Koszenie konkurencji

Msza ma wiele wspólnego z teatrem. Wiem to nie od dziś i zawsze mnie to fascynowało, i czyniłam porównania wszelakie. Nie były one bezpodstawne, bo powiązań między mszą a spektaklem uczyłam się w szkole na historii muzyki. Takie chociażby misterium paschalne jest niczym innym jak dramatem religijnym i przede wszystkim o spektakl, a nie o duchowość nich chodzi. Czytaj dalej

Reklamy

Moja REWOLUCJA

Rok temu, gdy po raz pierwszy padło hasło „Obchody Rewolucji 1905 roku w Łodzi” nie wiedziałam, z czym to się wiąże, jak to będzie wyglądać i ile będzie kosztować. Oczywiście nie finansowo, ale mentalnie, psychicznie i fizycznie. Wszystko robiła grupa totalnych zapaleńców, którzy postanowili wydobyć z otchłani pamięci wspomnienie o największym strajku robotniczym w tym fabrykanckim mieście. Znalazłam się w ich gronie i teraz- ponad rok później, po drugich już obchodach, cały czas jestem z tego totalnie (żeby nie powiedzieć cholernie) dumna i cieszę się, że mnie to wszystko spotkało. I liczę, że jeszcze mnie spotka. Czytaj dalej

Lotne studio nagraniowe EXCUSE -MOI

Media huczą od kilku dni i temat ten nie schodzi z okładek i głównych wydań wiadomości. Tak głośnych nagrań nie było od czasu ostatniego sukcesu Beyonce czy innej Madonny, od pierwszych miejsc list przebojów i złotej płyty w pierwszej godzinie sprzedaży (było tak kiedyś?). Doda załamana zagryza wargi, bo oto dwóm panom udało się to, czego ta samozwańcza królowa muzyki (od razu mówię:  do Dody nic nie mam, nawet podziwiam jej zmysł marketingowy) nigdy nie osiągnęła. Nagranie wszechczasów od ostatniego takiego nagrania wszechczasów i do następnego tego typu nagrania.
Belka i Sienkiewicz wyrastają na najgorętsze nazwiska studiów nagraniowych i  Uniwersal czy inny Pomaton EMI plują sobie w brodę, że zawczasu kontraktów nie podpisali, że o Kajaxie już nie wspomnę. Czytaj dalej

Mój TEKSAŃSKI

Przekroczyłam pewną granicę, za która napisanie każdego słowa wydaje się męką, wysiłkiem, któremu nie jestem w stanie podołać.  Wynika to z nadmiaru pracy, obowiązków i zobowiązań, z braku snu i wstawania o tak wczesnych godzinach przez 7 dni w tygodniu, że ostatni raz w moim życiu takie rzeczy na zegarku widziałam w liceum.

Sytuacja jest o tyle interesująca (interesująca mnie osobiście, bo to moje życie i moje reakcje, a inni mogą to uznać za banał albo rzecz zwyczajnie niewartą uwagi), że do tej pory większa ilość pracy pobudzała jedynie moja kreatywność. Ideę starej zasady: „Im mniej czasu tym więcej czasu” mogłam sobie rozszerzać : „Im więcej pracy, tym więcej pomysłów na jeszcze więcej pracy”.

Jakiś czas temu doskonale odnajdywałam się w takim trybie funkcjonowania. Praca poza domem przez 8-12 godzin, a potem w domu wypluwałam z siebie tony słów czy to zawodowo czy prywatnie.
I nadszedł kres. Czytaj dalej

Zielone Bachanalia

Pracując przez cały tydzień, z sobotą włącznie, od rana do wieczora, nie ma się czasu na robienie codziennych zakupów. Może się wtedy okazać, ze niedzielny poranek wita nas pustym chlebakiem i zdziesiątkowana zawartością lodówki.  Żeby nie umrzeć z głodu należy podjąć pewne kroki, które wiążą się z wyjściem z domu, co przy panujących upałach nie jest może najprzyjemniejsze, ale też nie jest najgorsze. Na szczęście żyjemy w kraju, w którym nawet ludzie pracujący po 12 godzin przez 6 dni w tygodniu mają szansę zrobić zakupy w pozostałą im niedzielę.
Przynajmniej tak myślałam, gdy w niedzielę w okolicach południa wybierałam się na zakupy i planowałam, co zjem na obiad. Czytaj dalej

Niezły Meksyk, Niezły Cyrk

W Łodzi mają miejsce różnorodne imprezy i festiwale, a ja staram się być ich uważną uczestniczką, na ile pozwala mi czas wolny i energia własna. Zawsze zastanawiało mnie, czemu najbarwniejszą i najgłośniejszą ekipą na wszelkich festiwalach i świętach Łodzi jest grupa Indian. Ich śpiewy i kolorowe stroje przyciągały uwagę, gra na syrinksie była niebywale hipnotyzująca, a na dodatek można było tę magię zabrać do domu, kupują kasety i płyty w promocyjnej cenie sprzedawane ze składanego stolika. Śmiać mi sie chciało i uznawałam, że zapewne w ten oto nietypowy sposób mamy okazję poznać rdzennych mieszkańców Łodzi czy też terenu, na którym Łódź powstała. I nie był to przecież jednorazowy przypadek, ale systematyczne przekonywanie wszystkich mieszkańców, że ci Indianie mają jakiś związek z Łodzią, skoro na najważniejszych jej świętach zawsze są obecni. Czytaj dalej

Krzywy Tutka

Z dzieciństwa pamiętam coś na kształt zabawy, co było swego rodzaju grą słowną i jakoś nigdy mnie szczególnie nie bawiło, ale zapadło mi w pamięć. Rzecz polegała na tym, by nazwy własnej kogoś lub czegoś co zwało sie tutka dodawać odwrotne odkreślenie do tego, które zaproponował drugi gracz. Tłumaczę to w dość zawiły sposób, ale wyglądało to następująco:
– Jestem Mały Tutka
– Jestem Duży Tutka

– Jestem Chudy Tutka
– Jestem Gruby Tutka

– Jestem Krzywy Tutka
– Jestem Prosty Tutka Czytaj dalej