Aneks do szaleństwa

Nie cofam absolutnie niczego, co napisałam o tym przedstawieniu, a nawet po kolejnym w nim udziale chcę powiedzieć, że doświadczyłam tego bardziej. Jak często w teatrze pojawiają się ciarki… na kręgosłupie. Mój prywatny barometr intelektualno-artystycznej stymulacji na najwyższym poziomie. Uwielbiam ich i już mi przykro, że kiedyś ich w takim zestawieniu nie zobaczę. I chociaż miałam już o tym nie pisać, doświadczać tego tylko dla przyjemności, to czuję, że napisać muszę, bo jeśli tego nie zrobię, to będę totalnie niesprawiedliwa. Nie będzie długo (mam nadzieje), będzie krótko, bo to aneks jedynie, dodatek do tego, co napisane zostało, ale  uzupełnione być musi.

W przedstawieniu „Męczeństwo i śmierć Jean Paul Marata przedstawiona przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade” tyle się dzieje, że nie sposób wszystkiego ogarnąć. A ja przez swoje uwielbienie dla Pawła Dobka i jego mimiki oraz gry, a także przez skromny fakt,  że on cały czas gra swoja twarzą i ciałem, co ściąga bardzo uwagę, nie mogłam się za pierwszym razem skupić na wszystkich i wszystkim. Ale tym razem sie postarałam, odrywałam oczy od markiza de Sade i szukałam na scenie tych, którzy także grali całymi sobą. A właściwie całymi sobą, bo znalazłam dwie takie dziewczyny, co mnie bardzo cieszy, bo było mi niewymownie głupio, że w tych moich tekstach więcej aktorów niż aktorek sie pojawia. Tym razem będzie żeńsko ( z wyjątkiem tego Dobka, który tak, tym razem również mnie powalił talentem, ale to już koniec peanów na jego cześć).

Pierwsza z nich to mój wyrzut sumienia z tekstu o Poskromieniu złośnicy. Tam nie mogłam zbyt wiele napisać, bo jakoś do mnie nie przemawiała, ale jednak nadzieje miałam, że gdzieś w przyszłości pokaże więcej. Co ciekawe – tutaj chociaż tekstu ma mniej, to aktorsko prezentuje dużo wyższy poziom. Michalina Rodak – bo o niej mowa, gra bardzo dobrze. Nie mówi, niby jej nie ma, a gdzieś tam pod ścianą, jeśli się skieruje na nią wzrok, dzieje sie teatr. Szaleństwo i zachwyt przedstawieniem, obłęd i chęć bycia użytecznym poprzez uczestniczenie w teatrze. Ona to gra bez słów, co mnie kupiło i cieszę się, że nie przekreśliłam jej przy pierwszym spotkaniu, że dałam jej kredyt zaufania, bo mnie nie zawiodła, a wręcz przeciwnie – pokazała, że potrafi. Jeśli się dalej tak będzie rozwijać, to dla mnie zguba, bo już teraz ją kupuję.

1743582_270065709820088_226796840_n

fot. M.Zacharow

Drugą taką postacią jest  Aleksandra Przybył   i biję się w piersi, że chociaż zauważyłam ją już za pierwszym razem, to nie poświęciłam jej należytej uwagi (tak tak – Paweł Dobek… nic już nie mówię). Gra świetnie. Ma duże pole do popisu, bo jest totalnie oderwana od rzeczywistości, ale jednocześnie pokazuje, że nawet bez żadnych kwestii mówionych można grać tak, że wiadomo, co się gra. Niby nic się nie dzieje, niby jej nie ma, a jest cały czas i to bardzo namacalnie. Gdy już raz uświadomi się sobie jej obecność na scenie, to zaczyna widza interesować i nawet fascynować, co ona takiego tworzy, w jaki sposób istnieje na scenie, czym się zajmuje i jak buduje postać. Bo ma się wrażenie, że jej postać budowana jest na naszych oczach ciągle na nowo.

Brawurowa była też jej akcja ratunkowa okularów Bartosza Szpaka, które spadły w ferworze sztuki. Leżały na środku sceny i trwoga mnie przechodziła, bo domyślałam się, ile to może dla właściciela znaczyć. I wtedy płynnym ruchem aktorka podeszła do nich i ocaliła je przed ewentualnym zniszczeniem.

Z jaką inwencją i ogromną wrażliwością improwizacyjną podniosła je, nałożyła i przejrzała się niby w psychodelicznym amoku, bo wiele jej wolno, bo jej zachowanie nie poddaje sie żadnym prawidłom.  A potem równie płynnym ruchem zdjęła je i włożyła do jednego ze zlewów (właśnie tak wnikliwie obserwuje aktorów na scenie, że zauważam i zapamiętuje takie rzeczy). Tam były bezpieczne i pewne było, że  nikt ich nie zadepcze i nie zniszczy.

Podczas finały i braw Bartosz nerwowo rozglądał się wokół i szukał wzrokiem okularów. Nie mógł wiedzieć, że spokojnie i bezpiecznie spoczywają w jednym ze zlewów.

Jestem uzależniona – od tego przedstawienia, od energii i talentu, którymi ci młodzi ludzie eksplodują na scenie. Ale teraz mam odwyk. Zaprzestanę nawiedzania ich na widowni. Spotkam się z nimi i tym tekstem na Festiwalu Szkół Teatralnych. I znowu będzie eksplozja intelektu, sztuki i emocji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s