Jezus też miał dwóch ojców

Jest wiele tematów, które do mnie powracają wraz z kolejnymi dyskusjami i postaciami interlokutorów (uwielbiam to słowo). Za każdym razem, gdy mówię to samo po raz piąty czy ósmy, zastanawiam się, czy nie lepiej napisać raz wszystko w tekście na blogu i mieć z głowy. Można wtedy w dyskusji internetowej podlinkować, a w dyskusji prowadzonej w cztery oczy też można do tego odesłać. Chyba takim tematem jest to, ilu ojców miał Jezus, jakie znaczenie w jego wychowaniu miał Józef, kto jest, a kto nie jest ojcem i inne zawiłości świętej rodziny, które obdzieliłyby niejeden scenariusz serialowy.

Postaram się jakoś szczególnie złośliwie nie obrażać osób szczerze wierzących w dogmaty, jak również we wszelkie nauki kościelne. Jednak oczekuję z drugiej strony niezaprzeczaniu prawom biologii i logiki, na które się będę powoływać. Oraz o szczere spojrzenie na rzeczywistość, w której tej jak i innym religiom przyszło funkcjonować.
Jednak jeśli ktoś jest wyjątkowo na punkcie swojej wiary i religii przewrażliwiony i nie jest gotowy spojrzeć na to wszystko z lekkim dystansem – nie powinien czytać dalej. Ani ja nie mam ochoty na doprowadzenie go do skraju rozpaczy, ani ten ktoś na pewno nie chciałby być na ten skraj zawiedziony. Przeto uprasza się o zastanowienie przed dalszą lekturą.

Punktem wyjścia jest hasło, które pojawiło się na Marszu Równości w Łodzi i wywołało po raz kolejny (bo pojawiło się nie po raz pierwszy oczywiście) oburzenie i dyskusję.

JEZUS TEŻ MIAŁ DWÓCH OJCÓW

10301223_660977330623751_7126529858908602446_n

Temu nie da się w żaden sposób zaprzeczyć. Nie jest to zdanie nieprawdziwe, chociaż dalsze jego interpretacje zależą od intencji interpretującego. W tym konkretnym wypadku oczywiście wykorzystano to hasło nie tylko jako poparcie związków partnerskich czy małżeństw jednopłciowych, ale też adopcji dzieci przez nie.
Czy jest to nadużycie?
Jeśli już, to interpretacyjne, bo samo w sobie zdanie fałszywe nie jest. Pewnie, że Jezus nie był wychowywany przez dwóch mężczyzn, bo matkę Jezus miał. Ale i ojcowie dwaj byli i teraz odbywają się spory między mną i tymi bardziej w Piśmie uczonymi, czy można Józefa ojcem nazywać. Ja uważam, że jak najbardziej można. Oni – że niekoniecznie.

Bóg Ojciec jest (jak sama nazwa wskazuje) ojcem Boga Syna. Jest on ojcem biologicznym w potocznym rozumieniu tego faktu. Nie będę się teraz zagłębiać w zapłodnienie przez natchnienie duchem, bo to zbyt skomplikowana sprawa i bardzo blisko od niej do In vitro, a to już zupełnie inny temat. Biblijnym faktem natomiast jest, ze od tegoż Boga Ojca pochodzi dar życia jezusowego, który zalęgł się w macicy Marii. Jednak rola ojcowska Boga na tym etapie jakoś tak się zakończyła.

Z tej perspektywy Bóg Ojciec powinien być patronem wszystkich ojców biologicznych porzucających swoje dzieci tuż po zapłodnieniu, zostawiających matki i pozwalających by inny mężczyzna wychowywał ich dziecko. Ja wiem, że on miał ważne powody, bo boski tron sam sienie wysiedzi i cały świat sam się nie doglądnie, a pilnowanie, żeby wszyscy ludzie nie grzeszyli oraz skrupulatne odnotowywanie tych, którzy jednak grzeszą, to dość czasochłonne zajęcie. Ale ci wszyscy ojcowie zawsze mają ważne powody, więc wszystko sie zgadza.

A wtedy do gry wszedł Józef. Bardzo poczciwy mężczyzna, który nie dość, że zgodził się przygarnąć ciężarną i uznać, że spokojnie może być jego żoną i urodzić to dziecko niejako jako jego własne, to jeszcze potem je wychowywał. Usynowił tego Jezusa i uczył go nawet zawodu na wypadek, gdyby ten biologiczny tata, który obiecał, ze jak syn urośnie to się z nim fuchą podzieli, jednak się rozmyślił. Józef był przewidujący i odpowiedzialny.
Nie zgadzam się, żeby nie nazywać go ojcem Jezusa tylko dlatego, że go nie spłodził. To jakby nie nazywać rodzicami tych, którzy dziecko adoptują i wychowują, poświęcają mu czas, energię i dając uczucia, bo przecież spłodzili je inni. To jakieś zaburzenie definicji rodzica, w tym wypadku ojca. W takim wypadku można by uznać, że prawdziwym ojcem dziecka jest chociażby gwałciciel, który w trakcie tego czynu zapłodnił kobietę, a na przykład jej mąż, który został z nią, gdy heroicznie postanowiła to dziecko urodzić, a potem je wychowywał tym ojcem nijak nie jest. Jakby ten jeden plemnik wystrzelony w spermie był ważniejszy niż setki nieprzespanych nocy, przygotowanych posiłków, wytartych nosów …

Jeśli miałabym uznać, że Jezus nie miał dwóch ojców, a miał tylko jednego, to byłby nim Józef. Naprawdę dzielny gość, który trafił się Marii jak ślepej kurze ziarno. Mężczyzna idealny, mąż doskonały i ojciec kochający. Bóg może i z perspektywy ogółu ludzi wierzących jest ważniejszy, ale dla rocznego Jezuska przewracającego się na podwórku i wyjącego z obdartym kolanem, chyba jednak ważniejszy był Józef, który go wtedy podnosił, przytulał i opatrywał.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s