Słoikowa hi(p)steria

O hipsterach niczego już pisać nie trzeba, bo o ich wyglądzie i zwyczajach napisano już wszystko na poważnie i z zacięciem humorystycznym, a nawet tworzono o nich filmy jako przewodniki wizualne pozwalające poznać bliżej tę jakże niepoznawalną subkulturę. Kiedyś było zdecydowanie łatwiej, bo hippisi nie zmienili się nijak od momentu powstania i nawet ich ubrania wyglądają dokładnie tak samo na przestrzeni lat. Podobnie jest ze skinami czy grunge’owcami (chociaż teraz mają łatwiej, bo wielu projektantów postanowiło produkować fabrycznie dziurawe spodnie, a w latach 90. Wymagało to godzin spędzonych na artystycznym dziurawieniu ich i wyciąganiu odpowiedniej ilości nitek, by wyglądało to na efekt przypadkowy powstały po przechodzeniu przez płot; chociaż może bardziej na skutek pielgrzymki na Jasną Górę, bo jednak większość tych dziur pojawiała się w okolicach kolan).

Hipsterów opisuje się obszernie, a jednak opisać się ich do końca nijak nie da. A zresztą jeżeli jakieś wytyczne bycia hipsterem są spisane, to znaczy, że są już dawno nieaktualne(od wczoraj). Wszystko co nabiera znamion tradycyjnego, przestaje być natychmiast hipsterskie i szybko należy to zmienić  chociażby na coś absurdalnego czy właśnie przestarzałego, ale bardziej niż od tygodnia, żeby wyłaniając to z mroków przeszłości roku 19?? nabrało ponownie posmaku hipsterstwa. Nikt już sie w tym nie orientuje, nikt niczego nie rozumie, a najmniej pewnie hipsterzy, ale przecież nie o to chodzi, by rozumieć. Zrozumienie jest nawet czymś wykluczającym z hipsterstwa, bo hipsterzy to takie nowe EMO – nikt mnie nie rozumie, nikt nie podziela moich poglądów, a ja ze zbolałą duszą chodzę po świecie i szukam odmienności.

Aż trudno uwierzyć, że ktokolwiek próbuje hipsterów scharakteryzować  jako subkulturę, bo to jest raczej zbiór indywidualności, które jedynie przez przypadek siedzą w tym samym klubie w podobnych rurkach i kominach popijając sojową latte.

Ale nie będę tutaj analizować ich zwyczajów, bo pewnie teraz właśnie nie mają rurek tylko dzwony i zamiast kominów apaszki, a sojowe latte zamienili na czarną zalewaną wrzątkiem w szklance i zaraz jak to skończę pisać wszystko ponownie się zmieni. Mnie natomiast w tych różnych opisach i próbach przybliżania statystycznemu Polakowi rodzimych hipsterów wzruszył powracający motyw słoików.

Nie chodzi tu jednak o „Słoiki” jako nazwę napływowych mieszkańców Warszawy, chociaż przecież mogłoby chodzić, bo prawdopodobnie warszawski hipster to najczęściej „Słoik”. Miałoby to jakieś wyjaśnienie, ale nie mam czasu na odpowiednie badania i analizy socjologiczne, więc skoncentruje się jedynie na słoikach jako takich, czyli naczyniach szklanych z gwintem i zakrętką.

Przede wszystkim dowiedziałam się, że hipsterzy uwielbiają napoje, które podawane są w słoikach. W ogóle nie żartuję, chociaż jak się o tym dowiedziałam, to sama miałam wrażenie, że to dziwaczny żart, ale jak zaczęłam szukać w Internecie to mi sie objawiło bogactwem jakimś totalnym tego typu napojów.

