Pamiętna data

Remember remember the 4th of November …

Ten wierszyk będą powtarzały dzieci w szkołach i uczyły się o dzisiejszym dniu, który sparaliżował miasto w sposób dosłowny. Nikt nie wygrał. Ani tramwaje ani samochody nie miały lepiej, nie były uprzywilejowane. Tramwaje – samochody 0 : 0. Wszyscy są przegrani, spóźnieni i zaniepokojeni tym, że może być jeszcze gorzej, bo przecież niedługo spadnie śnieg i wtedy dopiero się narobi. 4 listopada … 4th of November. Dzień, w którym pokonałam trasę, która zazwyczaj zajmuje mi 30 minut, w półtorej godziny.

Niektórzy mówią, że 4 listopada 2013 roku jest datą historyczną. Pojawiają się też głosy, że jest datą histeryczną. Na pewno jest i będzie już zawsze datą pamiętną. To dzień, w którym zatrzymał się czas – na drogach. Wszystko zamarło. A ja brałam w tym udział i na szczęście wiedziałam, ze tak właśnie będzie, zabrałam ze sobą dużo dobrego humoru i książkę. I muszę przyznać, że reszta pasażerów również była wyposażona w dobry humor, co pozwoliło nam w miarę dobrej kondycji psychicznej przetrwać całą podróż.

Wszystko zaczęło się około godziny 16:20, gdy wyszłam z domu. Do celu miałam dotrzeć na 17:30 i w związku z tym, że przeważnie wystarczy mi wyjść około 17, to uznałam, że 40 minutowy zapas jest wystarczający. Jakże się myliłam miałam przekonać się niebawem, ale początek podróży na to nie wskazywał. Autobus przyjechał na czas i pokonał trasę w sposób sprawny i zgodnie z rozkładem. Na placu Niepodległości byłam o godzinie 16:38 i zaczęłam mieć wrażenie, że niepotrzebny mi był ten zapas w takim wymiarze, bo nie jest tak źle. Jednak źle było trochę dalej i szybko do tego źle dotarłam.

Tramwaj w kierunku centrum Łodzi wyruszył z placu o godzinie 16:40 i już 2 minuty później był przy ulicy Czerwonej i … to by było na tyle jeśli chodzi o moja płynność jazdy. Odjazd z przystanku odbył się w trybie „jedź tak jak byś nie jechał”. To właśnie o tym tramwaju linii 2 pisał Tuwim: Najpierw powoli jak żółw ociężale ruszyła maszyna po szynach ospale … ale ani następnie wagonów nie szarpnęła, ani się nie rozpędzała, tylko … stanęła. I stała kilka minut. Ludzie tracili nadzieję i powoli opuszczali pojazd. Pojedynczo, grupami… aż w końcu za oknem przesuwało się morze pieszych, którzy szli nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co, bo na tym odcinku nie ma się w co przesiąść naprawdę trzeba spory kawałek przemieścić się na nogach, żeby dotrzeć do czegokolwiek, co też nie jedzie w obranym kierunku, tylko w jakimś innym. No ale może jednak jedzie…

Czytałam książkę i od czasu do czasu uśmiechałam sie sama do siebie i do tych pieszych, bo co innego mogłam zrobić? A poza tym ja przecież wiedziałam, ze tak to będzie wyglądać. Każdy człowiek z wyobraźnią wiedział, jaki będzie skutek wpuszczenia na Żwirku samochodów i to właśnie przez tę Żwirki cały ten tramwajowy korek sięgający za Tymienieckiego. No i tak stałam. Tramwaj od czasu do czasu przypominał sobie, ze nie jest budynkiem tylko pojazdem i przesuwał się o 10-15 metrów. Trochę to trwało. Cierpliwości nie wszystkim starczało i w końcu w wagonie zostali już tylko siedzący, którym najwyraźniej było wygodniej niż stojącym i nie chcieli raz obranej pozycji utracić. W takim trybie w okolic godziny 17:10 tramwaj dojechał do skrzyżowania Piotrkowskiej z Brzeźną, gdzie sie zatrzymał. Zablokował przy okazji też samochody, które chciałyby zmienić swoje położenie z Brzeźnej na Radwańską, ale jakoś ten wagon na środku skrzyżowania im to utrudniał. Po wielu trąbieniach i krzykach przez okno postanowili w dziwaczny sposób go wymijać. I wtedy stałą się najgorsze – wysiadł prąd. A o ile drzwi w pierwszym wagonie zostały otwarte, to drugi wagon zamknięty był na głucho. NA dodatek zgasło światło, co utrudniło mi czytanie, wiec została integracja ze współpasażerami.

