Skandynawski bajkopisarz

W dzieciństwie przeczytałam wszystkie baśnie Hansa Christiana Andersena pełne okrucieństwa i koszmarów. Nikt inny nie dorównuje temu duńskiemu pisarzowi w opisywani horrorów, nawet bracia Grimm. Ja miałam intensywny weekend z tym bogactwem skrzywionej wyobraźni, której nie powstydziłby się sam markiz de Sade i chociaż nigdy już do tych baśni nie wróciłam, to zrobiły na mnie tak piorunujące wrażenie, że pamiętam to do dziś.

W dorosłym życiu znalazłam dla siebie innego bajkopisarza, który tworzy krwawe i okrutne historie, ale nie są one pozbawione baśniowej prawidłowości – dobro zawsze zwycięża, choćby przez większość czasu było tłamszone i ranione, a czytelnik ma wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Jednak tak samo jak od Andersena nie wymagamy, by wszystko było realistyczne i wierzymy w syreny śpiewające pod wodą, w samo tańczące pantofle i inne dziwi, tak samo od tego pisarza nie powinniśmy wymagać, by wszystkie postaci były realne i nawet podoba mi się to ,że wyposaża je w nadprzyrodzone moce. Przez to historia niby ogólnie dość realna zaczyna być baśnią, w której dobro jest dobrem, zło złem, a moralność związana jest z tym, co trzeba robić i co się robić powinno.

zdjeice

Wchodzę w jego wykreowany świat niczym w bajkę. Wciąga mnie to i nie pozwala się od kolejnych historii oderwać. Tak jak w dzieciństwie w jeden weekend przebrnęłam przez dwa tomy dzieł zebranych Andersena, tak w dorosłym życiu niemal z wypiekami na twarzy przeczytałam całą Trylogię Millenium Stiega Larssona.

Nie uznaje, że tylko dlatego, że autor posługuje się prawdziwymi miejscami, wydarzeniami i postaciami, należy traktować tę książkę z całą powagą i szukać tam dokumentu. Nie należy. Nie należy też patrzeć na nią jak na tradycyjny kryminał, bo jak za bardzo pogrzebiemy, to nam się trochę wszystko sypać zacznie. Jednak jeśli spojrzymy na  świat Larssona jak na wykreowaną krainę bajki, w której mogą się dziać rzeczy przedziwne i niewyobrażalne, niemożliwe staje się możliwe, a ludzie mogą być bohaterami nawet wbrew swej woli, to będzie nam przyjemniej.

girl-with-the-dragon-tattoo-characters
W życiu bowiem nic nie jest jednostronne i zagłębiamy się w meandrach wielowymiarowości zdarzeń, nie możemy niczego oceniać tylko z moralnego punktu widzenia, bo rozpatrujemy różne poziomy znaczeń. W bajkach nie ma na takie rzeczy miejsca. Trzeba wiedzieć, że wilk i czarownica są źli (nawet jeśli w dorosłym życiu nie do końca chcemy się na to zgodzić), bo inaczej cała historia nie ma sensu. Jeśli bowiem czarownica z chatki na kurzej nóżce nie jest zła, to całego zamieszania winne są te dwa dzieciary, które wtargnęły na teren prywatny należący do starszej kobiety i zaczęły jej obżerać chałupę. Kto normalny by się nie zdenerwował i nie miał morderczych zamiarów wobec wandali? A że może trochę przekroczyła warunki obrony koniecznej, to widocznie było działanie w afekcie …
Nie, w bajkach nie może być mowy o takiej adwokackiej gadce.

Zły jest zły do szpiku kości. Dzieci tak postrzegają świat i tego dostarczają im bajki.

Najlepszym przykładem na to jest pytanie mojej córki, które mi zadała w trakcie oglądania Terminatora III (tak oglądam z dzieckiem takie OKROPNE filmy tłumacząc jej różne rzeczy m.in. to, że Terminator nie zabija ludzi, bo wie, że życie ludzkie to wielka wartość). W każdym razie patrząc na Schwarzeneggera z Johnem Connorem (ach to plątanie nazwisk prawdziwych i filmowych) zapytała:
– Mamo, a oni są dobrzy czy źli?
Jakby to było takie proste i można było jednym słowem wszystko opisać. Ale dzieci tego potrzebują i wymagają, żeby właśnie tak opisywać im świat. Także te dorosłe dzieci, które nadal chciałyby wierzyć, że życie może być aż tak proste.

