Poranny hejt autobusowy

Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni stwierdzam, że podróże (zwłaszcza te komunikacją miejską) kształcą. Tam się można bardzo wiele rzeczy dowiedzieć, wiele spraw przemyśleć pośród komentarzy współpasażerów i wysiąść znacznie mądrzejszym, niż się wsiadło.
Jednak często jest to droga przez mękę swoich myśli, bo poranny hejt w autobusach sprawia, że zanim wysiądę i pójdę do pracy, to mam dość pracy, świata, ludzi i życia. Ale jestem dzielna, w pyskówki autobusowe się nie wdaję, ale robię notatki. Dla potomności.
Tak było i tym razem.

Jadę sobie spokojnie, próbuję czytać książkę, ale dwie siedzące obok mnie panie dyskutuj atak zawzięcie, że nijak na treści czytanej skupić się nie mogę, wiec czytać przestaję i zaczynam słuchać.
Odbywa się typowe biadolenie osoby starszej na dzisiejszą młodzież, która jest okropna i kiedyś takiego zepsucia nie było, bo kiedyś to byli sami ludzie szlachetni zapewne nikt zły sienie trafiał. No dawna kraina szczęśliwości w słowach tej kobiety się objawia. Ale pani ma też garść rad i rozwiązań, które należy bezzwłocznie wdrożyć, a wtedy świat znowu będzie wspaniały jak to onegdaj bywało.
Bo kiedyś to było inaczej, a teraz wszystko zniszczyło bezstresowe wychowanie. No i ta DZISIEJSZA MŁODZIEŻ.

I tak padło hasło klucz, które kazało mi wyjąć notes, bo sugerowało, że dalej będzie już tylko barwniej i soczyściej, a ja zdobędę ogrom notatek, by w końcu coś na blogu napisać.

Narzekanie na „dzisiejszą młodzież” jest popularne od XV w. p.n.e. (przyp. autorki: podana data jest przybliżona i ma jedynie charakter orientacyjny). Szybki rzut oka na panią pozwolił mi stwierdzić, że jest w słusznym wieku i śmiało mogę zaryzykować, że nawet jeśli nie jej koledzy z klasy, to starsi bracia w młodości byli tymi, którzy zajmowali się usankcjonowaną prawnie łobuzerką.  Toż idealna młodzież kilkadziesiąt lat temu strzelała do wroga, a nie tylko okładała go pięściami, a zamiast wybijania szyb stosowała wysadzanie różnych obiektów. Najwidoczniej czasy się zmieniły szybciej niż młodzież.

Dalej było rzeczywiście tylko ciekawiej.

Kwestia numer 1
„Mój mąż to 20 lat w wojsku zasuwał. A teraz wojska nie ma. Niepotrzebne jest.”
Nie odzywam się,  ale wiem przecież doskonale, że jeśli zasuwał w tym wojsku 20 lat to nie dlatego, że tyle trwała podstawowa służba wojskowa, tylko sam taki los- zawód wybrał i była to jego osobista decyzja.  Jedyną sytuacją, w której mógłby zostać przymuszony do 20 lat w wojsku, wydaje mi sie wojna, ale z tego co wiem, to wojna 20 lat też nie trwała i się gubię… W sumie teraz też można 20 lat być w wojsku, bo przecież nikt nikomu nie broni takiej kariery zawodowej. Chyba, że ktoś nie ma predyspozycji fizycznych czy psychicznych, a jedynie chęci, ale nie wydaje mi się, żeby pani takie dylematy rozważała.

Kwestia numer 2
„Ja to oglądałam wszystko proszę pani. W Rozmowach w toku to widziałam”
Aaaa to wiele wyjaśnia. Jeśli pani wyrabia sobie opinię o świcie na podstawie tego, co siew „Rozmowach w toku” pojawia, to nic dziwnego, że ma tak zaburzony obraz świata. Tam wyszukują specjalnie oszołomów, ludzi o niewiarygodnym podejściu do życia, bo są barwni i atrakcyjni. Nikt nie chce oglądać pani, która codziennie rano wstaje do pracy, a potem wraca do domu i gotuje obiad. Każdy taki scenariusz może sobie zastosować w swoim życiu samodzielnie. Ale już pani, która do pracy nie chodzi, bo jest na to za bardzo księżniczką, a obiadu w życiu nie ugotowała, bo przypala nawet wodę na herbatę – o takie dziwo to każdy obejrzy, bo chciałby sie przekonać, czy ona naprawdę żyje i przede wszystkim – za co? Natomiast jeśli producenci programu takich autentycznych odmieńców nie znajdą, to zatrudnią kogoś, kto odmieńca zagra. Wnioskować rzeczywistość z „Rozmów w toku” to jak przejmować sie problemami przedstawionymi w „Trudnych sprawach”.

