Chcemy iść z nożem na strzelaninę

Czy w obecnej sytuacji politycznej można w ogóle nie pisać o Ukrainie i nie zajmować jasnego, oficjalnego stanowiska w tej sprawie? Najwyraźniej można, bo mnie się to udaje od wielu tygodni. Nie popadam ani w zachwyt rewolucyjny, ani w wojenne przerażenie. Martwi mnie trochę, że takie napięte sytuacje maja miejsce za naszą miedzą, ale nie wiem co z tego wyniknie i wolałabym nie panikować niepotrzebnie, bo panika jeszcze nikomu się nijak nie przysłużyła. A my lubimy sobie popanikować (jako społeczeństwo polskie, a nade wszystko jako politycy) i w tej panice biec na oślep podejmując zupełnie nieprzemyślane i niepotrzebne decyzje. Zła Rosja grozi wielką pięścią (nie nam póki co, ale czemu mielibyśmy nie brać tego do siebie?), a my natychmiast zaczynamy cudować. Na prowadzenie wychodzi wyścig zbrojeń i łupki.

No i przyszło mi nie tyle o Ukrainie, co o Polsce w czasach trudności ukraińskich napisać. Nie o łupkach tym razem, bo już nie mam na to siły, już mi się nie chce i już pisałam . Drenowanie ziemi na hurra, bo Rosja odetnie już jutro kurek z gazem, nie na wiele sie zda.  Jeśli odetnie jutro, to nawet natychmiastowe wytrzebienie środowiska w celu wybebeszenia gruntów z łupków na nic, bo kuchenki zamilkną, a my wszyscy przejdziemy na witarianizm i będziemy radośnie chrupać marchewki popychając selerem naciowym. Ale zrobienie tego bez zastanowienia i bez żadnej refleksji nad faktem, że te łupki to wcale nie jest taka bezkonsekwencyjna rzecz i w imię dostępu do gazu odetniemy sobie dostęp do środowiska naturalnego, które zdycha pod działaniem człowieka. Ale Putin, ale Rosja, ale co tam wojny i śmierć, najważniejsze, żeby ceny gazu nie wzrosły i benzyna nie zdrożała. Taka ta nasza logika. A ile strat po drodze się dokona, to nie będziemy się teraz przejmować, będą się przejmować następcy. Politycznie – wygrani w kolejnych wyborach, ogólnonarodowo- nasze dzieci i wnuki, którym przyjdzie żyć na pustyni połupkowej, pogłupkowej …

Ale ja nie o łupkach miałam, tylko o tym wyścigu zbrojeń, w którym tak dziarsko bierzemy udział, chociaż szans żadnych nie mamy i wszystko to nam na nic.
Przede wszystkim jakikolwiek wyścig zbrojeń w dzisiejszych czasach mierzony jest liczbą bomb atomowych.  W tej kategorii jedyne, co przyniosło nam sukces, to A’Tomek z serii „Tytus, Romek i A’Tomek” i nie zanosi się na kolejny. Ale dzielnie sie staramy, może dogonimy jakoś bez nóg tych, którzy bieg zaczęli dawno temu i wyprzedzają nas o kilka długości. W końcu zapał to nasza duma narodowa.
I się zaczynamy ścigać. W taki zabawny sposób – kupując F16, które startując są już daleko poza krajem i jakoś także w tym czasie sie psują, więc są naprawdę doskonałe na tę wojnę, której nie prowadzimy. Mamy też zapędy, żeby kupować czołgi, które sprawnie przeprawią nas tam, gdzie nie dolecą F16 (nigdzie nie dolecą, bo się popsują). I pewnie jeszcze najnowsze karabiny i jakieś rosomaki, proponuję dołożyć maski OP1 i bagnety, bo jakoś tak mi się to widzi. A wszystko za bagatelne STO MILIARDÓW ZŁOTCH, które lekką ręką wydaje państwo na nieskuteczną obronę (przypominam – światowy wyścig zbrojeń dotyczy broni atomowej) w chwili, w której brakuje w tym państwie na wszystko od służby zdrowia, przez edukację po emerytury. Czyli na każdym etapie życia człowiek umiera, ale tylko na wojnie ma przeżyć.
Ale jak twierdzi nasz kochany premier : „Tylko ten może liczyć na wsparcie sojuszników, kto potrafi sam możliwie długo się obronić; świat jest gotów pomagać tym, którzy sami sobie są gotowi pomagać”, co jest nawet trochę zabawne, zanim człowiek sie zorientuje, że jest przerażające.

Żeby uświadomić sobie absurd takiego działania, wystarczy je przyrównać do tego, jak ktoś nerwowo ostrzy swój sztylet, gdyż następnego dnia możliwe, że weźmie udział w pojedynku na broń palną. Ale przecież znani jesteśmy z tego, że potrafimy porywać się z motyką na słońce i opisy ułanów cwałujących na czołgi są tyleż malownicze  co tragiczne w wymowie, ale pięknie opisują naszą narodową potrzebę walki bronią nieporównywalną, za to nadrabianą zapałem.
Niestety jeśli miałoby dojść do wojny z Rosją (cały czas mnie zastanawia,  czemu ta Rosja miałaby akurat nas zaatakować? Pewnie jesteśmy jakimś partnerem strategicznym USA albo czymś równie ważnym, ale jakoś śledząc dotychczasową politykę międzynarodową nie odkryłam naszej znaczącej pozycji – widocznie słabo śledzę), to wszystkie te nasze zabiegi na niewiele się zdadzą. Żadne F16, F32 a nawet F64 niewiele nam pomogą (oczywiście zakładając, że się nie popsują), chyba że chodzi o natychmiastowe przeniesienie całej ludności cywilnej poza teren państwa. To się obecnie dzieje w tempie wolniejszym i bez straszenia wojną, jedynie z uwagi na sytuację ekonomiczną w kraju, bo coraz więcej osób przenosi się jak najdalej od Rosji obierając zgodnie z geografią Wielką Brytanię. Nie pomogą nam też czołgi –nie, Rudy 102 też nie da rady Rosji zatrzymać, chociaż sława jego wielka, to chyba jednak w innej wojnie brał udział.  Żadne takie sprzęty wojskowe nie dadzą rady, bo – powtarzam to do znudzenia – oni mają atomówki. I nie, nie chodzi mi o te trzy urocze dziewczynki z bajki dla dzieci.

download

I przechodząc już do podsumowania –  naprawdę nie ma znaczenia, jak doskonały i ostry nóż będziemy mieli, jak dobrze będziemy się nim posługiwać, jak wiele ran potrafi zadać przeciwnikowi. Bo niestety w tym wypadku wybieramy się z tym nożem na strzelaninę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s