Bezdomny to też człowiek

Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale alkoholik to też człowiek. Może trudno niektórym uwierzyć, ale narkoman to też człowiek. Może trudno niektórym w to uwierzyć, ale bezdomny to też człowiek.

Możemy nie rozumieć jego wyborów, jego decyzji i poczynań, ale nie wiemy jakie były koleje jego losu, jak bardzo życie go złamało, ze się nie podniósł. Co z tego, że ja bym się nie zapiła, gdy świat zwalił mi się na głowę? Może nie zwalił mi się tam bardzo, jak jemu, może jakiś jeden czynnik był zmienny – rodzina, praca, warunki mieszkaniowe, predyspozycje genetyczne – i ja po zawaleniu świata wyszłam na prostą, a on już nie. Ciężkie życie nie wszystko tłumaczy i wiem, że niektórzy upadają nie z uwagi na nierówną drogą, ale przez własna nieuwagę. Ale to nie sprawia jeszcze, że tych, którzy upadną, bo sie potknęli o przeszkodę i tych, którzy upadli, bo nie byli wystarczająco uważni, żeby nie upaść, inaczej boli.

A my lubimy o tym nie pamiętać. Tak jesteśmy uczeni – każdy swoim sterem, żeglarzem, okrętem. Ale każdemu podwinie się czasem noga i niech mi nikt nie mówi, że wtedy poradzi sobie sam. W takich momentach najbardziej docenia się to, że ma się wokół siebie rodzinę, przyjaciół czy zwyczajnie życzliwych ludzi, którzy pomogą, chociaż w tym najgorszym momencie podadzą rękę. To jak z wpadnięciem w bagno – z brudu potem oczyścimy się sami, ale bez ręki, która nas z bagna wyciągnie, nie będziemy mieli jak się z czegokolwiek oczyszczać. I fakt, że nam się nigdy w życiu noga nie podwinęła, też o niczym nie świadczy. Jeden ma w życiu szczęście a drugi nie. I niech mi nikt nie mówi, że można sobie wszystko samemu wypracować i że jest sprawiedliwość. Nie ma, bo jak bym była pracowita, inteligentna i pomysłowa (nie mówię już, że przedsiębiorcza, bo zaczynam mieć alergię na to słowo), to nijak nie dogonię Paris Hilton, która nie musi być ani mądra, ani pracowita, bo wszystko dostała na srebrnej tacy. Chociaż biorąc pod uwagę stan posiadania jej rodziny, to mogła i na złotej tacy dostać.

Nie mam najlepiej. Ale nie mam też najgorzej. Zawsze jak ktoś mi mówi, że mogłoby być gorzej, to wiem, że na szczęście tych gorzej jest w moim życiu więcej niż tych lepiej, ale jednak nade mną coś tam jest. Co? Spokój o jutro i jego pewność. Własne mieszkanie i praca pozwalająca je utrzymać. Taki komfort życia. No ale jestem zdrowa i pracowita, to mama szansę gdzieś tam jeszcze to osiągnąć. Chociaż po drodze upadałam wielokrotnie i nie raz pewnie jeszcze upadnę, nie raz ktoś mnie upokorzy, nie raz ktoś spróbuje mi udowodnić, że nic nie jestem warta. Nie załamię się. Już nie. Ale nie dlatego, że jestem sama z siebie taka mądra i zaradna, tylko dlatego, że spotkałam parę osób w życiu, które we mnie wierzą, które mi pomogą i które mnie przytulą (ścisną?), gdy się zacznę rozpadać.

10390324_688262567899835_2251103559421707361_n A co gdyby ich nie było?

Trudno mi jest to sobie wyobrazić, ale mogę zakładać, że byłoby gorzej. Tym bardziej, że mam dziecko i w tych warunkach wiele rzeczy bez pomocy innych jest poza moim zasięgiem. Jakich to niewyobrażalnych luksusów nie zaznam, jeśli ktoś mi nie pomoże? Nie będę mogła pracować, bo pracuję do 17-20, a przedszkole tego nie uwzględnia. Jest też kwestia tego, że mam gdzie mieszkać tylko dlatego, że mieszkam z babcią, bo jakoś  zakup mieszkania za 200 tysięcy jest poza zasięgiem samotnej matki pracującej na umowie zleceniu.
Gdyby nie to wszystko, co jest w moim życiu w kategorii „lepiej”, pewnie trafiłabym do domu samotnej matki albo w ogóle na ulice i byłabym takim samym człowiekiem jak ci, z których teraz tak wielu się wyśmiewa. Jakieś to musi być uwznioślające zrobić zdjęciem pijanym i/lub bezdomnym i podzielenie sie tym jako zabawnym obrazkiem z miasta. Jakieś to musi być kreatywne i podkreślające wartość osobistą, gdy zrobi się z tego mem i rozpowszechni w Internecie. Człowiek, który się czymś takim zajmuje, musi być z siebie niewiarygodnie dumny. Widocznie nie ma w życiu prawdziwych zajęć, że organizuje sobie taka tanią rozrywkę.

