Koszenie konkurencji

Msza ma wiele wspólnego z teatrem. Wiem to nie od dziś i zawsze mnie to fascynowało, i czyniłam porównania wszelakie. Nie były one bezpodstawne, bo powiązań między mszą a spektaklem uczyłam się w szkole na historii muzyki. Takie chociażby misterium paschalne jest niczym innym jak dramatem religijnym i przede wszystkim o spektakl, a nie o duchowość nich chodzi.

Sama msza także ma wiele elementów, które każą ją do form dramatycznych odnosić. Taki teatr jednego aktora z bardzo rozbudowaną interakcja widzów. Właściwie można stwierdzić, że to dość nowatorska forma sztuki scenicznej. Oczywiście występuje tam wiele zawiłości, bo widzowie nie tylko mają obowiązek uczestniczyć, ale nawet nauczyć się fragmentami tekstu na pamięć, bo inaczej wstyd i hańba. W prawdziwym teatrze byłoby to nie do pomyślenia, bo tam każdy wie, że to aktor się uczy, a widz idzie na żywioł. W mszy widz się uczy, a główny aktor w suknie przebrany czyta z książki. Pomieszanie z poplątaniem, ale teatr jak malowanie. I nie sposób z tego podobieństwa sobie sprawy nie zdawać, a czasem to trudno wybrać, czy iść na jakąś barwną msze czy spektakularne przedstawienie.

Miałam rację z tymi powiązaniami, bo właśnie teraz kościół udowadnia, że zamierza wykosić świecką konkurencję, bo prawo do spektakli mają jedynie księża, a aktorstwa nigdzie nie uczą tak namiętnie jak w seminarium duchowym. I się rozpętało piekło. Protesty i blokowanie spektaklu „Picnic Golgota” powstałego w ramach festiwalu Malta. Wierni stwierdzili, że coś, co ma w tytule Golgotę, nie ma prawa pojawić się na świeckich deskach teatralnych, bo prawo do tego określenia mają jedynie aktorzy katoliccy i nic tego nie zmieni. Jeden spektakl zablokowali swoją zawziętością i wyjątkowym poziomem zorganizowania i udowodnili tym samym, że kościół w swoich walkach jest bezwzględny i nie przebiera w środkach.

golgota1davidruano
Pojawiła się cenzura niczym za czasów PRL-u, gdy teksty kultury prezentujące poglądy niebezpieczne nie miały racji bytu. Na szczęście ludzie, którym zależy na kulturze i na wolności jej tworzenia, postanowili, że nie pozwolą się zakneblować. W różnych częściach kraju na znak solidarności z aktorami i reżyserem odwołanego spektaklu ludzie czytają ten tekst i sprawiają, że żyje nie raz, ale wiele razy. Kultura okazała się być smokiem, któremu po obcięciu jednej głowy, wyrasta kilka następnych. Wyznawcy kultu natomiast chcieli się poczuć jak święty Michał i tegoż smoka zabić.

Wszędzie tam, gdzie zapowiedziane były wydarzenia związane z „Picnic Golgota”, pojawiały się grupy religijne z własnym programem artystycznym. W jego ramach odbywała się m.in. grupowa recytacja „Zdrowaś Mario” oraz happening związany z kolorowymi paciorkami.
Konkurencja była ogromna, ale jednak ci, którzy chcieli obejrzeć spektakl właściwy, nie dali się skusić na występy alternatywne. Wtedy rozhisteryzowani aktorzy z tychże wdzierali się na sale teatralne i dalej przeszkadzali w tym przedstawieniu, które cieszyło się większym zainteresowaniem. Nic tylko próba wygryzienia konkurencji.

Bez tytułu

To zapewne nie jest koniec wszystkich tych działań i jak przycichnie kwestie spektaklu „Picnic Golgota”, to domorośli specjaliści teatrologii wezmą na warsztat coś innego. Waleczni katolicy będą starali się wyplenić całkowicie teatralną konkurencję dla liturgii mszalnej.
W obliczu tych wydarzeń pozostaje mi stwierdzić jedynie, że w Polsce potrzebujemy przede wszystkim rozdziału kościoła od teatru.
Tak na dobry początek.

Reklamy

4 thoughts on “Koszenie konkurencji

  1. Fanatyzm jest groźny niezależnie od tego pod jaką banderą. Pisalam o tym ostatnio na TT pod kątem ulotki, którą rozdają w kościołach (teza w niej postawiona: edukacja seksualna dzieci i młodzieży to przyzwolenie na pedofilię bo dzieci są bardziej rozbudzone seksualnie, a najczęściej zajęcia prowadzą geje w skórzanych spodniach bez pośladków). Nic mnie nie wkurza tak jak próby indoktrynacji. Mamy wolność wyznania – ja nikogo nie zmuszam do podzielenia moich poglądów i oczekuje tego samego. Na sztukę wystarczy nie przychodzić.

  2. Potrzebujemy rozdziału Kościoła od całej reszty. O tym mogłabym długo, a to Twój blog. Od teatru i sztuki w ogóle – na początek może być.

    • Ja kiedyś powiedziałam: Przede wszystkim potrzebujemy rozdziału Kościoła od edukacji.
      I myślę, że jeśli to byśmy wprowadzili, to w niedługim czasie rozdział byłby szerszy. Bo edukacja to jednak podstawa.

  3. Rację masz niewąpliwie. Jednak Kościół chce również edukować. Edukacja (czytaj raczej: szkoła) od Kościoła była w swoim czasie oddzielona. A jednak postanowiono to na powrót połączyć. Bo najłatwiej opanować umysł młody bądź też zagubiony. Jeden i drugi chłonie wyjątkowo łatwo nauki Kościoła (jakiegokolwiek). Tyle, że tych zagubionych jest może mniej i trzeba ich poszukać. Dzieci mamy mnóstwo i do tego są niemalże „pod ręką”. Chyba trudno z takiej łatwości zadania zrezygnować. Może być duży problem z realizacją tego – słusznego z założenia – pomysłu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s