Kościelna wojna z papierem toaletowym

Polska musi być bardzo bogatym, szczęśliwym i spokojnym krajem, gdyż największa wspólnota religijna jaka w nim istnieje, nie ma poważnych problemów do rozwiązywania, tylko zajmuje sie totalnymi pierdołami. Także w tej wspólnocie musi istnieć niezwykła stabilizacja, uczciwość i brak kłopotów,  z którymi należałoby sie uporać, że nie ma co robić i trzeba na siłę szukać wroga, by z nim walczyć. Bo Polacy to naród waleczny i  tym nikogo nie trzeba przekonywać. Gdy tylko zbyt wiele głosów podniosło się w sprawie pedofilii, która w tejże wspólnocie zbiera żniwo, gdy ktoś powiedział, że nią ma co sie zasłaniać pedofilią w innych miejscach, gdyż akurat wspólnota, która nakazuje przyprowadzać do siebie tych najbardziej niewinnych – dzieci, powinna być ponad wszelką możliwość od takich ekstremów wolna … wtedy zaczęto szukać wroga jakiegoś, na którego złość można by było przerzucić, któremu uwagę poświęcić i jemu przypisać wszelkie zło tego świata. Awantura o gender odbiła się echem nawet pośród polityków, bo niejaka pani Kempa uznała, że żadnego GENDERA „nie było, nie ma i nie potrzeba”- zwołała komisję, która się będzie tym tematem zajmować i doprowadzi do wyrugowania jakiegoś obcego zjawiska w naszej kulturze. Niestety sama pani Kempa płci nie zmieniła, by udowodnić, że do rządzenia i polityki tylko mężczyźni się nadają i żadne baby mieszać siew to nie powinny, bo ich mózgi nie ogarniają tak zawiłych tematów. Jedyne co mogła w takiej sytuacji zrobić to dobrać sobie jako współpracowników samych mężczyzn i taka armią walczyć z GENDEREM.

A w tym czasie w polskich górach jeden z Księzy inną drogę obrał i nie walczy z ideologiami, teoriami i postawami, ale poszedł na wojnę przeciwko papierowi toaletowemu. Ach jakaż to musi być walka zaciekła i ubrudzić się przy tym nie strach. Obrał za wroga papier konkretny o marce charakterystycznej poprzez swoją szatę graficzną –Lambi. Nie jest to jednak wojna przeciwko papierowi toaletowemu jako takiemu, bo nawet  kościół takiej ciemnoty nie próbuje wcielić w Zycie, by ludziom papieru zabronić używać. Chodzi tylko o to, że na opakowaniach tegoż papieru widnieje wizerunek Jezusa Chrystusa. No dobra – może mnie poniosło, bo jednak nie ma tam tegoż w postaci ludzkiej ani ukrzyżowanego ani cuda czyniącego, ale taką interpretację owieczki na papierze zastosował przecież sam ksiądz Stanisław Szyszka. Dla niego ta owieczka to z całą pewnością baranek, a jako taki nie jest niczym innym ino Panem Jezusem barankiem przecież zwanym. Ja już naprawdę nie będę dociekać jak po mordce i oczkach zwierzęcia ksiądz płeć rozpoznał, ale nie od dziś wiadomo, że kwestiach płciowości i seksualności księdza wiele do powiedzenia mają, więc widocznie seminarium duchowne prowadzi jakieś rozszerzone kursy w tym zakresie i skoro ksiądz tak mówi, to pewnie wie. Przeto o wieczka barankiem być musi. Ale że od razu Jezusem?

No nie – oczywistym jest, że Jezusem tyłka podcierać nie wypada, nie należy i jest to pewnie świętokradztwo, ale że ta owieczka, baranek znaczy, od razu takie obiekcje wywołuje? Trzeba naprawdę nudzić się niemiłosiernie w przybytku zwanym ubikacją ,żeby do takich wniosków dochodzić .Może ksiądz powinien ze sobą w to miejsce książkę zabierać lub jakieś inne periodyki, byle nie religijne, bo ich bytność również przy czynnościach nieczystych niewskazana.

Poza tym – czy płyn do prania ubrań z lanoliną, na którym również widnieje owieczka-baranek nie powinien zostać w podobny sposób z łazienek usunięty? Nawet jeśli łazienka nie jest bowiem połączoną z ubikacją, to jednak nie wypada, żeby plamy nieczyste usuwać w obecności Jezusa Chrystusa. Chociaż może w tym wypadku jakaś interpretacja związana z usuwaniem plam nieczystych na sumieniu przy spowiedzi by się pojawiła i wtedy takie pranie ubrań to bieli anielskiej to trochę jak pokuta i rozgrzeszenie. Śmiało mogą służyć dalej w chwale i miłosierdziu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mnie jednak za każdym razem, gdy pojawia sie jakieś zamieszanie reklamowe, graficzne czy w inny sposób interpretacyjne związane z popkulturą, z którego wynika, że chociaż powszechnie nie wszystko sie każdemu zaraz z bogiem i relikwiami musi kojarzyć, to na pewno jakimś głęboko wierzącym nawet śledź na stole Jezusa na myśl przywodzi (IHS – nieprawdaż?) – przychodzi na myśl reklama, która ukazała trend odwrotny. Nie słyszałam, żeby księża protestowali, żeby domagali zdjęcia się jej z anteny telewizyjnej, żeby grozili nadawcom ekskomuniką i ogniami piekielnymi. Pojawiała się przez kilka sezonów wywołując każdorazowo uśmiech na mojej twarzy, bo gdzie jak gdzie, ale w niej nawiązanie do Jezusa Chrystusa i owieczek jego jest tak jednoznaczne, że trudno go nie zauważyć.

Nie jest to usilne domniemanie płci zwierzątka i jego odniesień do symboliki chrześcijańskiej. Jest bardzo ikonograficzny Jezus- pasterz, który pasie owce a głowa jego w świetle aureoli spowita. I nic. Cisza. Może jednak oczywiste przykłady są nie do ogarnięcia dla tych, którzy całe dnie i noce poświęcają dopatrywaniu się nieistniejących nawiązań na papierze toaletowym, płynach do prania  i innych produktach codziennego użytku.

Advertisements

One thought on “Kościelna wojna z papierem toaletowym

  1. Hindusi mają swoje święte krowy, Polacy katolicy może będą czcić święte barany. Aż się boję, co dalej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s