Trzeźwość myślenia

Straszne jest zamieszanie z alkoholem, bo nie wiadomo jak go traktować jak na niego patrzeć i jakie mieć podejście do tych, którzy go piją. Tym bardziej, że wiele jest przecież osób, które mają poważny problem z chorobą alkoholową i nie można tego bagatelizować. Jednak o ile jestem zdania, ze ludzi chorych, którzy nie radzą sobie w życiu bez flaszki – należy leczyć i zrobić wszystko, by alkohol z ich życia zniknął, o tyle jestem zdania, że nie można za to karać wszystkich równo i traktować każdego jak potencjalnego alkoholika.
To tak jakby wszystkim zabronić spożywania glutenu, bo przecież są ludzie, którzy mają problemy z jego przyswajalnością ale też tacy, którzy zwyczajnie zabija. Dlatego zakaz chlebów, bułek i makaronów dla wszystkich – tak prewencyjnie.
Jest to idiotyzm i do wszystkiego trzeba podchodzić z rozsądkiem. Nie można karać wszystkich za predyspozycje niektórych. Trzeba zając sie tymi, którzy tej pomocy potrzebują, zostawiając dietę innych ludzi ich własnym wyborom.

Jasne, że czasem ludzie przesadzają i wpadają w ciągi alkoholowe. Przeważnie to sie nazywa studia. Nie mam pojęcie czym się różnią wątroby studentów od wątrób innych ludzi, ale muszą się one różnic znacznie, bo ich poziom regeneracji wykracza poza wszelkie normy. Imprezy trwające nie tylko podczas długiej nocy z piątku na niedzielę, ale czasem też z czwartku na poniedziałek. To się dzieje i nie jest to coś, co przytrafiło sie komuś tam raz i legendy o tym krążą po akademikach, tylko funkcjonuje to w trybie ciągłym. Oczywiście nie wszyscy w tym uczestniczą, ale mieszkając we wspomnianych akademikach nie można się o to chociażby otrzeć.

Sama byłam na imprezie, na której z nonszalancją zaproponowano mi kieliszek – wypełniony cieszą i szklankę – również cieczą wypełnioną. Na moje dociekania co się tam znajduje dowiedziałam się, ze w kieliszku jest wódka a w szklance też jest wódka, bo się skończył sok i na razie nie ma. Można zatem popić wódkę wódką. Z propozycji nie skorzystałam.

Ale abstynentką też nie jestem.

zdj32

Chce czasem móc wypić cztery piwa jednego wieczoru. Moja babcia uważa, że człowiek po takiej ilości alkoholu umiera, a jeśli cudem uda mu się uniknąć śmierci, to najprawdopodobniej będzie dwa dni leżał i wymiotował. A przecież ja wiem, że tak się nie dzieje. Owszem, gdybym te piwa wypiła szybko jedno po drugim to pewnie nie tyle bym umarła, co zwyczajnie padła na krzesło a może nawet pod stół. Ale ja tego nie  robię na wyścigi, tylko w trakcie kilku godzin jakie spędzam ze znajomymi i pewnie w trakcie jeszcze tańczę. To sprawia, że zanim wracam do domu, jesteś już na tyle trzeźwa (albo generalnie cały czas nie jestem jakoś totalnie pijana), że po raz kolejny stanowię dziwadło w autobusie nocnym, bo czytam. Naprawdę jest tylko jedna rzecz, która jest dziwniejsza od czytania w autobusie i jest to czytanie w autobusie nocnym. Wszyscy wsiadający patrzą na mnie dziwnie i ja się trochę dziwnie czuję, chociaż przecież nie robię nic złego. Ale nie o czytelnictwie chciałam tu pisać.

Poza tym chcę rozprawić się z mitem, że jeśli pije się samemu,  to jest to alkoholizm. Takie widmo picia do lustra (czy ktokolwiek naprawdę pije do lustra?). No bo rzeczywiście ja siedząca wieczorem z kieliszkiem wina w ręku przed telewizorem bardziej rokuję jako bliska alkoholizmowi niż grupa stojąca przed monopolowym i donosząca sobie kolejne butelki. Przecież oni piją w towarzystwie, więc jest to picie towarzyskie. Ja natomiast uchlewam sie tym jednym kieliszkiem do nieprzytomności, więc jest to wyraźny problem.

