Po co nam kultura?

Kultura i sztuka są nieodłącznymi elementami mojego życia. Bardzo ważnymi elementami i ciągle staram się podnieść ich znaczenie w społeczeństwie, bo ludzie zapominają, że to są rzeczy ważne i świadczące o tożsamości danego narodu, danej wspólnoty. Przestają cenić kulturę polską i polską literaturę w macdonaldyzowanym świecie. Większą wartość ma dla nich uniwersalny film akcji, które wszędzie budzi takie same, płytkie emocje, niż film polski, głęboko zakorzeniony w kulturze. Jako przykład tego, że nie warto chodzić na polskie filmy, podają te, które zostały stworzone na zasadzie kalki z zachodnim (jak „Kac Wawa”), ale nic więcej z polskiego repertuaru kinowego nie widzieli przez przynajmniej 5 lat. W tej perspektywie jestem dziwadłem, bo oglądam, jak tylko mogę. W dodatku czytam i ciągle zastanawiam się, za ilu statystycznych Polaków limit czytelniczy wyrabiam. W mojej torbie zawsze jest książka, bo w drodze do domu musze czytać. Inaczej mam poczucie marnowania czasu w tramwaju czy autobusie.

Ostatnio zastanowiło mnie to, jak często sztuka jest wypierana przez rozrywkę i jak wszyscy się na to godzimy i z tego cieszymy. Pierwszym punktem na drodze ku tej refleksji był fakt, że popularnoąć wpisu dotyczącego Eurowizji na moim blogu przekroczyła popularność każdego z wpisów związanych z Festiwalem Szkół Teatralnych. Nagle objawienie i wszyscy chcą czytać o mężczyźnie w sukience vel kobiecie z brodą, a o spektaklach dyplomowych studentów aktorstwa juz niekoniecznie. Ja nawet rozumiem, że ta Eurowizja dotyczy nas wszystkich, że to temat narodowy i każda stacja telewizyjna się rozwodzi nad tym zagadnieniem,  a FST otrzymał jakieś 10 sekund w  „Teleexpresie” i po sprawie, jak ktoś dobrze się nie przypatrzył, to nawet się nie zorientował, że taka informacja tam była. No ale też o to mi chodzi, że ruguje się kulturę ze wszelkich obszarów społecznych a w jej miejsce wstawia papkę niewymagającą żadnego zaangażowania intelektualnego. Proces ogłupiania społeczeństwa trwa.

logo-programu-kulturalnego-towarzyszącego-polskiej-prezydencji

Ja jestem wychowana na kulturze. Chodziłam z mamą do teatru,  tatą do kina, potem przewinęłam się przez szkoły artystyczne i zajęcia kulturalne. Chłonęłam to wszystko. Oczywiście na co dzień nie mieszkałam w teatrze, więc musiało mi starczać to, co dawała mi w tym zakresie telewizja. A dawała mi sporo. Każdy poniedziałek to był teatr telewizji z wielkimi dziełami uznanych dramaturgów. Trudno jest mi nawet stwierdzić. ile wspaniałych dzieł tam obejrzałam. Ale były też teatry niedzielne – nowoczesne, a nawet nowatorskie, adaptacje sztuk młodych twórców, bez typowej scenografii, a grane chociażby w parkach czy sklepach.

Teatr telewizji był łatwym dostępem do teatru w ogóle. Nie trzeba było specjalnej wyprawy, ubrania i całego tego zamieszania, wystarczyło w poniedziałek zasiąść przed telewizorem i miało się na ekranie w swoim własnym domu najciekawsze sztuki świata w doborowej obsadzie aktorskiej. Kawałek sztuki na wyłączność.
Pójście fizycznie do teatru wymaga więcej wysiłku. Ja go podejmę, ale dlatego, że wychowałam się na kulturze. I inni wychowani na kulturze także go podejmą. Oczywiście o ile będzie ich na to stać. Bo trudno wymagać od kogoś, kto zarabia 1200 zł, żeby zainwestował w każdym miesiącu 100-200 zł w kulturę a nie w jedzenie. Niestety bez spektaklu w teatrze można przeżyć (chociaż wartość tego życia według mnie jest mniejsza), a bez obiadu trudniej. Jednak obcinając ludziom dochody dochodzimy do punktu, w którym stać ich jedynie na spożywanie i wydalanie, a wszystkie wyższe potrzeby są upychane na dno szuflady zwanej człowieczeństwo.
Tym bardziej trudno oczekiwać, że ktoś, kto przez 15 lat swojego życia nigdy nie był w teatrze, a potem został wygnany ze szkołą na adaptację jakiejś lektury, że się zachwyci. Jeśli nie będzie to spektakl brawurowy, odkrywczy, porywający i z doskonałą obsadą, to raczej marne szanse, że ten ktoś do teatru wróci.

