Partycypacja – droga przez mękę

Byłam kiedyś na spotkaniu  wokół książki „Koszmar partycypacji” Marcusa Miessena . Tytuł totalnie zniechęcający i nawet trochę kontrowersyjny, bo przecież tak być nie może. Demokracja nasza codzienna jest błogosławieństwem a nie przekleństwem i wszyscy powinniśmy się cieszyć z tego, że na coraz więcej spraw mamy jakiś wpływ. W Łodzi Budżet Obywatelski, w którym to ludzie mogli zadecydować na co wydać 0,5% budżetu miasta, odniósł sukces. Ludzie rzucili się na te możliwość. Tak było w tamtym roku, bo w tym roku dostaliśmy jako mieszkańcy juz dwa razy tyle i możemy rozdysponować 1% całego budżetu miasta. Z jednej strony 1% brzmi mizernie, z drugiej jest to 40 mln złotych.

Ale tym razem zaproponowano coś więcej i właśnie na tym chce się skupić, bo przez ostatni dwa dni bardzo intensywnie dotyczył mnie problem partycypacji. I słowo „problem” użyte jest tutaj przeze mnie bardzo świadomie. Czytaj dalej

Bezdomny to też człowiek

Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale alkoholik to też człowiek. Może trudno niektórym uwierzyć, ale narkoman to też człowiek. Może trudno niektórym w to uwierzyć, ale bezdomny to też człowiek.

Możemy nie rozumieć jego wyborów, jego decyzji i poczynań, ale nie wiemy jakie były koleje jego losu, jak bardzo życie go złamało, ze się nie podniósł. Co z tego, że ja bym się nie zapiła, gdy świat zwalił mi się na głowę? Może nie zwalił mi się tam bardzo, jak jemu, może jakiś jeden czynnik był zmienny – rodzina, praca, warunki mieszkaniowe, predyspozycje genetyczne – i ja po zawaleniu świata wyszłam na prostą, a on już nie. Ciężkie życie nie wszystko tłumaczy i wiem, że niektórzy upadają nie z uwagi na nierówną drogą, ale przez własna nieuwagę. Ale to nie sprawia jeszcze, że tych, którzy upadną, bo sie potknęli o przeszkodę i tych, którzy upadli, bo nie byli wystarczająco uważni, żeby nie upaść, inaczej boli. Czytaj dalej

Kto może wiedzieć, co w pierogu może siedzieć?

Musiałam w środku dnia zjeść coś w mieście. Wybrałam się do lokalu, którego nazwa sugeruje, że są takie tylko cztery. Nie wiadomo natomiast, czy w mieście, kraju czy w skali całego świata. Nie ma to zresztą znaczenia, bo przecież tak naprawdę jest ich więcej i nawet nie wiem ile, ale nie ma to znaczenia.

Zaczęło się całkiem przyjemnie, ludzie siedzieli głównie na zewnątrz, bo przecież jest piękna pogoda, ale ja wybrałam klimatyzowane albo przynajmniej wentylowane wnętrze – grunt, że było tam chłodniej niż na skwarze pod parasolami. Po kilku minutach pojawiła się kelnerka z pytaniem:

– Może chciałaby pani kartę? Czytaj dalej

Food Truck – powrót do przeszłości

W Łodzi pojawił się Food Truck. Cóż to takiego?- ktoś mógłby zapytać. I dowiedziałby się, że to cud nad cudami, sprawa nowatorska bardzo i importowana z zachodu, głównie z USA (ach ten mit Wujka Sama, co to trwa w narodzie nieprzerwanie i wiadomo, że jak coś Made In USA to lepiej pachnie i lepiej smakuje i w ogóle jest Najlepsze, Największe … ) Jest to samochód, który nie jest takim sobie zwykłym samochodem, ale w jego wnętrzu mieści się kraina niezwykła zwana potocznie kuchnią i dzięki niej z tegoż samochodu jedzenie wygłodniałym przechodniom można sprzedawać. Czytaj dalej

