Powtórka z rozrywki

W Łodzi paraliż komunikacyjny trwa w najlepsze i ma się dobrze. Oczywiście standardowo najbardziej po łbie dostają debile, którym sie zachciało korzystać z komunikacji miejskiej, Co to za dziwne przyzwyczajenie, żeby jeździć tramwajem czy autobusem, jak można sobie kupić samochód, od nikogo nie być zależnym, jechać kiedy się, chce gdzie się chce i nie wystawać godzinami na przystankach, a potem nie generować tłoku w nielicznych już pojazdach, które ostały się na poszczególnych trasach.  Ludzie to mają dziwne pojęcie o funkcjonowaniu miasta, a potem sie dziwią, że realia nijak to tego nie przystają, zaczynają biadolić i opinia maruderów w narodzie się ugruntowuje. A przecież cały ten paraliż, wszystkie te niedogodności ,to są chwilowe, przejściowe i tylko po to, żeby było lepiej.  Przecież każdy wie, że jak sie robi remont, to jest trochę utrudnień, ale potem jest już lepiej, człowiek szczęśliwszy, o niedogodnościach zapomina i jest idylla. Z tego wszystkiego pasuje mi tylko ten fragment, który mówi o zapominaniu. Rzeczywiście łodzianie bardzo sprawnie i chętnie zapominają wszelkie niedogodności, wypierają traumę z pamięci, co jest naturalną reakcja obronną organizmu i kolejne tłumaczenia przyjmują z czystym umysłem, gotowi w nie uwierzyć w całej rozciągłości. Ja natomiast mam pamięć słoniową, co często powoduje mój dyskomfort, ale obecnie przy różnych dyskusjach dotyczących trasy o wdzięcznej nazwie przywołującej na myśl bardzo kaloryczne ciastko, przychodzi mi na myśl adekwatna sytuacja dotyczące inwestycji, które swego czasu pojawiła się w Łodzi powodując dokładnie takie samo spustoszenie, a nosiła miano Tramwaj Regionalny.

Sprawa wyglądała tak:

Istniał tramwaj linii „11”, który jeździł nie tylko przez całą łódź, ale jeździł również jednej strony do Zgierza, a z drugiej do Pabianic. Dzięki temu można było komunikacją miejską, tramwajową (najszybszą podobno, chociaż narażoną na różnie utrudnienia w przemieszczaniu, bo wiadomo, że zepsutego tramwaju nie sposób ominąć) dostać się do miasta sąsiedniego. Doskonale zdawałam sobie z tego sprawę, bo swego czasu pracowałam w Pabianicach, do których dojeżdżałam z Łodzi. Podróż zajmowała mi godzinę, ale uznałam, ze jestem gotowa ten czas na dojazd poświęcić tym bardziej, że tramwaj miałam oddalony o jakieś 10 minut od domu, a podwoził mnie niemal pod sama prace.

I wtedy nastąpiła WIZJA lepszego jutra, tak piękna, że aż trudno było uwierzyć, że realna, a jednak. Postanowiona unowocześnić te linię, nadając jej nazwę Tramwaju Regionalnego i przyspieszając przemieszczanie sienią zarówno w obrębie samej Łodzi jak i miast sąsiadujących. Na całej trasie od Zgierza do Pabianic  miało to dać oszczędność zdaje się kilku minut, co niewątpliwie zmieniało cała rzeczywistość.  Bardzo możliwe, chociaż ja jeździłam połowę trasy w godzinę, wiec jeśli na ten odcinek przypadać miało 5 minut, to … dla mnie osobiście różnica żadna, ale nie będę przecież negować zmian na lepsze.

Tak rozpoczęła sie akcja remont, kolejna w mieście, utrudniająca wszystkim wszystko, likwidująca trasę tramwajową z chyba największym obłożeniem liniami i wymuszająca objazdy, zmiany tras i inne trakcje, które się w takich momentach pojawiają. Ale trzeba to było przetrwać, bo potem miało być lepiej, jak już się łodzianie przemęcza, to w nagrodę dostaną super szybki tramwaj, któremu nawet zielone światła będą się kłaniać w pas, by tylko na przystankach przystawał.

Łodzianie byli dzielni. Znaczy psioczyli oczywiście, bo trudno było nie psioczyć, ale przetrwali, nie wyjechali wszyscy do innych miast, tylko przetrwali i zaczęli użytkować cud technologiczny okupiony wcześniejszym cierpieniem. I tutaj okazało się, że wcale nie jest tak pięknie, jak to być miało. Obietnice przedremontowe przypominały te przedwyborcze, które może i są doskonałe, ale nierealne. Nie ma sensu w nie wierzyć, bo efekt zawsze daleki jest od tego, co zamierzone.