kultura

Zapomnieliśmy o tym, że tak jak wszystkiego, tak samo kultury trzeba uczyć. Nie tylko kultury osobistej (chociaż z tym też nie jest najlepiej, bo coraz częściej zwykłe „Dzień dobry” czy „Dziękuję” kosztuje nas zbyt wiele). Trzeba uczyć czytania. Nie składania poszczególnych liter w wyrazy, ale wygrzebywania z tych wyrazów sensu. Nie dokopywanie się do budzącego zgrozę „Co autor miał na myśli?”, ale na zastanowieniu się, w jaki sposób dzisiaj można te myśli w tekście zawarte odczytywać. Samodzielna interpretacja dzieł literackich to coś, co nie istnieje. I skoro już na tym etapie edukacja nie daje rady, to jak oczekiwać, że młodych ludzi nauczy się teatru i kina? Ilu nauczycieli stać na to (fizycznie, psychicznie, mentalnie i finansowo), żeby uczniów zabrać do teatru nie na coś, co jest w kanonie lektur, ale na coś więcej? Pokazać im czym jest teatr klasyczny, teatr współczesny, teatr offowy … Nauczyć ich patrzeć i oglądać, nauczyć ich rozumieć i doceniać. Tego trzeba nauczyć, bo bez tego nikt sam z siebie wiedzieć tego nie będzie.
Rodzice zrzucają odpowiedzialność za edukację kulturalną na szkołę. Szkoła zrzuca tę odpowiedzialność na rodziców. Młodzi ludzie niczego na nikogo nie zrzucają, bo nie wiedzą, że poza tabliczką mnożenia wkutą na pamięć i zapamiętanymi programami epok literackich jest coś więcej, co tracą, gdy do tego nie dotrą.

W rezultacie coraz mniejsza ilość osób ma poczucie, że kultura i sztuka im sie nalezą, że są wartością, bez której ich życie jest uboższe. I na nich nie robi wrażenia kolejne zamykane kino i brak etatów w teatrach. Nie byli w teatrze od szkoły średniej, gdy to byli w nim pierwszy i ostatni raz, więc po co im teatr? Zamiast do kina chodzą do multipleksów, żeby najeść się popcornu i opić napojów gazowanych rozdymających brzuchy. A film jest marnym dodatkiem, serią obrazków przewijających się przez ekran i umilających konsumpcję. Taka projekcja do kotleta.

KSL_logo_CMYK_v8

A do zamkniętych kin, których budynki są bolesnym wspomnieniem minionych atrakcji (mam takie jedno, które mijam regularnie i pamiętam czasy, gdy w niedzielę chodziłam tam na poranki z bajkami, a teraz straszy pustką i brakiem życia), do teatrów, w których coraz mniej przedstawień, a te, które są przerażają cenami (czemu jakoś się nie dziwię szczególnie, bo aktor też potrzebuje zarobić) dołączają puste muzea i galerie. Nie dlatego, że nic tam na ścianach nie wisi i na postumentach nie stoi. Dlatego, że nie ma już ludzi, którzy chcieliby to zobaczyć, którzy rozumieliby sztukę albo chociaż chcieli ją zrozumieć, jej doświadczyć, jej „dotknąć”.

Nie będzie apelu, nie  będę nawoływać, żeby chodzić do galerii (to nie jest drogie, bo bilety są  po złotówce, a poza tym w każdej galerii i każdym muzeum można iść na dzień darmowy albo na wernisaż – darmowy zawsze) Tym bardziej, że dzisiaj pójście do galerii oznacza wybranie się na zakupy do centrum handlowego. Nie będę namawiać, żeby chodzić do teatru, bo tam jest prawdziwa magia. W kinie jest nagranie, montaż, efekty i wszystkie te dodatki. W teatrze jest tylko aktor i albo on nam to wszystko zagra albo nie. Ale jak zagra, to ciarki będą biegać po kręgosłupie w obie strony. Ale jeśli ktoś do kultury i sztuki nie jest przekonany, nie jest nią zainteresowany, nie chce jej w swoim życiu, to co ja mogę?
Mogę tylko powiedzieć jedno: Jeśli chcemy wiedzieć, co najpełniej odróżnia nas od zwierząt, czym społeczność ludzka różni się od zwierzęcej grupy, to musimy dojść do wniosku, że jest to kultura. Jeśli całkiem ją ze swojego życia wyrugujemy…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s