Poskromienie teatru

Moja przygoda z „Poskromieniem złośnicy” zaczęła się na próbie prasowej we wtorek. Niby nic, dwie sceny, taki przedsmak czegokolwiek, dotknięcie teatru (którego długo ostatnio nie dotykałam), żeby narobić sobie apetytu na niedzielną premierę.
Na widowni zasiadłam bez oczekiwań, bo trudno mi było przewidzieć, czego mogę oczekiwać po studentach IV roku aktorstwa. Czy to już ukształtowane osobowości sceniczne, czy może ludzie, którzy ciągle jeszcze poszukują swojego sposobu na aktorstwo? Jak bardzo są świadomi siebie na scenie i co z tym faktem robią? Nie miałam pojęcia, więc tylko siedziałam oślepiona przez jeden z reflektorów i czekałam.

Nagle wokół zrobił się ruch, gwar, hałas i chaos. Nie, nie nastąpił pożar i panika, tylko scena zbiorowa. Już po jej obejrzeniu wiedziałam, na kim skupia się moja uwaga. I nie była to tytułowa złośnica. Uwagę przykuwali dwaj panowie – Patryk Pietrzak (Petruchio) i Paweł Dobek (Grumio). Kolejna scena tylko to potwierdziła, bo oprócz nich brała w niej udział jeszcze tylko Michalina Rodak (Katarzyna). A mnie się z feministycznego punktu widzenia zrobiło trochę przykro, że przy nich bladła i nikła, bo pochłaniali ją całkowicie swoim aktorstwem.

1604419_262323937260932_2026364944_n

fot.M. Zacharow

Nie, nie zniechęciło mnie to do zobaczenia całości. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze – dwóch panów chciałam zobaczyć więcej i szerzej Po drugie – panią chciałam też zobaczyć w nadziei, że w całości pokaże więcej. Dlatego zrobiłam wszystko, by na przedstawieniu się pojawić.

W tym miejscu pragnę poinformować, że nie napiszę tutaj recenzji przedstawienia, bo nie czuję się kompetentna. Miałam jedynie semestr teatrologii, podczas którego dotknęłam teatru, ale się w niego nijak nie zagłębiłam, więc nie wiem, jak miałabym te role analizować, jak miałabym analizować przedstawienie i jakie wnioski wyciągać. Jedyne co mogę, to jak każdy widz skupić się na wrażeniu. A wrażeń było sporo.

Tak jak na próbie, tak samo na przedstawieniu, olbrzymią większość mojej uwagi przyciągał Paweł Dobek. Geniusz mimiki i grania nawet wtedy, gdy niczego do grania nie ma. Wokół sceny zbiorowe, aktorzy przerzucają się kwestiami, a ja siedzę jak zahipnotyzowana i patrzę na jego twarz, którą on gra bez przerwy, chociaż żadnej kwestii od dłuższej chwili nie ma i w ogóle mógłby stać niczym filar. Ale nie. On nawet na chwile nie wychodzi z roli, nie przestaje być na scenie na 100%. A ja z minuty na minutę staję się większą fanką. I pojawiły się marzenia, że chciałabym zobaczyć go w czymś, w czym gra rolę główną, jest go na scenie jeszcze więcej, jest tam jeszcze intensywniej … i może żeby zagrał więcej szaleństwa, skrajnych emocji …

 1016556_262323780594281_1723020395_nfot.M. Zacharow

Także Patryk Pietrzak utrzymuje swój poziom i chociaż w moich oczach nie dorównuje koledze, to goni go dość sprawnie. Nie zniewala, ale przyciąga, co aktorowi scenicznemu dobrze wróży. Zresztą chłopak ma doświadczenie sceniczne, bo oprócz aktorstwa obywa się ze sceną w trakcie grania koncertów ze swoim zespołem Ted Nemeth, a chociaż dobre rockowe granie wpływa na mnie pozytywnie, to póki co nadal wolę jego teatralne występy.

Na szczęście Michalina Rodak w całości przedstawienia ma więcej do zagrania i pokazuje znacznie więcej aktorstwa, jednak nadal nie przebija się przez partnerujących jej panów. Może jeszcze nie teraz, może za jakiś czas, bo absolutnie nie spisuje jej na straty, w przedstawieniu trochę jednak sie broni. Tak jak  większość aktorów, chociaż miewają oni lepsze i słabsze momenty. Ale młodzi są, ciągle jeszcze się uczą i mają prawo popełniać błędy na scenie, a ja im póki co wybaczam (jakby mieli 20-letni staż sceniczny, to bym nie wybaczała i byłabym okrutna, ale okrutna być nie chcę, bo mi się ogólnie podobało)

Pewnie, że zakończenie dla wytrawnej ( tak, będę sobie dodawała przymiotniki jakie mi się podobają) feministki nie jest idealne, bo nie ma tutaj jednoznacznego pokazania, że Katarzyna weszła w grę wraz z mężem i wszystkich dookoła wystrychnęła na dudka. Jak ja chcę zawsze przy tym tekście wierzyć, że o to w nim chodzi, bo jest mi wtedy lepiej i bardziej mi się to całe poskramianie podoba. Przecież takie charakterki musiały  się w  coś zabawić kosztem innych, gdy już same między sobą wymieniły odpowiednią ilość ognia. Tego nie ma, ale może to reżyserska (Małgorzata Warsicka) potrzeba niedopowiedzenia i nie wyłożenia wszystkiego wręcz łopatologicznie. Aktorstwu to nijak nie ujmuje, a mnie chyba jednak w teatrze bardziej od fabuły interesuje właśnie aktorstwo. Historię mogę przeczytać, gry aktorskiej w takiej bliskości nie mam nigdzie indziej.

Nie wiem czy i na ile w przedstawieniu nastąpiło poskromienie złośnicy. Ja zdecydowanie dzięki niemu poskromiłam teatr. Zakochałam się na nowo. Może to echo mojego jednego semestru teatrologii, a może zwyczajnie miłość, którą wyniosłam z dzieciństwa, ale mam ochotę na więcej. Tym bardziej, że wielkimi krokami zbliża się „Męczeństwo i śmierć Jean Paul Marata przedstawione przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade”,  w którym uwielbiony przeze mnie po „Poskromieniu złośnicy” Paweł Dobek zagra pana de Sade…czyli spełnią się moje marzenia w kwestii tego aktora- zarówno co do obszerności jego roli, jak i jej specyfiki. Już nie mogę sie doczekać.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s