sloik-party_ilogo_64982_400_0
I tutaj potwierdza się moja teoria co do  tego, że jak już nie da się dalej pójść i nie da się niczego nowego wymyślić, to należy cofnąć się odpowiednio w czasie i zwyczajach, aż znajdzie się w tych odmętach coś wyjątkowo głupiego i nieprzystawalnego do rzeczywistości i to na pewno będzie super-hipsterskie. Przecież każdy, kto ma więcej niż 25 lat doskonale wie, że najlepszą szklanką, kieliszkiem, kubkiem i kuflem w zamierzchłych czasach zwanych PRL-em były niejakie musztardówki. Nie były one niczym innym jak słoikami i jak sama nazwa wskazuje pierwotnie służyły do przechowywania musztardy (produkt bardzo popularny w tamtym okresie wraz z octem). Z uwagi na totalny deficyt szklanek w tym czasie, musztardówki było po wyjedzeniu musztardy dokładnie myte i gromadzone w celu wykorzystania do herbaty, kawy a nawet wódki. Gdybym mojej babci powiedziała, że była hipsterką, bo piła ze słoika zanim to było modne, to by mnie nie zrozumiała, a nawet jakbym jej wytłumaczyła, to pewnie popatrzyłaby na mnie jak na kosmitkę … albo hipsterkę.

057
Z tej perspektywy drugi motyw słoika w zwyczajach hipsterkich nie jest niczym dziwnym, ale podobnie jak pierwszy jest podróżą w przeszłość, bo hipster jest skłonny skusić się na wszystko, co jest przetworem w słoiku (a przynajmniej tak podają źródła internetowe). Nie wiem czy to znowu dobre skojarzenie z tymi warszawskimi „Słoikami”, które przecież z tego słyną, ale generalnie właśnie o to chodzi. Dżemy, konfitury, sałatki konserwowe i ogórki takież, jabłka przesmażane (dobre na szarlotkę, czy może w dzisiejszym języku „Apple pie”), grzybki marynowane i pikle (które już w moim dzieciństwie były hipsterskie, bo niewiele osób wiedziało, co to właściwie jest).
Pobrzękujące wspomnienia lata czy jesieni, kiedy natura obrodziła bogactwem i pozwoliła zgromadzic zapasy na zimę.

przetwory_sloiki_1174609
Absolutnie nie mają to być jakiekolwiek słoiki, tylko takie domowe albo przynajmniej domowe udające. Żeby sie każdemu hipsterowi wydawało, ze to jego własna babcia wykonała, zagotowała w garnku wyłożonym lnianą ściereczką wstawiając wieczkiem do dołu i wręczyła wnusiowi czy wnusi dla zachowania zdrowia i energii. Pewnie powinny mieć jeszcze przyklejone plastrami bezopatrunkowymi kartki wycięte z zeszytu z dokładnym opisem, co się w słoiku znajduje i kiedy przetwór został wykonany. To byłby już szczyt hipsterstwa i doskonały powrót do roku 1987… no maksymalnie 1995, bo chyba ostatni raz wtedy zajmowałam się produkcją dżemu wiśniowego drylując najpierw kilka kilogramów wiśni za pomocą ręcznej drylownicy.

Zastanawiam się skąd ten słoikowy sentyment? Ale pewnie zanim ktoś mi zdoła odpowiedzieć, to słoiki odejdą w zapomnienie i przetwory będzie się trzymać we własnoręcznie zgrzewanych torebkach foliowych, a drinki pić z kloszy albo doniczek.

Reklamy

3 thoughts on “Słoikowa hi(p)steria

  1. Bardzo malowniczo wyglądają te napoje w słoikach, ale to chyba jednak nie słoików zasługa, tylko zawartości.
    Na marginesie – „musztardówki” z czasów PRL-u wyglądały chyba trochę inaczej; może nie miały rowków do zakręcania dekla (był nakładany) albo może miały inny kształt -nie pamiętam dokładnie. Ale chyba nie wierzę, że Twoja babcia używała tego w domu, w domach jednak były szklanki – mimo wszystko.

    • A masz szkalnki/ słoiki po nutelli? KIedys była taka seria z postaciami z „Władcy pierścieni”. Mam u rodziców chyba 4 różne.
      Ja mam musztardówkę obecnie dawet ;) Po musztardzie słodkiej Develey :D

  2. Po Nutelli nie mam. Ale kiedys trafiłam serię musztardy w tak pięknych słoikach, że kupiłam hurtem chyba 8. Takiej ilości musztardy przetrawić nie zdołałby nikt, za to szklanki – naprawdę szklanki bez żadnych rowków- przetrwały jakiś czas, aż do wytłuczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s