Tor przeszkód w szpilkach

Z uwagi na mój udział w Łódzkim Kongresie Kobiet na moich nogach znalazły się szpilki. Ostatnio raczej nie noszę takiego obuwia i mam bliższy kontakt z podłożem, dlatego był to wyczyn, który uświadomił mi, jak mordercze zamiary wobec moich kostek mają wszelkie chodniki wraz z ich dziurami, nie mówiąc już o studzienkach.
I przypomniał mi się tekst, który napisałam 8 lat temu!!!, a jest absolutnie aktualny i nic się w tej dziedzinie (przynajmniej z mojego dzisiejszego punktu widzenia) nie zmieniło.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Zazwyczaj chodzę w płaskich butach, by jak najszybciej przemieszczać się po mieście.

Jednak ostatnio wewnętrzna kobiecość zaczęła się domagać uzewnętrznienia i tak w mojej szafie pojawiły się buty na szpilkach.

Pierwsze wyjście w tych butach to było prawdziwe odkrywanie świata na nowo. O ilu aspektach łódzkich ulic nie miałam wcześniej pojęcia.

Oczywiście są studzienki, które potrafią człowieka unieruchomić na dłuższą chwilę. Jakoś otwory w nich idealnie pasują do rozmiaru szpilek i raz połączone, długo nie dają się rozdzielić. Są też szyny tramwajowe i każda kobieta wie, jak „cudownie” się w nie wpada. Czasem nawiedza mnie wizja, że nie mogę się z którejś z tych atrakcji uwolnić, a prosto na mnie jedzie pojazd, który nie może się zatrzymać. Scena jak z filmu. Nawet w jednym była. Myślę tu o filmie „Powiedz tak”, w którym Jennife Lopez została właśnie uwięziona na środku jezdni i nadjeżdżał na nią kontener na śmieci. Na szczęście w tamtym przypadku w porę pojawił się Mathew MacCoughnahey. Co znaczące bohaterka, gdy tylko otrząsnęła się z szoku, podziękowała mu, że „ocalił jej but”. Bo w takich chwilach walczymy o but jak lwice i potrafimy go z każdej dziury wyciągnąć nawet z narażeniem życia.

4231627-matthew-mcconaughey-i-jennifer-882-660

Ale nie mam o to do nikogo pretensji o tego typu utrudnienia na drodze, bo to naturalność otaczającego mnie świata i cywilizacji. Studzienki muszą być, tak samo tramwaje muszą mieć po czym jeździć i żadne obuwie nie ma na to wpływu.

Jednak nie można wymagać ode mnie, żebym ze wszystkim godziła się tak łatwo, bo nie mogę omijać wszystkich przeszkód na swojej drodze, a latać nie potrafię. I tak podejmuję nierówną walkę z moim własnym torem przeszkód.

Na mojej drodze pojawiają się zatem dziurawe chodniki, a właściwie połamane płyty chodnikowe. Może panowie kładący chodniki nie widzą w tym problemu, że niektóre płyty są niekompletne i popękane. Oni nigdy nie ugrzęzną swoim obcasem w pęknięciu. A mnie się zdarza. Nie dlatego, że chodzę wyjątkowo nieostrożnie, ale jeśli wszystkie płyty na danym odcinku pozostawiają wiele do życzenia, to wcześniej czy później coś takiego może się przytrafić.

20672

Kolejnym elementem ulicy, który utrudnia mi przemieszczanie się po niej jest kostka brukowa. Poczciwa stara kostka. Kto by pomyślał? No właśnie nikt.

Drobne, wypukłe elementy wymagają równowagi niemal gimnastycznej. W dodatku nie sposób umieścić na nich nogi tak, by jej część nie wystawała, a problem pojawia się wtedy, gdy wystaje część tylna z obcasem. Bo ten obcas grzęźnie w przerwie między nimi. Przejście kawałka wyłożonego w ten sposób to walka o swoje buty i zdrowie psychiczne. Nerwica niemal gotowa. Im bardziej wypukła kostka tym walka bardziej zacięta. Staram się omijać takie miejsca, ale czasem nie mam wyboru.

A to nie koniec.
Bo w którymś momencie gdzieś wchodzimy, a wnętrza nie są dla kobiet w szpilkach bardziej łaskawe niż ulice.

Pierwszą atrakcją są posadzki. Szczególnie te marmuropodobne. Trzeba chodzić bardzo ostrożnie i zastanawiać się w jaki sposób stawiać na nich  nogi, żeby w następstwie kolejnego kroku nie być zmuszonym do ślizgu po podłodze. Jakoś nigdy nie fascynowała mnie jazda figurowa na lodzie i nie przypuszczałam, że będę ją musiała uprawiać. A zdarza mi się.

Są też schody ruchome, które projektowano jako wyjątkowo wymyślne pułapki na obuwie z cienkimi obcasami. Schody takie mają idealnie wymierzone przerwy, żeby uwięzić obcas. A jeszcze gorsze są nie schody, tylko takie platformy, które w dziwnie pochyłej pozycji suną w górę bądź w dół. Nie wiem jak na czymś takim stanąć, żeby nie wykonać skrętu kostki, który jest tak nienaturalny, że pod koniec jazdy zastanawiam się, czy moja torebka stawowa jeszcze istnieje. Jadąc w dół nagle wysokość moich obcasów zostaje podwojona, bo przednia część stopy znajduje się dużo niżej ni z tylna. Jadąc w górę zahaczam niemal czubkiem buta o kostkę. Gratuluję pomysłodawcom.

Przykłady takich przeszkód można by mnożyć w nieskończoność. Te mnie najbardziej uprzykrzają życie. Każda kobieta ma pewnie swój własny zestaw.

Czy kobieta naprawdę, żeby mogła założyć buty na szpilkach musi najpierw przejść specjalne szkolenie z elementami akrobatyki, jazdy figurowej na lodzie, gimnastyki artystycznej i jeszcze czegoś?
Może łatwiej by było schować te buty głęboko do szafy? Nie potrzebowałabym narażać się na te wszystkie kłopoty.

Ale kobiecość, która raz dojdzie do głosu, nie da się tak łatwo uciszyć. Będę chodzić w butach na szpilkach. Bo są seksowne i po prostu ładne. Mój wybór. Ale tylko kobieta decydując jakie buty założy danego dnia, nie bierze pod uwagę jedynie tego, czy pasują do okazji i do stroju. Musi też rozważyć czy akurat dzisiaj ma ochotę zmagać się z otaczającą ją rzeczywistością i niedogodnościami jakie jej zafundowano. Bo w szpilkach każdy dzień to kolejny tor przeszkód.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s