Refleksje po Dniu Dziecka

Dzień Dziecka skłania do refleksji na temat tego, czym obecnie jest rodzicielstwo i jakie relacje między rodzicami a dziećmi możliwe są do realizacji. To naprawdę nie jest takie proste, jakby mogło się wydawać i jak powinno być. Podstawowym elementem zmiennym jest czas, którego mamy coraz mniej i coraz mniej efektywnie go wykorzystujemy. I nie jest to zarzut, bo sama czasem po przyjściu z pracy mam ochotę jedynie zalec na kanapie z książką czy komputerem, a nie tworzyć nowe rzeczywistości za pomocą klocków albo kartki i farb. Moja kreatywność jest wyeksploatowana  w pracy i na życie domowe mi jej nie starcza. A przecież nie o to w tym życiu chodzi.
dzien-dziecka
W trakcie weekendu pełnego atrakcji związanych z Dniem Dziecka – pracowałam. Na szczęście moje dziecko w tym czasie było z moją mamą, która zaplanowała wspólne wyjście do teatru, a ja sama ją namawiałam na wzięcie pod uwagę pełnej oferty tego dnia, czyli nie tylko spektaklu dla dzieci, ale też zwiedzania teatru, zaglądania w jego nieodkryte przez publiczność zakamarki czy warsztatów twórczych. Miałam spokojne sumienie, wiedziałam, że moje dziecko jest zadbane fizycznie i mentalnie, dlatego mogłam pracować. Ale jednak trochę było mi przykro, jak zawodowo siedziałam na pikniku zorganizowanym przez teatr na jednym z łódzkich skwerów. Były gry miejskie, różne zabawy i występy artystyczne. Wiedziałam, że moja córka doskonale by się tam bawiła, ale ja nie mogłam jej zabrać, bo praca z dzieckiem, w terenie, to coś, co męczy mnie i ją bardziej, niż na to zasługuje. Pewnie powinnam mieć wtedy czas  wolny i zapewnić mojej córce rozrywkę w sobotę, skoro moja mama zapewniała ją w niedzielę. Ale życie nie jest takie proste jak być powinno i ciągle trzeba żonglować dwoma pojęciami, które często się wykluczają. Bo oczywiście ważny jest ten czas, ale zabiera go coś, co jest równie ważne – pieniądze.

Z tym czasem i pieniędzmi to problem jest od samego początku, czyli od urodzenia dziecka. Wtedy dziecko wymaga 100% czasu, w związku z czym nie ma tego czasu na pracę. Oczywiście w sytuacji idealnej rodzice maja do swojej dyspozycji jakiś urlop rodzicielski, który jest normalnie płatny i mogą jednocześnie być z dzieckiem i nie przymierać głodem. Ale taka sytuacja idealna dotyczy coraz mniejszej liczby chętnych do rozmnożenia, przez co trzeba wybierać – dziecko albo obiad. Brak jednej pensji często spycha ludzi na prostą drogę do ubóstwa. I niech mi nikt nie mówi, że posiadanie dziecka to nie jest taki kierunek, bo to wynika z prostych przeliczeń matematycznych (tak, uwzięłam się, żeby matematyką sobie życie tłumaczyć, ale jakoś ona jest tak jednoznaczna i bezwzględna, że trudno nie skorzystać z tego wsparcia). Jeśli mamy dwie pensje i dwie osoby do utrzymania, to jest to sytuacja dużo lepsza niż utrzymanie trzech osób za jedną pensję. I jakich wzorów nie podstawić i czego tam pod x i y nie podłożyć – wynik jest zawsze jednoznaczny. 2 podzielić na 2 jest więcej niż 1 podzielić na 3.