139199_koszyk-winogrona-butelki-wino
Czasem zastanawiam się ile to jest dużo alkoholu w życiu a ile to jest mało? Czy picie tylko w weekendy to już początek sytuacji niebezpiecznej czy można czuć się spokojnym o swoje zdrowie i życie? Jaka częstotliwość gwarantuje problem?

Nie ma takich danych i wytycznych. Wszystko zależy od indywidualnego organizmu i postawy. Są ludzie, którzy po prostu mają predyspozycję do uzależnień i potrafiąsieuzależnić nie tylko od alkoholu czy papierosów, ale także od cukierków miętowych czy gier video (znam takie przypadki i te cukierki to nie jest w tym wypadku żart). Inni nie mają takich skłonności i o ile nie są to osoby, które po prostu pija codziennie, bo ich życie jest tak bezbarwne, że tylko alkohol nadaje mu kolory, to nie zostaną alkoholikami.

A ja? (wisi nade mną pytanie)

Jest weekend i zamierzam sie napić, bo akurat mogę, bo moje dziecko spędza weekend z tatą (acha – nie piję przy dziecku, tak sobie kiedyś postanowiłam, bo jeśli cokolwiek by jej się stało, a to cokolwiek może być nagłą temperaturą w okolicy 40 stopni, to musiałabym zgłosić się po pomoc lekarską i nie chciałabym wtedy być matką ziejącą alkoholem na 3 metry; taka moją zasady, którą przyjęłam, ale nie każdy musi tak to postrzegać przecież).
Kiedy piłam ostatni raz? Tydzień temu na premierze teatralnej wypiłam dwa kieliszki wina. Poprzednim razem piłam chyba w marcu i to bardziej na początku niż na końcu. Jeśli dobrze pamiętam, to była to również premiera teatralna… No częstotliwości za dużej to ja nie mam, a ponadto wychodzi na to, że rozpija mnie teatr, bo premiery w nim organizowane są okazją, żeby po ten kieliszek wina sięgnąć.
Czy to już alkoholizm? Chyba teatralny.

stol

Ja wiem, że problem z alkoholem jest u nas (czyli w Polsce) poważny i wiele osób nie ma pojęcia, że to już, że się stało, że przejął on kontrolę nad ich życiem i bez niego nie są w stanie funkcjonować. Ale żeby od razu podejrzliwie patrzeć na każdego, kto po jednym kieliszku wina sięga po kolejny albo postanawia wypić jednego wieczora kilka piw?

Popadamy ze skrajności w skrajność. Podobno w naszym kraju tylko bimber pozwolił ludziom przetrwać PRL. Coś w tym musi być, bo chociażby taki socrealizm to coś, co jest niczym wiejskie wesele – jak się człowiek dobrze napije, to jakoś to zniesie.
W Skandynawii natomiast, w której słońca ciągle brakuje, jest podobno na to metoda picia słońca w butelce – tak postrzegane jest białe wino. I nie sądzę, żeby oni sie tym winem upijali do nieprzytomności.
Włosi to makarony i wino czerwone – jakoś tam zasiadając do posiłku z kieliszkiem nikt nie czuje się napiętnowany, że oto na pewno nie może bez tego kieliszka wytrzymać i makaronu samego nie strawi.

Nie chodzi przecież o to, żeby pić codziennie, ale żeby nie być trędowatym, jeśli się coś wypije. Pewnie, że młodych ludzi, którzy jeszcze nie maja wykształconej wątroby (która zaraz na studiach osiągnie apogeum swojego jestestwa) oraz charakteru, należy trzymać od alkoholu z daleka. Ale potem dorastają i nie mogą nadal być traktowani jak dzieci, bo zakazany owoc smakuje najlepiej.

Dzisiaj idę na urodziny i pewnie się napiję. Może nawet wypiję dwa, trzy, cztery piwa.

Ale wiem jedno – jutro zaczynam o 12 pracę i nie będę w tym czasie leżeć i umierać.
Czy to jest odpowiedzialne picie?
To jest odpowiedzialne życie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s