Czy nigdy nie zrobiłam zdjęcia bezdomnym? Zrobiłam i jest ono na tym blogu, ale było ono moją formą refleksji nad tym, jak łatwo się o nich zapomina, jak piękne i okrągłe zdania wypowiadane tuż obok nich nijak ich tak naprawdę nie dotyczą. Politycy robią sobie swoją politykę dla swoich ludzi, a ci obywatele siedzący obok są zupełnie pomijani. I chwila ,w której zrobiłam zdjęcie była doskonałą ilustracją tego stanu rzeczy.

Martwi mnie to, że pozbawiając tych ludzi człowieczeństwa, pozbawiamy go siebie samych. Nie dlatego ,że jeśli znajdziemy Siena ich miejscu, to inni będą patrzeć na nas tak, jak my teraz patrzymy na „żulerie”, „patologię”, „margines” (już same te nazwy są wyrazem odczłowieczenia), ale dlatego, że jesteśmy ludźmi takimi samymi jak oni. Tylko z innym bagażem doświadczeń. Brak szacunku jest tak wszechobecny, że najpierw nie szanujemy pijanego na ławce w parku, potem nie szanujemy baby z warzywniaka, potem podwładnego w pracy, a na końcu to już sami siebie nie szanujemy patrząc co rano w lustro.  I to sztuczne wywyższanie się pozwala nam przetrwać kolejny dzień, w którym czujemy, że przecież tak naprawdę nie jesteśmy na szczycie tej drabiny, ale jak zgnębimy kogoś chociaż o szczebel niżej, to sie poczujemy lepiej. Do chwili aż nas samych zgnębi ktoś, kto stoi o szczebel wyżej.

(Jest taka piosenka, która doskonale o tym mówi i chociaż nie lubię jakoś tego zespołu, to ten utwór i teledysk bardzo do mnie trafiają )

I zawsze jak pojawia się temat bezdomnych i tego ich odczłowieczania tylko dlatego, że nikt się o nich nie upomni (naprawdę nikt?), przypomina mi się film, który bardzo dobitnie pokazał to, do czego takie działanie prowadzi – „Krytyczna terapia” . Karetki zbierające bezdomnych z ulicy, bo potrzebne jest mięso laboratoryjne z ludzkim DNA. Nie trzeba przywoływać Hitlera i jego manewrów odczłowieczających, można odwołać się do tego, co każdego nas dotyczy bliżej – badania medyczne. Szczury, myszy, małpy – nie są jednak ludźmi i nie wszystko można na nich przetestować. A jakby tak testować na ludziach? I to nie na opłacanych ochotnikach (co też samo w sobie jest bardzo wątpliwe  czy nawet naganne moralnie), ale na bezdomnych, zebranych z ulicy, wsadzonych do sali szpitalnej i ciętych i nakłuwanych w imię wyższej konieczności. Czy wycięcie komuś nerki bez jego zgody i przeszczepienie jej nam jest w porządku, skoro my jej potrzebujemy, a ten ktoś jest bezdomny i bez rodziny? Czy testowanie na kimś terapii, która może ocalić wiele istnień, jest akceptowalne jeśli to ktoś, kto nie ma rodziny? Jak bardzo jesteśmy w stanie usprawiedliwić takie działania?

Bez tytułu

Bardzo. Jeśli tylko tego drugiego człowieka odczłowieczymy, obedrzemy z szacunku, wyśmiejemy i sprowadzimy do roli przedmiotu. Wtedy nie będzie już żadnej granicy do przekroczenia.
I kiedy podwinie sie nasza noga, odwrócą się znajomi i przyjaciele i na tej ulicy będziemy my. A każdy sygnał karetki lub radiowozu będzie oznaczał koniec.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s