I ten stan może w niektórych przypadkach trwać w nieskończoność. Dlaczego? Bo powrót do pracy rodzica wiąże się z tym, że trzeba znaleźć opiekę dla dziecka.  Do miejskich legend przechodzą już opowieści, że dziecko do żłobka należy zapisać zaraz po jego poczęciu, a już moment urodzenia jest ostatecznym z ostatecznych i najlepiej już z porodówki wybrać numer wybranego żłobka. Chociaż to są historie mrożące krew w żyłach, to rzeczywistość  nie jest od nich odległa. Fakt jest taki, że wielu rodziców nawet nie liczy na to, że ich dziecko dostanie się do jakiegokolwiek żłobka i starają się organizować mu opiekę we własnym zakresie.

Zakres najłatwiejszy z genetycznego punktu widzenia to dziadkowie. Ale chyba nie jest to tak dobre rozwiązanie, jakby się mogło wydawać (po raz kolejny wyobrażenia mijają siez rzeczywistością). Pomijam oczywiście kwestię tego, czy ludzie, którzy przepracowali całe życie i wychowali swoje dzieci, powinni być zobligowani do tego, żeby na emeryturze zajmować się wnukami. Tego w ogóle nie będę rozpatrywać, bo to zapewne kwestie mocno indywidualne. Ale bardzo łatwe do rozważenia jest to, że ludzie pracujący do 67 roku życia mogliby sie zajmować swoimi wnukami pod warunkiem, że ich dzieci rozmnożyłyby sie w okolicach 40. To jest znowu to okrutne wyliczenie matematyczne.

W niedawnej rozmowie z moją mamą w kwestii tego, czy byłaby mi w stanie pomagać przy prowadzaniu mojego dziecka do szkoły (moja babcia mnie prowadzała, bo wybrałam sobie szkołę muzyczną i nie było opcji, żeby to ogarnęli moi rodzice), okazało się, że owszem tak, gdyby wymagało ono tego w okolicach gimnazjum czy też liceum. Początek podstawówki jest dla niej nieosiągalny, bo do emerytury zostało jej sporo czasu i pracuje w trybie zmianowym, więc szans na jej pomoc w tym zakresie nie ma. I nie jest to zapewne odosobniony przypadek, bo chociaż bywam egocentryczna, to nie wydaje mi się, że jestem jedyną osobą w tym kraju z problemem opieki nad potomstwem. Ludzie za długo pracują, żeby byli pomocnymi dziadkami. Wynika z tego, że brak infrastruktury żłobkowo –przedszkolnej powoduje, że prawo do rozmnażania mają tylko dzieci policjantów i nauczycieli. To chyba jednak trochę za mało, żeby zniwelować ujemny przyrost naturalny.

I jak to sobie po raz kolejny przemyślałam i przeanalizowałam, to dochodzę do wniosku, że każdy, kto ma dziecko jest geniuszem. Geniuszem logistycznym. Godząc pracę z wychowaniem trzeba nim być.  A jeśli znajduje się chociaż trochę czasu na takie fanaberie jak wyjście z dzieckiem do kina czy teatru (że o pieniądzach na sfinansowanie tego nie wspomnę), zorganizowanie dziecku jakichś warsztatów czy chociażby zwyczajny spacer z wizytą na placu zabaw, to jest się mistrzem świata w rodzicielstwie.

dzien-dziecka

I jeśli rodzice w codziennym zagonieniu jedynie kładą dziecko spać czy szykują je do przedszkola, jeśli nie mają godziny na bycie rodzicem, to cieszę się, że Dzień Dziecka i ogrom atrakcji, jakie były w tym dniu w mieście, uświadomiły, że chociaż przy tym święcie są w stanie dać z siebie wszystko i spędzić CAŁY DZIEŃ z dzieckiem. Nie powiem, że to poświęcenie, bo w sumie całe rodzicielstwo jakąś formą poświęcenia jest i nikt nikogo z tego nie powinien rozliczać. Ale jest to piękny gest pokazujący, że chociaż mamy coraz mniej dzieci z przyczyn czasowo-finansowych, chociaż nie jesteśmy w stanie dać naszym dzieciom wszystkiego tego, co powinny dostać i na co zasługują, to jednak dobrze rozumiemy czym jest rodzicielstwo i jak powinno wyglądać dzieciństwo.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s