Poniekąd o PEGAZIE

Kiedyś w telewizji był program kulturalny „Pegaz”. Były to takie czasy, kiedy w telewizji publicznej były programy kulturalne, a nie tylko programy pseudokulturalne z tańczącymi i śpiewającymi celebrytami znanymi z tego, że są znani albo znani są tylko swojej rodzinie.

Jednak sytuacja, o której chcę napisać, miała miejsce już w czasach, w których uznano, że osoby ewentualnie zainteresowane programami kulturalnymi to wyłącznie bezrobotni cierpiący na bezsenność, gdyż programy takie pojawiały się wyłącznie w okolicy północy lub po i to nie w dni tak naturalne dla późnych programów jak piątek czy sobota, ale w środku tygodnia lub ewentualnie w niedzielę. Akurat ten trend sie utrzymuje a nawet zdecydowanie pogłębia, aż do emitowania programu o drugiej w nocy lub nieemitowania ich wcale.

Moja podróż sentymentalna do tego programu kulturalnego wynika z faktu, że dzisiaj rozpoczęłam lekturę książki Manueli Gretkowskiej „Europejka”, w której już na pierwszych stronach opisuje swój zakaz występowania w telewizji publicznej właśnie z uwagi na swój występ w programie Pegaz. Prowadzącą byłą wtedy Kazimiera Szczuka i było to moje pierwsze spotkanie z tym nazwiskiem. Program oglądałam bowiem dlatego, że zwyczajnie lubię programy kulturalne i z uwagi na Manuelę Gretkowską. Byłam bowiem jej wierną czytelniczką (do dziś mi zostało) od czasów, w których kupowałam „Cosmopolitan” (wchodząc na rynek wydawniczy w Polsce był to feministyczny magazyn, a nie kolejne kolorowe pisemko, w którym wyjaśnia się kobiecie jasno i klarownie jak ma być piękna i seksowna, żeby mężczyzna chciał z nią być), a tam były zamieszczane jej felietony.  Gretkowską czytałam i starałam sie słuchać, co poza książkami ma interesującego do powiedzenia. Jednak najczęściej nie było jej dane rozwinąć programach skrzydeł, bo prowadzący je albo się jej obawiali, albo za nianie nadążali, albo mieli jeszcze jakieś inne problemy z jej osobą. Tym razem było inaczej. Z Kazimierą Szczuka prowadziła rozmowę dotyczącą jej książki napisanej wraz z partnerem Piotrem Pietuchą -„Sceny z życia pozamałżeńskiego”

sceny-z-zycia-pozamalzenskiego-b-iext3709837

Dyskusja była niezwykle gorąca i Kazimiera Szczuka wyjmowała poszczególne fragmenty z treści książki, by Gretkowska musiała się z nich tłumaczyć. Może robiła to trochę brutalnie, ale nie chamsko, tylko z brawurową inteligencją (i jest to komentarz do wypowiedzi obu pań, wiec nie będę uściślać która). Pojawiły sie też w rozmowie słowa takie jak „pizda”, które pojawiały się też w treści książki, wiec były jak najbardziej na miejscu. Tym bardziej, że program jako kulturalny emitowany był w późnych godzinach wieczornych, a nie w popołudniowym paśmie rodzinnym w leniwą niedzielę.

Po tym wydarzeniu Kazimiera Szczuka przestała być prowadzącą program, a Manuela Gretkowska miała zakaz wystąpień w tej telewizji. Skandal i oburzenie. Zrobiły program z napięciem i emocjami. Dziwne, że jak dwie kobiety pobudzają emocje, to obie natychmiast znajdują się na cenzurowanym. W przypadku mężczyzn nie ma takich wytycznych. W telewizji do tej pory promuje się dużo bardziej chamskie i wulgarne programy, jak chociażby obrady sejmu. A „Pegaz” na tym wszystkim bardzo stracił, bo nigdy już nie trafiłam w nim na coś, co było tak porywające i zawierało tyle potyczek intelektualnych na minutę emisji. Jak dla mnie Pegaz pogalopował w niebyt historii…

