idei. Takie chociażby wdrapanie Siena pomnik Piłsudskiego i zerwanie z tegoż barw biało-czerwonych. I moje przeświadczenie, ze osoba, która tego dokonała, nie ma pojęcia co tym swoim maszerowaniem upamiętnia, do czego się odnosi i z czym to ma związek, ale idzie, bo zawsze można komuś lub w coś przywalić, to okazji nie należy marnować. Czytaj dalej

Nacjonalizm to nie patriotyzm

11 listopada jest ważną datą dla Polaków. W tym właśnie dniu obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości, które ma upamiętnić odzyskania przez Polskę niepodległości po wielu lata braku bytności na mapach świata. Rozerwana na strzępy, rozdzielona między innych, którzy uznali, że im bardziej należy się jej terytorium, osłabiona i pogrążona. W środku tego koszmaru byli ludzie, których zmuszano do wyrzekania się własnej tożsamości – odebrano im język, historię, prawa i wszystko to, w co wierzyli. Jednak koszmar przykryty koszmarem przyniósł wybawienie. Po koszmarze rozbiorów przyszedł koszmar wojny, a po nim nareszcie upragniona wolność. Od tej chwili ludzie mogli być sobą, wierzyć w to, w co wierzyć chcieli, mówić językiem, którym mówić pragnęli, uczyć się prawdziwej historii i mieć prawa. O te prawa walczono latami, tych praw się domagano i w końcu przyszły z całym swoim dobrodziejstwem.  Wszyscy stali sięPolakami, niezależnie od płci, wyznania czy głębokich myśli. To była prawdziwa wolność. Polska Niepodległość. Czytaj dalej

Pamiętna data

Remember remember the 4th of November …

Ten wierszyk będą powtarzały dzieci w szkołach i uczyły się o dzisiejszym dniu, który sparaliżował miasto w sposób dosłowny. Nikt nie wygrał. Ani tramwaje ani samochody nie miały lepiej, nie były uprzywilejowane. Tramwaje – samochody 0 : 0. Wszyscy są przegrani, spóźnieni i zaniepokojeni tym, że może być jeszcze gorzej, bo przecież niedługo spadnie śnieg i wtedy dopiero się narobi. 4 listopada … 4th of November. Dzień, w którym pokonałam trasę, która zazwyczaj zajmuje mi 30 minut, w półtorej godziny. Czytaj dalej

Powtórka z rozrywki

W Łodzi paraliż komunikacyjny trwa w najlepsze i ma się dobrze. Oczywiście standardowo najbardziej po łbie dostają debile, którym sie zachciało korzystać z komunikacji miejskiej, Co to za dziwne przyzwyczajenie, żeby jeździć tramwajem czy autobusem, jak można sobie kupić samochód, od nikogo nie być zależnym, jechać kiedy się, chce gdzie się chce i nie wystawać godzinami na przystankach, a potem nie generować tłoku w nielicznych już pojazdach, które ostały się na poszczególnych trasach.  Ludzie to mają dziwne pojęcie o funkcjonowaniu miasta, a potem sie dziwią, że realia nijak to tego nie przystają, zaczynają biadolić i opinia maruderów w narodzie się ugruntowuje. A przecież cały ten paraliż, wszystkie te niedogodności ,to są chwilowe, przejściowe i tylko po to, żeby było lepiej.  Przecież każdy wie, że jak sie robi remont, to jest trochę utrudnień, ale potem jest już lepiej, człowiek szczęśliwszy, o niedogodnościach zapomina i jest idylla. Z tego wszystkiego pasuje mi tylko ten fragment, który mówi o zapominaniu. Rzeczywiście łodzianie bardzo sprawnie i chętnie zapominają wszelkie niedogodności, wypierają traumę z pamięci, co jest naturalną reakcja obronną organizmu i kolejne tłumaczenia przyjmują z czystym umysłem, gotowi w nie uwierzyć w całej rozciągłości. Ja natomiast mam pamięć słoniową, co często powoduje mój dyskomfort, ale obecnie przy różnych dyskusjach dotyczących trasy o wdzięcznej nazwie przywołującej na myśl bardzo kaloryczne ciastko, przychodzi mi na myśl adekwatna sytuacja dotyczące inwestycji, które swego czasu pojawiła się w Łodzi powodując dokładnie takie samo spustoszenie, a nosiła miano Tramwaj Regionalny. Czytaj dalej