A jak już zidentyfikujemy tego złego i przelejemy na niego całą naszą złość, a może nawet nienawiść, to marzymy o ukaraniu go, dlatego z ulgą przyjmujemy zło, które w złego jest wymierzone. Nie jesteśmy przy tym sprawiedliwi, ale czy sprawiedliwie cieszymy się z egzekucji wykonanej na wilku z „czerwonego Kapturka” czy w „7 koźlątkach”, skoro wcześniej robił tylko to, co jest zgodne z jego wilczą naturą? My po prostu z dziką satysfakcją karzemy złego rękoma bohaterów bajki.

music_box_girl_dragon_tattoo

U Larssona takich złych nie brakuje. Zły jest Nils Bjurman, który gwałci w okrutny sposób swoją podopieczną, a ona nie może w żaden sposób mu się odpłacić. Przynajmniej w świetle prawa jest bezbronna. Chociaż czytelnik książki wie, że skoro Lisbeth nie chroni prawo, to ona nauczyła się chronić poza prawem.
Zły jest Martin Vanger, bo jest typowym mężczyzną, który nienawidzi kobiet. A chociaż ten z pozoru miły człowiek wydaje się zupełnie normalnym, prawym obywatelem, to my poznajemy jego najciemniejsze oblicze i wiemy już, że jest on zły. Żadna kara dla niego w świetle tej wiedzy nie jest wystarczająca, a już fakt, że ginie w wybuchu samochodu wydaje sie ponurym żartem. Ale może dzieje się tak dlatego, żeby nie multiplikować zła. Zwłaszcza tego w nas samych.

Na drugim biegunie są oczywiście postaci dobre, które jako takie są postrzegane niezależnie od swoich czynów. Córka młynarza z bajki „Rumpelstilskin” była głupia jak but i do tego była jakąś koszmarną mitomanką. Trzeba być idiotką, żeby opowiadać brednie o tym, że potrafi się wyplatać złoto ze słomy. A jednak w ostatecznym rozrachunku to ona jest postacią pozytywną, a ten biedny karzełek, który pomógł jej to złoto wypleść, a potem nie mógł sie doczekać obiecanej zapłaty, wydaje się być zły. Oczekiwał bowiem dziecka jako daru. Ale przecież pannica wiedziała, że taka współpraca nie może być darmowa. Ale tak to już jest z dobrymi postaciami będącymi w opozycji do złych, że wiele im się wybacza, a już głupotę w szczególności. Mogą sobie być głupie, ale nigdy nie są złe. Nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku mszczą się na swoich prześladowcach niewiele im w okrucieństwie ustępując Doskonałym przykładem jest zemsta Salander na Bjurmanie, a jednak wszyscy zacierają ręce, że zrobiła to, co zrobiła. Tylko w bajkach akty zemsty rodem z kodeksu Hammurabiego nie wywołują głębszej refleksji i przyjmowane są jako coś naturalnego.

original (1)
Mikaelowi Blomkvistowi wybaczamy wszelkie przejawy lekkomyślności (nierzetelny dziennikarz, który dał się podpuścić podstawionemu informatorowi już na początku opowieści i naraził w ten sposób nie tylko swoją karierę, ale też całe wydawnictwo, w którym pracował). Także wtedy, gdy doprowadzają one do bezpośredniego zagrożenia jego życia, jak wpakowanie się do domu Martina Vangera w chwili, w której już wiadomo było, że to nie jest miły i sympatyczny człowiek.
Na szczęście wtedy pojawiła się Salander o nadprzyrodzonych mocach, która niczym Gerda z andersenowskiej „Królowej śniegu” ratuje swego przyjaciela.  Tamta mała dziewczynka przemierzała wieczne śniegi na reniferze, by pocałunkiem ocalić Kaya. Ta mała dziewczynka (bo w sumie ja inaczej na nią patrzeć) przyjeżdża na motorze i ocalenia dokonuje  kijem golfowym. Ale przecież liczy się efekt.

A ona oprócz dobrych ciosów ma też niebywała inteligencję i umiejętności hakerskie, którymi obdzieliłaby kilku mózgowców. Ponadto jej kontakty, które wyrobiła sobie jako wiecznie wyjęta spod prawa, są imponujące. Drobna, chuda i jakby trochę niedorozwinięta, okazuje się nadczłowiekiem i gdyby nie ona, to żadna zagadka nie byłaby rozwiązana i żaden przestępca, od których roi się w całej Trylogii Millenium nie byłby ukarany. Taka postać zawsze jest potrzebna. Ogarnięta nad wiek Gerda czy rezolutna Małgosia z „Jasia i Małgosi”nie były realistyczne, ale porywające. O taką właśnie bohaterkę w bajce chodzi (dużo bardziej do mnie trafiają niż wylegujące się w oczekiwaniu na księcia Śnieżka i Śpiąca Królewna). Lisbeth Salaner wydaje się ponadto nieśmiertelna. Im dalej się czyta, tym bardziej człowiek zdaje sobie sprawę, że ile by jej ciosów nie zadać, jak by jej nie skrzywdzić, postrzelić, skatować, ona i tak przetrwa. Podniesie się niczym feniks z popiołów i dalej będzie wymierzać sprawiedliwość w sobie tylko znany sposób.

lisbeth-salander-rooney-mara-noomi-rapace-mohawks-back-to-back1
Do mnie te bajki Larssona przemawiają. Nie analizuje ich, tylko wchodzę w ich świat, pozwalam się wciągnąć w intrygę i zawiłości fabuły. I podoba mi się to, co czytam. Dobro wygrywa ze złem, zemsta jest słodka, a pozytywni bohaterowie triumfują. A że mało jest w tym realizmu i może także sensu? A kto szukałby sensu w bajkach? Nie po to się je pisze i czyta.

Advertisements

One thought on “Skandynawski bajkopisarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s