Niezły Meksyk, Niezły Cyrk

W Łodzi mają miejsce różnorodne imprezy i festiwale, a ja staram się być ich uważną uczestniczką, na ile pozwala mi czas wolny i energia własna. Zawsze zastanawiało mnie, czemu najbarwniejszą i najgłośniejszą ekipą na wszelkich festiwalach i świętach Łodzi jest grupa Indian. Ich śpiewy i kolorowe stroje przyciągały uwagę, gra na syrinksie była niebywale hipnotyzująca, a na dodatek można było tę magię zabrać do domu, kupują kasety i płyty w promocyjnej cenie sprzedawane ze składanego stolika. Śmiać mi sie chciało i uznawałam, że zapewne w ten oto nietypowy sposób mamy okazję poznać rdzennych mieszkańców Łodzi czy też terenu, na którym Łódź powstała. I nie był to przecież jednorazowy przypadek, ale systematyczne przekonywanie wszystkich mieszkańców, że ci Indianie mają jakiś związek z Łodzią, skoro na najważniejszych jej świętach zawsze są obecni.

Nie będę dociekać skąd oni byli, bo nie o to tu chodzi. Może z Peru a może z innego kraju Ameryki Południowej (ich powierzchowność i melodie, które grali, każe mi obrać w dociekaniach ten kierunek geograficzny). Pewne jest, że te ich występy na Święcie Łodzi to był Niezły Meksyk.

Od pewnego czasu tej ekipy na festynach nie widuję, ale nie tracę z nimi kontaktu , bo występują regularnie na placu, na którym odbywają się moje przesiadki w podróżach komunikacją miejską, więc te dawne pieśni okolic Łodzi wciąż są mi przypominane. Swoją drogą pewnie wielu łodzian jest w stanie szybciej zanucić którąkolwiek z nich niż taką „Łodziankę” czy „Prząśniczkę”, ale to już meandry kultury masowej i inne tego typu atrakcje.

Skoro zatem nie Indianie, to kto ich zastąpi w tym nadawaniu tożsamości miastu?
Mija właśnie pierwszy weekend Festiwalu Czterech Kultury.  Mnie najbardziej interesują spektakle teatralne czy parateatralne, które grane są na ulicach czy na podwórkach i im poświęcę niewątpliwie najwięcej uwagi – ze wszelkich opisów, do których dotarłam wynika, że najściślej z Łodzią związany jest projekt „Podwórka”. Jest też blok Miastografu, który ma odkopać domowe archiwa Łodzi i połączyc je w jedno, wspólne będące łódzkim dziedzictwem. Ale akurat wczoraj miałam niebywałą okazję przejść się ulicą Piotrkowską, na której odbywały się wszelkiego rodzaju aktywności festiwalowe i wtedy okazało się, że tym razem jako oblicze Łodzi zaprezentowany został cyrk. Nie wiem na ile wynika to z przemyślanej strategii a na ile z kleconego naprędce programu festiwalowego (dwa czy trzy dni przed festiwalem nikt nie wiedział, co się będzie w trakcie festiwalu dziać, bo strona internetowa jedynie informowała, że niebawem lepiej poinformuje), ale czegoś ponownie nie pojmuję.

pl-LODZ_CZTERECH_KULTUR_logoFestiwal Czterech Kultur – bogactwo historii Łodzi, z którego można czerpać garściami. Barwna i tajemnicza kultura żydowska, kultura rosyjska  wraz z bogactwem pieśni ludowych, które jak nigdzie porozpisywane są na wielogłos, ciągle nieokiełznana przez nas kultura niemiecka, która rani trochę językiem (przynajmniej moje uszy), ale wcale nie jest pozbawiona interesujących elementów do odkrycia i w końcu kultura polska, której pozwalamy umierać w męczarniach pałowania popkulturą. Tym wszystkim można obdzielić wiele dni festiwalu. Poza tym w Łodzi mamy naprawdę wielu twórców i artystów, którzy aż palą się do podzielenia swoimi dziełami. Ale do Łodzi ściąga sie artystów z innych miast, żeby obeznani z kulturą i sztuką mogli nas czegoś nauczyć. Po raz kolejny sami sobie strzelamy samobója i jeszcze udajemy, że piłka trafia do właściwej bramki. Szczytem szczytów (albo dnem den) jest dla mnie to, że projekt „Dźwięki Łodzi” wymagał sprowadzenia do kraju i do miasta Matthew Herberta. Bo tylko znany, światowy muzyk może wiedzieć jak brzmi lub powinna brzmieć Łódź? A u nas w mieście działą człowiek-orkiestra (dosłownie i w przenośni)- Suavas Lewy. Ten to dopiero wie jak sie bawić dźwiękami i jak je przetwarzać, by idealnie oddawały atmosferę miejsca i miasta. Pamiętam jego koncert „Wodafon”w Muzeum „Dętka” (podziemny dawnym zbiornik na wodę deszczową, który teraz jest magicznym miejscem). Instrumenty niezwykłe, ale też sprzęty domowe i towarzystwo wody, która jest tam tak bardzo na miejscu, a wszystko razem tworzyło jakiś nierealny, mokry dźwięk opływający zgromadzonych echem kanału. Udowodnił tym po raz kolejny, że potrafi nadawać miejscu brzmienie. No ale widocznie „Dźwięki Łodzi” to nie zakorzeniony w tym mieście i jego odgłosach twórca, tylko importowany artysta, który odgórnie coś okiełzna.

Nie wiem jak z tego całego bogactwa dostępnych na miejscu możliwości, można nie czerpać garściami? I jak można stwierdzić, że prawdziwym obliczem Łodzi jest cyrk uliczny?
Plejada klaunów, które wywołują u mnie uczucia, którym bliżej do strachu niż radości ( o czym już pisałam, także w kontekście samego cyrku), wielkoformatowe bańki mydlane, korowody, parady, granie na dudach (jakże łódzkie w swej istocie) i skakanie po elastycznej taśmie.
Nie pojmuje idei, która za tym stoi i jedynym logicznym dla mnie wyjaśnieniem byłoby to, że program powstał na ostatnią chwilę, napisany na kolanie w kilka godzin niczym plan rozwoju wolnej Polski Sachsa. Innego wyjaśnienia nie ma.

Jak by tego nie interpretować, to z całą pewnością teraz to święto Łodzi to nie jest Niezły Meksyk. Teraz to jest Niezły Cyrk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s