Niewolnik potrzebny od zaraz

W dobie kryzysu, który dopada wszystkich poza prezesami i dyrektorami, którego ciężar ponosi każdy z wyjątkiem zarządów, należy spuścić głowę, pozbyć się jakiejkolwiek dumy, jeśli jakąś jeszcze posiadamy, a przy okazji pozbyć się również godności, żeby być pożądanym i poszukiwanym na rynku pracownikiem. W sumie z tym słowem „pracownik” to bym nie przesadzała, bo właściwie nie do końca o to chodzi. Jest bowiem prawdą, że są kłopoty z pracą na rynku, jednakże chodzi tutaj o pracę odpłatną. Praca jest i to wszędzie, gdzie człowiek nie spojrzy. Jedynym problemem jest to, że jest to praca darmowa, wyzyskująca, niewolnicza.

10 lat temu wydawało mi się, że wszystko jest jasne i logiczne. Najpierw odbywa się bezpłatne praktyki, które polegają na tym, że praktykant nie ma pojęcia o danym zawodzie (może mieć pojęcie teoretyczne, ale w praktyce nic w tym kierunku nie robił), dlatego nie pobiera pieniędzy za to, co wykonuje, bo wykonuje prace pomniejsze, a w dodatku nadzoruje go ktoś, kto już jest wieloletnim praktykiem i właściwie go uczy zawodu. I to było jasne.

Następnie można udać się na staż. To kolejny stopień wtajemniczenia – niby już się coś wie, ale jeszcze nie jest się zupełnie samodzielnym pracownikiem z pełnym wachlarzem doświadczeń. Z jednej strony ma się więcej do zaoferowania, więc pracy wykonuje się więcej, z drugiej jednak strony nadal zawraca się „starszym” kolegom głowę, więc część odpowiedzialności za nasze poczynania jest jednak gdzie indziej. Stąd też pensja na stażu nie jest normalnym wynagrodzeniem, tylko jakąś jego częścią, ale jednak już jakaś jest.
Po odbyciu tych dwóch etapów, jeśli nie zmieniamy całkiem życia zawodowego, przystępujemy do normalnej pracy zarobkowej.
Może i tak było kiedyś, a może to jedynie moje pobożne życzenia, bo teraz jest inaczej.

1

Teraz wszystko się zmieniło. Przede wszystkim informacja o tym, że „praktyki są nieodpłatne” to jest doskonała informacja dla ewentualnego praktykanta. Oznacza to bowiem nie tyle, że firma nie zapłaci za praktyki, ale że nie trzeba za nie płacić firmie. Przecież nikt rozsądny nie oczekiwałby pieniędzy za praktyki. Tak samo jak za staż. W końcu na stażu nie jest się prawdziwym pracownikiem, tylko jakimś takim nieprawdziwym… niewolnikiem bardziej. Pracę sie wykonuje i to nawet czasem cięższą niż pracownicy odpłatni, a już na pewno mniej wdzięczną, bo jest się nikim ważnym, nikim znaczącym i nie trzeba się z nami liczyć.

Jeśli jednak sądzimy, że teraz po odbyciu 3 miesięcy praktyk i 3 miesięcy stażu (ach takie dane statystyczne, które biorę znikąd, bo ja miałam praktyki przez miesiąc i to wystarczyło, żeby się z zawodem w stopniu podstawowym zapoznać, ale teraz nie wystarcza i trzeba przynajmniej 3 miesiące na bezpłatnych praktykach siedzieć, żeby ogarnąć topografię biura i wiedzieć, gdzie jest ekspres do kawy i kserokopiarka) dostaniemy pracę, to bardzo się mylimy. Pewnie po odpracowaniu pańszczyzny dla danej firmy przez pół roku okaże się, że już wcale jej nie jesteśmy potrzebni. Zrobiliśmy co swoje i w kolejce czekają następni pełni energii praktykanci gotowi na niewolniczą pracę przez pół roku z nadzieją, że gdzieś tam na horyzoncie pojawi się prawdziwa, odpłatna praca.