Noc Muzeów

Nie do końca przemawia do mnie idea Nocy Muzeów. Nie chodzi o to, że tego nie popieram, ale nie rozumiem. Co roku oglądam te niekończące sie kolejki do wejścia do chociażby MS2 w Łodzi, te tłumy przelewające się przez różne sale wystawowe i galerie. Nie wiem do końca jaki ma to sens, bo nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek był w stanie tam cokolwiek obaczyć, a już na pewno nie czegoś doświadczyć. Mnie nawet na wernisażach bardzo często wydaje się, że to nie jest właściwy sposób obcowania ze sztuką. A przynajmniej nie jest to sposób właściwy dla mnie. Nie ma dystansu, spokoju, wyciszenia i możliwości kontemplacji. Szczególnie w przypadku wystaw audiowizualnych czy z elementami filmowymi jest to da mnie nie do przeskoczenia.  Noc Muzeów to jeden wielki wernisaż, na którym ludzie przeciskają się, przemieszczają i właściwie mam wrażenie, ze chodzi tylko o zaliczenie jak największej ilości miejsc. A przyglądając się kolejkom dochodzę jeszcze do wniosku, że to nie jest pęd do sztuki, ale nade wszystko sentyment za dawnymi czasami kolejek. Czytaj dalej

Po co nam kultura?

Kultura i sztuka są nieodłącznymi elementami mojego życia. Bardzo ważnymi elementami i ciągle staram się podnieść ich znaczenie w społeczeństwie, bo ludzie zapominają, że to są rzeczy ważne i świadczące o tożsamości danego narodu, danej wspólnoty. Przestają cenić kulturę polską i polską literaturę w macdonaldyzowanym świecie. Większą wartość ma dla nich uniwersalny film akcji, które wszędzie budzi takie same, płytkie emocje, niż film polski, głęboko zakorzeniony w kulturze. Jako przykład tego, że nie warto chodzić na polskie filmy, podają te, które zostały stworzone na zasadzie kalki z zachodnim (jak „Kac Wawa”), ale nic więcej z polskiego repertuaru kinowego nie widzieli przez przynajmniej 5 lat. W tej perspektywie jestem dziwadłem, bo oglądam, jak tylko mogę. W dodatku czytam i ciągle zastanawiam się, za ilu statystycznych Polaków limit czytelniczy wyrabiam. W mojej torbie zawsze jest książka, bo w drodze do domu musze czytać. Inaczej mam poczucie marnowania czasu w tramwaju czy autobusie. Czytaj dalej

Eurowizja to konkurs piosenki

Gdy byłam mała oglądałam każdy festiwal Eurowizji z wypiekami na twarzy. To był inny świat, muzyka z różnych państw, wszystkie języki, wszystkie style. Wiele minut przygody muzycznej. Pamiętam pierwszą Eurowizję, na której wystąpiła polska przedstawicielka – Edyta Górniak. Ten występ naprawdę elektryzował i nie pozwalał odejść od telewizora. A potem wszystko zaczęło się zmieniać. Na tym konkursie piosenki, święcie muzycznym, coraz mniejsze znaczenie miała muzyka. Zmieniono też regulamin i każdy mógł śpiewać po angielsku, przez co cała idea piosenek z różnych państw Europy przestała mieć sens, bo wszystko zaczęło brzmieć tak samo (ja rozumiem, że przedstawiciele Niemiec czy Austrii mogli się ucieszyć, nie mówiąc o Szwecji i Danii, która posiada język niewypowiadany, ale jakże charakterystyczny). Przestałam oglądać ten konkurs, stał się dla mnie jedna z wielu takich samych imprez, które mnie nie interesują i nie porywają. A polskie próby osiągnięcia czegoś zasmucały mnie coraz bardziej i nie było juz żadnego powodu, żeby zasiadać przed telewizorem. Czytaj dalej