Kwestia numer 3                                                                                                                     „A jak oni sie całują i kochają na tych przystankach.”                                                   No ja po mieście chodzę regularnie i to w godzinach przeróżnych, ale takich ekscesów przystankowych nie widziałam. Całowanie tak. Ale jestem spaczona najwyraźniej, bo zdecydowanie wolę, gdy się ludzie całują, niż gdyby się mieli bić. Widok jakby przyjemniejszy i pole rażenia ograniczone.  Seksu na przystanku nie widziałam. Nie żebym się rozglądała jakoś szczególnie, ale to każe mi stwierdzić, że komentująca wszystko pani musi bardzo uważnie śledzić seksualną aktywność przystankową. Możliwe, że prowadzi jakieś badania, ale pewności nie mam.

Dalej przeniosło się na kobiety, bo przecież wiadomo, że to wszystko ich wina. Naprawdę. W ciąże zachodzą same z siebie od spojrzenia na przystojnego (albo nieprzystojnego) kolegę. A w gardła sobie i innym hektolitry wódki wlewają zupełnie bez opamiętania. Wszystko to wina kobiet od tysiącleci. Od pramatki Ewy, które bezmyślnie owoc  zżarła i jeszcze chłopa nim nakarmiła. Od Pandory, której posag na świat zło wszelakie sprowadził. No baby winne jak nic.

Kwestia numer 4
„Jak te chłopaki mają żony wybierać, jak one bardziej od nich piją. Kobieta to powinna chłopa pilnować, a nie z nim pić.”
Wiadomo przecież nie od dziś, że to są dwa odmienne gatunki. Chłop to szaleniec, wariat i furiat z natury, a kobieta jest ostoją, opoką i gwarantem stabilizacji. Takie chromosomy tam działają, że inaczej się nie da. Co tam charakter, warunki życia i wychowania, predyspozycje własne. Wszystko jest determinantem płci. Nie ma innej opcji. Kobiety z natury swej alkoholu nie lubią, więc te, co go piją, zmuszają się do tego okrutnie na siłę starając się barierę płci przekroczyć. Mężczyzna natomiast jak się nie napije, to męskość swą traci.
No i to wybieranie żony. Jak butów w sklepie. Chodzi taki chłop po świecie i szuka baby, żeby matką dobrą była, obiad ugotowała i dom posprzątała, skarpetki uprała i kochać się dała … bla bla bla … A w takiej koleżance, co z nią na piwo iść można, to nijak przyszłej żony nie zobaczy. Teraz to żon już chyba tylko w zakonach szukać trzeba, a tam znowu chyba nie wolno… rzeczywiście ciężkie mamy czasy.

Kwestia numer 5
„A domów samotnej matki nie nadążają budować”
Oj pani kochana, domów dla rodzin też budować nie nadążają, bo sie chyba to społeczeństwo w jakimś mega tempie rozmnaża i nie wiem tylko dlaczego ciągle trują o ujemnym przyroście naturalnym, jak nas tak dużo. Ale ja myślę, że z tymi domami samotnej matki to problem bardziej złożony niż budowniczy, bo bym musiała zacząć tutaj analizować dostęp do antykoncepcji, kwestie aborcyjne i pewnie jeszcze edukację seksualną, która leży odłogiem …

Ale niestety pora z autobusu wysiadać, bo praca czeka, a ja się do występów w „Rozmowach w toku” nie nadaję i na żonę mnie też nikt nie znalazł, żeby mnie utrzymał, więc idę swoje życie ogarniać. Jakem dzisiejsza młodzież.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s