pegaz

Później obserwowałam już nie tylko poczynania Manueli Gretkowskiej (czytuję do dziś, a „My zdies’ emigranty”to książka, którą przeczytałam chyba najwięcej razy w życiu) ale także działalność Kazimiery Szczuki. Nie liczę jej występów w programie „Najsłabsze ogniwo”, bo chociaż ona sama jak zwykle była rewelacyjna, to program ten był w jej karierze najsłabszym ogniwem. Jednak później pojawiło się coś, co ponownie obudziło we mnie wiarę możliwość pokazywania kultury i przede wszystkim książek w telewizji w sposób interesujący. I to nie w telewizji publicznej, bo dotyczyło to programu prezentowanego w TVN-ie – „Wydanie drugie poprawione”. Prowadzony przez Szczukę wraz z Krzysztofem Kłosińskim. Uwielbiałam ten program i jego późna pora emocji niczego tu nie zmieniała, nie było to żadne poświęcenie dla takiego kontaktu z kulturą. Pewnie takie są zasady rządzące tymi, którzy odpowiadają za emisje – jak chcesz durny telewidzu czegoś ambitnego, to czekaj sobie do późnej nocy. Ja czekałam, bo zachwycało mnie to, że ci ludzie naprawdę czytają te książki a nie opowiadają o nich po przejrzeniu notatek na obwolucie. Dyskusje były wnikliwe i analityczne, chociaż bez zbędnego wymądrzania się. A dzięki nim każdy prze telewizorem mógł stwierdzić, czy ta tematyka go interesuje i czy para prowadząca przekonuje go do sięgnięcia po tę książkę. Były też dyskusje z autorami, którzy musieli bronić swojego pomysłu na literaturę w krzyżowym ogniu pytań. Nie byli brutalnie atakowani, tylko inteligentnie zaczepiani i punktowani, gdy na to zasługiwali.

Ale i ten program zniknął z anteny. Czytelnictwo umiera, to nie ma co go reanimować przed dobre i zachęcające do czytania programy. Można je totalnie uśmiercić poprzez programy ogłupiające i wypłukujące resztki intelektu z głów. Jest mi z tego powodu tym bardziej przykro, że bronię telewizji i podstaw jej istnienia i wierzę w to, ze nie służy ona jedynie do ogłupiania. Jest narzędzie jak każde inne, tylko akurat obecnie bardzo źle wykorzystywanym.

Po co ja to wszystko piszę? Z sentymentu i wielkiej tęsknoty za ambitnymi programami w TVP i innych stacjach. Bo przecież nie tylko o ten „Pegaz” chodzi, ale też o to „Wydanie drugie poprawione”, które z taką samą mocą trzymało mnie przed telewizorem i było moim drogowskazem w podróży po świecie książek. Brakuje mi programów mądrych i ambitnych, które jednocześnie nie zanudzałyby mnie przeintelektualizowaną gadką, w której co drugie słowo musi być czymś z głębin słownika wyrazów obcych. Trochę takich słów już znam, ale ciągle za mało, żeby czuć się bezpiecznie w większości dyskusji na TVP Kultura czy na wykładach w Muzeum Sztuki w Łodzi. Dlatego z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy językiem dla ludzi opowiadano w telewizji o tym, co najbardziej wartościowe w kulturze i sztuce. A ja przed telewizorem oglądałam to niemalże z wypiekami na twarzy.

Reklamy

2 thoughts on “Poniekąd o PEGAZIE

  1. Chętnie zobaczyłabym ten odcinek Pegaza Szczuka vs Gretkowska :) zawsze to była moją bolączką na studiach – co ciekawsze dyskusje to po nocach, a dekodera z nagrywaniem jeszcze nie było :) A stare numery Cosmo chyba mam do dziś gdzieś w piwnicy – kilka lat zbierałam dopóki się nie zeszmaciły do cna..

    • No też własnie ja na studiach wiecznie niedospana… a na projekcjach na zajęciach nieprzytomna … takie trudne życie ludzi zainteresowanych kulturą, którzy jednak nie są bezrobotnymi cierpiącymi na bezsenność

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s