Oczywiście tory tramwajowe zostały wyremontowane, są prostsze niż były tamte, ale to nic nadzwyczajnego, bo tamte przypominały serpentyny a nie tory. Tramwaje też są nowe, piękne PESY, które posiadają takie udogodnienie jak klimatyzacja, ale o tym już kiedyś pisałam (Chłodzone trupem, ogrzewane moczem ). Przystanki zyskały wyniesienie, co przy zestawieniu z tramwajami niskopodłogowymi sprawia, że nie trzeba do nich wchodzić na czworaka . Pomysł takiej formy wchodzenia do tramwaju nie jest mój, ale należy do jednej starszej pani, która mieszka w Pabianicach i tam nie jest w stanie inaczej do tramwaju wsiąść… A właśnie – Pabianice i Zgierz. Otóż  modernizacja linii Tramwaju Regionalnego zakończyła się na odcinku łódzkim i ani do Pabianic ani do Zgierza już nie sięgnęła. Co więcej – w związku z tym odpuszczono sobie zupełnie posyłanie tam nowego szybszego tramwaju, gdyż nie będzie taki cud technologii po starych torach jeździł, bo mu to zaszkodzi.

W samej Łodzi tramwaj też nie jest ani trochę szybszy, co wynika z wielu powodów. Przede wszystkim nie ma żadnej „zielonej linii”, które każde światłom stosować przywilej pierwszeństwa wobec tramwaju. Staje on zarówno na przystankach jak i na skrzyżowaniach, zatrzymuje się co chwilę i nijak nie jest w stanie wykazać jakby to sprawnie mógł jeździć, gdyby mu tylko pozwolono. W dodatku na tej samej trasie znajduje się wiele innych linii poza tą „11”, które nie posiadają nowoczesnego taboru, wykorzystują stary i skrzypiący, jadą jak jadą i często tę Tramwaj Regionalny blokują, bo stają na przystanku i sobie stoją wypuszczając i wpuszczając pasażerów, a potem wolno ruszając … nic się w tej kwestii nie zmieniło i jak mi się wydaje – się nie zmieni, bo niby jak?

Nawet te udogodnienie dla osób niepełnosprawnych i przy okazji dla rodziców z wózkami są jakieś takie iluzoryczne. Jasne, ze przystanki wyższe, a tramwaje niższe, co pozwala z tego przystanku do tramwaju wjechać gładko i sprawnie. Pozostaje jednak pytanie: Jak dostać się na przystanek? I nie jest to pytanie z serii marudzę sobie, bo mogę i nie mam do tego konkretnych podstaw. Nie chodzi mi o krzywe chodniki i ogólną sytuacje mieście. Chodzi mi o konkretne przystanki linii „11” zlokalizowane na ulicy Pabianickiej.  Znajdują się one na środku ulicy, a jedyna droga do nich prowadzi przez przejścia podziemne, które nie mają żadnych zjazdów dla wózków. Już pomijam to, że same schody w wielu miejscach wyglądają tak, jakby zaraz miały sie rozpaść. Ani przejść na drugą stronę ulicy ani dostać się na przystanek w tych miejscach nie sposób. Idealne wjechanie do tramwaju jawi się jako nagroda za pokonanie wielu schodów w dół i górę. Jako matka z wózkiem w obliczu takiej wyprawy byłam wielokrotnie bezradna. Sytuacji osoby na wózku nawet nie próbuje sobie wyobrazić. Wygląda to na udawanie, że troszczymy się o niepełnosprawnych i dla nich wykonujemy część wspaniałych remontów, a tak naprawdę mamy ich w nosie i nic nas nie obchodzi, czy w ogóle będą z tego tramwaju korzystać czy nie.

No i te nowoczesne tablice, na których wyświetlają sie godziny odjazdów. Do samej idei nic nie mam, bardzo mi odpowiada, podoba się, chociaż nie jest dla mnie jakaś supernowatorska. W Anglii takie tablice znajdowały się nawet na przystankach, gdzie jeździła jedna jedyna linia autobusowa, a przystanek mieścił się w środku osiedla domków jednorodzinnych, które to miejsce na łódzkich władz byłoby prawdopodobnie NIGDZIE. Tak widocznie to się jakoś opłacało i było przydatne. No ale i u nas te tablice są … tylko jakoś nie wszędzie. Nawet nie na każdym przystanku na danej trasie. Raz tablica jest, a innym razem jej nie ma. Loteria taka.

I końcowy smaczek :

W trakcie całego tego remontu linia „11” jeździła zmienioną trasą, ulicą równoległą do remontowanej, gdzie jeździła również „15”. Nie było tak wielu tras, tramwaje się wzajemnie nie blokowały, nie było też takich korków jak tutaj i … na mojej trasie, która  wynosiła godzinę, tramwaj w ten sposób oszczędzał 10 minut. Czyli tak naprawdę nie tę trasę remontowano, nie przemyślano wszystkich aspektów i popełniono bardzo kosztowny i utrudniający życie mieszkańców błąd, który prowadził do nikąd.

Niestety moje doświadczenie, a także znajomość obecnego przygotowania i przeprowadzania remontu na trasie CIASTECZKOWEJ, każe mi sądzić, że oto w Łodzi mamy powtórkę z rozrywki.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s