Mój TEKSAŃSKI

Przekroczyłam pewną granicę, za która napisanie każdego słowa wydaje się męką, wysiłkiem, któremu nie jestem w stanie podołać.  Wynika to z nadmiaru pracy, obowiązków i zobowiązań, z braku snu i wstawania o tak wczesnych godzinach przez 7 dni w tygodniu, że ostatni raz w moim życiu takie rzeczy na zegarku widziałam w liceum.

Sytuacja jest o tyle interesująca (interesująca mnie osobiście, bo to moje życie i moje reakcje, a inni mogą to uznać za banał albo rzecz zwyczajnie niewartą uwagi), że do tej pory większa ilość pracy pobudzała jedynie moja kreatywność. Ideę starej zasady: „Im mniej czasu tym więcej czasu” mogłam sobie rozszerzać : „Im więcej pracy, tym więcej pomysłów na jeszcze więcej pracy”.

Jakiś czas temu doskonale odnajdywałam się w takim trybie funkcjonowania. Praca poza domem przez 8-12 godzin, a potem w domu wypluwałam z siebie tony słów czy to zawodowo czy prywatnie.
I nadszedł kres.

Praca poza domem wysysa ze mnie tak ogromne pokłady ambicji i kreatywności, ze w domu jestem w stanie jedynie wegetować intelektualnie. Co w moim przypadku oznacza jedynie przyswajanie treści napisanych przez kogoś innego czy to w postaci artykułów czy książek. Bez przetwarzania ich w głowie, przeczołgiwania przez mój światopogląd, moje pojęcie o życiu i spostrzeżenia wszelakie w celu stworzenia czegoś własnego. Dotychczas  tak poruszające tematy jak lekarskie deklaracje sumienia boskiego i niwelowanie tym samym w sobie sumienia ludzkiego czy  wielkie świę to piłki nożnej wylewające się ferią barw z telewizora i generujące ogromną biedę w kraju organizatora,  wywoływałyby natychmiastową potrzebę przetworzenia tego w sobie i wyplucia do świata w postaci tekstu na blogu. Tera w obu tych przypadkach zapaliła się iskra złości, ale ognia twórczego nie podsycała wybujała kreatywność i wszystko zgasło.
O ile blog może leżeć odłogiem przez czas jakiś niczym nieurodzajne  pole i żadne dotacje z Unii Europejskiej mnie z tego tytułu nie ominą, to martwi mnie obecny stan rzeczy głównie z uwagi na moje zobowiązania zawodowe.  Tworze w mękach i już teraz moje wypociny wymagają uważnej redakcji  wykonanej nieprzemęczonym okiem w celu wyłapania bzdur i idiotyzmów. A na horyzoncie spokoju nie ma. Deadliny  nadciągają niespiesznie, ale bezwzględnie , a ja nic …

a7f30ca03205521a4207a39f45b8afd5_original
Chociaż wiem, że gdy ten deadline już słyszę na klatce, już puka do drzwi, to moja ambicja i kreatywność osiąga szczyty, ale tym razem obawiam się o moją wytrzymałość fizyczną i psychiczną w tym okresie.
Póki co – zbieram.
Się w sobie przede wszystkim i każdego dnia przypominam sobie, że gorzej już bywało, a minęło to i teraz minie. Ale zbieram też materiały, które mają mnie pobudzić intelektualnie, mają rozpalić we mnie potrzebę pisania, mają nadać moim myślom odpowiedni bieg, mają mnie poruszyć, wzruszyć, ruszyć … i liczę. Liczę na cud.

 

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że napisałam cały tekst o tym, że nie jestem w stanie nic napisać.
I nie ma w tym nic dziwnego, gdyż historia zna takie przypadki, gdy największy sukces przychodził z niemożności pisania. Myślę tutaj o piosence „Teksański” zespołu HEY. To był pierwszy utwór tej grupy, który odniósł tak spektakularny sukces. A o czym był? Ano o tym, że Kasia Nosowska ma napisać tekst, ale nic do głowy jej nie przychodzi… I pomimo wszystkich doskonałych tekstów, które potem napisała, pomimo uwielbienia do jej słów i skojarzeń, to mam jednak wielki sentyment do tego utworu, który zaczyna się nie inaczej tylko :
„Herbata stygnie zapada mrok a pod piórem ciągle nic …”

Reklamy

2 thoughts on “Mój TEKSAŃSKI

  1. Znam to doskonale :) Człowiek potrafi być niesamowicie kreatywny i naprawdę kuriozalne zajęcia jest w stanie sobie wymyślić, żeby tylko nie siadać przed klawiaturą. Niestety należę do tych, którym najlepiej pisze się wtedy, gdy deadline już dyszy w kark. Wtedy zawsze okazuje się, że można w dwie godziny wyprodukować cały ten tekst, za który nie można było się zabrać przez dwa tygodnie. I jeszcze być z niego w miarę zadowolonym.

    • Właśnie ja nawet tych zajeć teraz sobie nie wymyślam, tylko ciagle tyle ich mam, że nie mam kiedy usiąść.
      Ale dzisiaj pojawiły się już notatki robione w tramwaju, czyli idzie ku lepszemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s