Schabowy z soi i wegańska wołowina

Nie tylko nie mam  problemu z weganami i wegetarianami, ale nawet trochę ich podziwiam, pod warunkiem, że cały ich światopogląd związany z niejedzeniem mięsa i innych produktów odzwierzęcych jest spójny. Bywa też kaprysem, chwilowym wymysłem i wtedy są dla mnie śmieszni. Ja naprawdę doceniam to, ze ktoś może z miłości do zwierząt nie jeść mięsa, nie pić mleka i zrezygnować z miodu, ale w swoim poczuciu jedności myśli i działań uznaję, że powinno to być postawą całościową. Totalnie głupie wydaje mi się niejedzenie mięsa i głoszenie poglądów uświadomionego wegetarianina przez kogoś, kto paraduje w skórzanych butach i ze skórzanym paskiem. Wtedy zawsze mam przed oczami wizję z „Tańczącego z wilkami”, gdzie leżą poobdzierane ze skóry bawoły. Bo to trochę tak dla mnie wygląda – bierze ze zwierzęcia skórę na ubranie, ale mięso porzuca, bo nie pasuje ono do jego przekonań? To już ja jestem jednostką bardziej odpowiedzialną, bo wykorzystuje z tego bawoła wszystko, co jest mi dostępne i jego śmierć nie idzie na marne.

166Martwi mnie też to, że weganie prowadzą krucjaty, w których nie przebierają w słowach. Każdy, kto myśli, czyje lub robi inaczej niż oni, jest okrutnikiem i właściwie z niektórych dyskusji wynika, że ja biegam po świecie z łopatą, którą tłukę każde napotkane zwierzę i w ogóle nie mam do nich szacunku.
Otóż szacunek mam. Nie udaję ani sama przed sobą, że kiełbasa jest z lodówki w markecie i nie udaję tego przed dzieckiem. Moja córka wie, że mięso pochodzi od zwierząt, że musiały umrzeć, żebyśmy my je zjadły. Ale szanuję to, co kupuję i jem, szanuję ofiarę jaką zwierzę poniosło dla mnie. Nie wyrzucam mięsa (w ogóle nie wyrzucam jedzenia, ale nie o tym tu mowa). Skoro istota umarła, żebym ja sie najadła, to winna jej jestem zjedzenie tej ofiary, a nie wywalenie jej do kosza, jakby nic nie znaczyła. Staram się też ograniczać ilość jedzonego mięsa, żeby tych krów i świń dla mojego żołądka umierało jak najmniej. Jajka kupuje z wolnego wybiegu, bo nie wyobrażam sobie żerowania na pozbawionych piór kurach, które w życiu słońca nie widziały a cały ich świat to klatka o wielkości kartki formatu A4.

c0c8e2916aac6148c592ac375f4abd76_original

Czy mam pewność , że wszystko jest ok? Nie mam.  Czy zgodziłabym się płacić za mięso czy ser więcej, gdybym miała gwarancje, że zwierzęta w trakcie produkcji nie cierpiały? Bez zająknięcia.
W mojej głowie istnieje wizja wsi, na której krowy pasą Siena polu, kury chodzą po podwórku, a świnki pasione są przy karmniku stojącym na świeżym powietrzu. Wszyscy wtedy byli bardziej szczęśliwi.  Krowa po ocieleniu mogła spokojnie wykarmić młode, a przy okazji stawała sie dostarczycielka mleka dla właścicieli.
Niestety przemysł wszystko to zabił. Każde zwierzę z chwila narodzenia staje się produktem. Ale człowiek traktowany jest podobnie. Zastanawia mnie na ile ci, którzy w imię obrony praw zwierząt wyrzekają się jedzenia wszystkiego ,co od nich pochodzi, starają się jednocześnie wyrzec sie wszystkiego tego, co produkowane jest z pogwałceniem praw ludzi? Nie mają dżinsów szytych przez 20 godzin na dobę w chińskiej fabryce przez młode dziewczyny, które sypiają na uszytym towarze w huku maszyn przez te 4 godziny, które im z doby pozostają? Nie zakładają bawełnianych koszulek, które szyte są w podobnych warunkach?
Nie da się sprawić, by świat był idealny, chociaż próbować można. Ale skoro samemu nie jest się w stanie w czystym sumieniem powiedzieć, że robi sie wszystko dla żywych stworzeń na tym świecie niezależnie od gatunku, to czemu zarzuca się to innym?

I wisienka na tym wegańskim torcie, do której sprowokowała mnie dyskusja wywołana przez jeden z moich komentarzy.
Oferowane w jednym lokalu łódzkim potrawy wegańskie występują w trzech wersjach:

– warzywna

– rybna

– wołowa

Nie zawierają one ani ryb ani wołowiny (na co wskazuje określenie wegańskie), dlatego zdziwiło mnie, skąd te nazwy?  Po co udawanie, wymyślanie, cudowanie. Stwierdziłam wtedy, ze jak jem coś vege to nie udaje, że to schabowy lub rostbef. I rozpętało się piekło w obronie nazywania wegańskich potraw tak, jak się chce i przeciwko zawłaszczaniu przez mięsożerców różnych nazw.
NA litość. Jakie to jest zawłaszczanie, że wołowinę nazywa sie wołowiną a schabowego schabem?
Mnie kiedyś poważnie zastanowił schabowy sojowy, bo zaczęłam sie zastanawiać, gdzie ta soja ma to miejsce, z którego pochodzi schab?  Nie widzę najmniejszego sensu we wprowadzaniu takiego zamieszania. A jeśli nawiązaniem mają być przyprawy imitujące smak mięsa, to już dla mnie totalna porażka. Rezygnacja z jedzenia mięsa i udawanie, że nadal sieje je, tworząc podróbkę mięsa z marchewki i buraka? Trochę zalatuje hipokryzją.
A wszystko jest tym bardziej niezrozumiałe, że wegańskie potrawy są bardzo smaczne i różnorodne. Ja je lubię, ale bez udziwnień i udawania. I nikt nikomu niczego nie zawłaszcza, bo wtedy musiałyby powstawać twory typu „tofu z mleka krowiego” albo „pasztet drobiowy a’la humus”

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s