My natomiast z bagażem doświadczenia i wiedzy wyruszamy na rynek pracy w poszukiwaniu zajęcia, za które ktoś będzie chciał zapłacić. Nikt nie będzie chciał lub bardzo niewielu uzna, że coś tam zapłacić nam może. Coś tam, bo pewnie stawka 4 – 6 zł za godzinę to nie jest to, czego oczekujemy (śmiało można sobie przeliczyć, ile to wychodzi przy pracy w pełnym wymiarze godzin, a ile godzin pracować trzeba, żeby można było z tego żyć). Jednak jeszcze częściej okaże się, że ktoś bardzo chce nas do pracy przyjąć, że bardzo mu się podoba to, co potrafimy, co robimy, że imponuje mu nasze doświadczenie, jednak teraz jest na rozruchu/na początku działalności/ w kryzysie/ w trakcie trudności w firmie/ w złej kondycji finansowej, więc zapłacić nam  póki co nie może, ale pewnie za jakieś 2-3 miesiące, jak się sytuacja unormuje, to będzie mógł i wtedy nam pewnie zapłaci. I w głowie pojawia się myśl, że przecież my tak już pracowaliśmy, tylko to się nazywało praktyki i tam też za te 2-3 miesiące miały być pieniądze, ale ich nie było.

2

Dobrze, gdy wszystko jasne jest już na wstępnie, gdyż informacje kluczowe pojawiają się w ogłoszeniu o pracę. W wymaganiach wiemy, ile będziemy musieli robić, co będzie naszym zadaniem, jak będą wyglądały obowiązki (często są to dosyć duże wymagania, które świadczą o tym, że poświęcimy firmie cały dzień i sporą ilość wiedzy i energii). Natomiast w oferowanych warunkach pojawia się totalna enigma i moje ulubione „Możliwość pracy w młodym i dynamicznym/energicznym/kreatywnym zespole”, które sprawia, że natychmiast ogłoszenie wywalam ze świadomości. W moich oczach bowiem znaczy to tylko, że w firmie będzie jeszcze grupa takich jak my zapaleńców gotowych spędzać w pracy cale dnie i nie oczekujących w zamian niczego. Dziękuję, ale NIE.

Jednak czasem te informacje nie pojawiają się w ogłoszeniu (w nadziei, że gdy pojawią się później, to jakoś słabiej do odbiorcy dotrą? Że jak sie zaangażuje w proces rekrutacyjny, to trudniej mu będzie odmówić, gdy się dowie, że nie aplikuje na pracownika tylko na niewolnika?). Pojawiają się natomiast w korespondencji mailowej z przyszłym (ewentualnym) pracodawcą i czasem też nie od razu, ale dopiero w którymś mailu (po weryfikacji naszej wiedzy i dotychczasowych dokonań, żeby pracodawca mógł stwierdzić, czy w  ogóle tym kandydatem jest zainteresowany).

Nie przemawiają też do mnie pracodawcy, którzy twierdzą, że oczywistym jest, że na początku działania firmy nie mogą płacić pensji, tylko niewolnicy muszą firmę ustawić na rynku, żeby mogli na wynagrodzenie liczyć. Chyba nie w tym miejscu leży odpowiedzialność za powodzenie przedsięwzięcia i rozwój biznesu.

Niestety – DRODZY PRZEDSIĘBIORCY – prawda stara jak świat mówi o tym, że aby rozkręcić wspaniały, cudowny i przynoszący niewiarygodne zyski biznes, trzeba się liczyć z jedną zasadą – „żeby wyjąć trzeba włożyć”. No trzeba coś zainwestować. Oczywiście jeśli robimy wszystko na wstępnie sami, to nie mamy takiej potrzeby nakładów finansowych. Inwestujemy wtedy swój czas, wiedzę, energię i w ten sposób rozkręcamy firmę. Jeśli jednak nie posiadamy tyle czasu, wiedzy czy energii, żeby zrobić to samodzielnie, to potrzebujemy pieniędzy, żeby opłacić tych, którzy dadzą nam, także na rozruchu (a może zwłaszcza wtedy), swój czas, wiedzę i energię.

I wszystko to takie oczywiste, naturalne, wszechobecne na rynku pracy. Ale refleksja nasuwa sie sama. Bo pewnie każdy z nas chciałby mieć niewolnika- kogoś kto wykona za nas prace niewdzięczne, nierozwojowe, nieciekawe, nie będzie marudził i narzekał, nie będzie wymagał, tylko będzie gotowy angażować się każdego dnia bardziej i bardziej… Tylko jednocześnie raczej nikt z nas nie chciałby być takim niewolnikiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s