Motorniczy zniknął. Może mieszkał gdzieś blisko i poszedł na kawę do domu? To jedna z opcji, jakie pojawiły się jako wytłumaczenie porzucenia nas przez niego. I wtedy rozpoczęły się całkiem barwne dyskusje pasażerów-

Pan 1: I coś pan narobił? (żartobliwie) Trzeba było nie próbować otwierać tych drzwi, to może światło by się paliło, a tak? Zgasiłeś pan światło i siedzimy w ciemności.

Pan 2 (który próbował otworzyć drzwi): Żebym to ja zgasił to bym zapalił. Teraz by sie przydało, żeby władza tu przyjechała i zobaczyła. Ale oni tam w urzędach kawę piją i pierdzą w stołki.

Pani 1: W stołki to my tu też możemy popierdzieć, bo wszyscy siedzimy.

Pan 2: Tylko tej kawy nie ma.

I dalej rozmowa toczyła się w tym klimacie. Było wesoło. Były propozycje, że ktoś by nam kawę mógł donieść i podać przez okno. Były plany, że zostaniemy w tym wagonie na noc i należy zadzwonić do bliskich po karimaty i śpiwory. Jeden wielki wieczorek zapoznawczy.

W końcu Pan 2 nie wytrzymał bezczynności i zadzwonił pod 112.

– Proszę pani, my jesteśmy tu uwięzieni.

Tu nastąpił grupowy wybuch śmiechu i pani po drugiej stronie musiała być zaskoczona. Pojawiły się hasła żądania okupu przez motorniczego, który poszedł właśnie policzyć ile mu się za nas należy i nikt się nadal nie irytował, chociaż była już 17:35.

Jednak telefon przyniósł efekt w postaci motorniczego, który po nas wrócił, drzwi z zewnątrz otworzył i mogliśmy wyjść. Chociaż nadal nie było wiadomo po co i dokąd sie udać, żeby kontynuować podróż. Dlatego zapytałam:

– Proszę pana, wiadomo co sie dzieje?

– Tak. Łódź remontują.

– No tak ale czy to niedługo ruszy czy będzie komunikacja zastępcza.

– Proszę pani jedyna informacja jakiej nam udzielili to taka, że tramwaje jeżdżą wolno albo wcale.

I ja się również musiałam taka informacją zadowolić. Ruszyłam pieszo przed siebie w nadziei, że coś sie niebawem stanie, asteroida w nas uderzy albo objawi się helikopter awaryjny. Jakoś tak jak w filmie, bo to morze ludzi bardzo filmowe było.

Tu właściwie kończy się historia, bo zanim dobrnęłam do Żwirki – prąd się pojawił i tramwaje ruszyły. Do jednego wsiadłam i dalsza podróż była prawie płynna. Na miejsce dobrnęłam w okolicach godziny 18. Na szczęście pojawienie się w pracy pół godziny później, niż planowałam, miało sens. Ale tej podróży nie zapomnę nigdy. I widoku ciągnącego się w każdą stronę sznura tramwajowego.

P.S. Dzięki temu, że wjeżdżając na ulicę Żwirki tramwaj nie był blokowany i miał dostęp do prądu, to już wiem ile czasu zabiera mu przejazd tego odcinka trasy – 6 minut.

P.S. 2. Takie przygody zbliżają. Gdy wracałam do domu i wysiadałam już z autobusu zauważyłam, że jakaś dziewczyna się do mnie uśmiecha. Tak, była to jedna z pasażerek tramwaju, w którym „byliśmy uwięzieni”. Czyli nie tylko w mojej pamięci ale też w jej niewątpliwie ta przygoda będzie wesołym wspomnieniem.

Reklamy

2 thoughts on “Pamiętna data

  1. Przypomniało mi się, jak kiedyś jechałam autobusem w mieście moim rodzinnym, gdzie komunikacja działała zawsze dziwnie (bo wszystkie autobusy przyjeżdżały o jednej godzinie, a później 15 minut trzeba było czekać na następny), ale jednak jak w zegarku w porównaniu z burdelem łódzkim… W każdym razie jechałam autobusem, pan zatrzymał się na przystanku, wysiadł do nas i powiedział: „przepraszam państwa, ja mieszkam tutaj w tym bloku, wyskoczę tylko na chwilę po kropelki, bo mam straszną alergię”, a wszyscy pasażerowie z uśmiechem kiwnęli głowami i grzecznie poczekali :) Na szczęście mam auto i nie muszę tęsknić za porządną komunikacją miejską :)

    • „Na szczęście mam auto” – obecnie w Łodzi brzmi to jak ponury żart.
      No ja następnego dnia juz w miare sprawnie jechałam tramwajem i mijałam pola zasiane stojącymi samochodami ;)
      Moze i malowniczo, ale tym w samochodach nie zazdroszczę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s