… z miłością będziemy pamiętać

Nie wszystkie śmierci wielkich tego świata poruszają mnie jednako. Czasem przyjmuje do wiadomości, ze ktoś umarł i nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Żal jest człowieka, ale nie konkretnie tego, tylko tak zwyczajnie jak każdego. Innym razem trochę mi przykro, że ktoś umarł i już więcej nie będzie tworzyć, bo dobre rzeczy dzięki niemu przychodziły na świat. Są też sytuacje takie jak dzisiejsza, że nagle robi mi się tak ogromnie źle, że kogoś już nie ma, że już więcej wzruszeń, poruszeń nie wywoła, emocji nie będzie szarpał.

Umarł Wojciech Kilar … odszedł jeden z tych, którzy potrafili nutami poruszyć do głębi… tyle razy wywołał moje łzy samymi tylko dźwiękami. Piszę TYLKO, a powinnam napisać AŻ, bo Kilar potrafił z dźwięków stworzyć inne światy, w które wchodziło się bez zadawania pytań. Często wydawało mi się, że filmy bez jego muzyki wiele by utraciły. Ta muzyka bez tych filmów nie traciła niczego i działała tak samo intensywnie. To wielki dar.

Nie wiem kiedy pierwszy raz muzyka Kilara dotknęła mnie tak głęboko, że nie mogła ze mnie wyjść. Mogło to być podczas walca w filmie „Trędowata”

Nie jestem pewna, ale mogło tak być, bo nawet dzisiaj słuchając tego coś we mnie drga i nie chce sie uspokoić. To jest ten poziom wrażliwości, który przenika i nie daje spokoju.
A że Kilar był mistrzem walca świadczyć może fakt, że innym utworem, który do dzisiaj trafia dokładnie tak głęboko, jak tamten, jest inny walc, tym razem z filmu „Ziemia obiecana”

Wszystkie emocje z całej historii w jednym utworze.

Pamiętam też chwilę, gdy ja ignorantka kompletna, chociaż ze szkoły muzycznej, siedziałam w kinie na filmie „Miasto Aniołów” i w fotel wbijała mnie nie tyle scena, co towarzysząca jej muzyka. Dech zapierało wszystko, co dobiegało do moich uszu. Jeszcze nigdy takiego wrażenia nie zrobiła na mnie modlitwa jak wtedy to chóralne „Zdrowaś Mario” przebijające się przez dźwięki. Stałam wtedy po zakończeniu filmu przed ekranem i zapamiętywałam wszystkie utwory, bu znaleźć ten, który tak na mnie podziałał. Jakieś było moje zaskoczenie (przypominam o tej ignorancji, o której wspomniałam), gdy się okazało, ze tam jest również utwór Wojciecha Kilara „Angelus”. I to właśnie po raz kolejny dźwięki tego kompozytora tak we mnie zapadły…

I żeby nie było tak całkiem smutno i tragicznie to coś wesołego dla przypomnienia sobie faktu, że przecież Kilar był człowiekiem jak każdy z nas i przytrafiały mu się zupełnie prozaiczne sytuacje. Pamiętam historię, którą kiedyś opowiadał w trakcie jakiegoś wywiadu. Gdy zaczął komponować do filmów amerykańskich zderzył się z tym ogromem ludzi, którzy przy filmach pracują i ich ścisłymi specjalizacjami w różnych zakresach. Jego oczywiście dotyczyły kwestie kompozytorskie. W Stanach komponuje się na fortepian, a dopiero później ktoś dokonuje instrumentalizacji orkiestrowej. Kilar komponował od razu na orkiestrę, bo słyszał w głowie i wiedział, co zagrają smyczki a co instrumenty dęte. Jednak przy składaniu nut dowiedział się, ze są oddzielne pieniądze dla kompozytora i instrumentalisty. I wtedy powiedział ,ze on również komponuje na fortepian, ale sam sobie robi instrumentacje. Prawie bóstwo – dwie osoby w jednym ciele, w jednym umyśle ,w jednym talencie.

Umarł WIELKI CZŁOWIEK. I zasmuciło mnie to tak głęboko, że się popłakałam. Czasem aż tak dotykają mnie śmierci. Jak mawiał Tuwim (kolejny wielki człowiek, który nie żyje): Zaczynają teraz umierać tacy ludzie, którzy dawniej nigdy nie umierali.

Ale chociaż człowiek umarł, to jego dzieło pozostaje. A my z miłością będziemy pamiętać …

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s