Głodnego nakarmić

Niedawno byłam na projekcji filmu „Oddajcie mi swoje dzieci”, która odbyła się w ramach obchodów 70. rocznicy likwidacji Litzmannstadt getto. Nie będę tutaj recenzować filmu ani szczególnie go opisywać, bo nie o to chodzi. W trakcie projekcji szeroko omawiany był temat głodu w łódzkim getcie i bardzo mnie to poruszyło. Opisy ludzi, którzy dzielą się jedną kromką chleba, albo wręcz przeciwnie – mimo bliskiego pokrewieństwa (matka i córka) nie chcą się nawet jednym kęsem podzielić. Ten wszechobecny, wszechogarniający głód, który nie ma końca i zmienia wszystko – odczucia, postrzeganie, moralność.
Gustaw Herling-Grudziński napisał przecież „nie ma takiej rzeczy, której by człowiek nie zrobił z głodu” i trudno się z tym nie zgodzić. To było za czasów wojny, w tym najokrutniejszym okresie dla świata i ludzi. Ale przecież głód nie jest czymś, co zupełnie zniknęło z ziemi. Czytaj dalej

Zestawienie – przerażenie

Krew mnie zalewa za każdym razem, gdy ktoś używa argumentu jakoby Hitler był socjalistą. Taki z niego socjalista jak ze mnie komunistka. Narodowy socjalizm zwany nazizmem ma tyle wspólnego z socjalizmem, co posiłki półmięsne z wegetarianizmem. A właśnie – Hitler był też wegetarianinem. Był też katolikiem. Przynajmniej w obrębie deklaracji. Tak miłosierny w swej wierze, tak bogobojny i prawy, że nawet zwierząt nie jadał. Ale w innych-poza kulinarnymi- aspektach życia przejawiał odmienne przekonania. Dlatego używanie argumentu socjalizmu Hitlera ma tyle sensu, co używanie argumentu jego wegetarianizmu. Na pewno każdy, kto nie je mięsa, zamierza eksterminować jakiś naród, a każdy, kto jest socjalistą, tylko marzy o wielkiej wojnie. Czytaj dalej

„Kamień”… z serca

Każdy, kto mnie zna lub kto czytał to, co pisałam na blogu i w innych miejscach o teatrze wie, że byłam i jestem totalnie zakochana w poprzedniej ekipie Teatru Studyjnego. Chodziłam na ich spektakle namiętnie i bez opamiętania, bo niektóre potrafiłam obejrzeć trzy razy (Męczeństwo i śmierć Jean Paul Marata przedstawione przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade spotkał taki zaszczyt)

Z wielką zatem obawą postanowiłam wybrać się na pokaz przedpremierowy spektaklu nowego roku IV Szkoły Filmowej w Łodzi. Pierwszy dyplom, pierwsze spotkania z prawdziwą publicznością (miałam długą rozmowę na temat tego specyficznego określenia publiczności jako prawdziwej, bo właśnie w teatrze dopiero taką aktorzy spotykają; w szkole publiczność złożona jest z tych, którzy sami zajmują się teatrem a oni patrzą na tych młodych aktorów zupełnie inaczej) i to przy wypełnionej sali. Cztery przedpremierowe wieczory i za każdym razem brakowało miejsc, bo chętnych do obejrzenia tych młodych ludzi było więcej, niż możliwości Teatru Studyjnego. Mnie się udało. Czytaj dalej

Przedmuchana sprawa

Nie rozumiem istnienia czegoś takiego jak dmuchawa do liści. Nie ogarniam idei jaka stoi za powstaniem tego wynalazku, Ma to dla mnie taki sens jak sitko do napełniania basenu albo odkurzacz do piasku na plaży. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której korzystanie z czegoś takiego ma najmniejszy sens. Tym bardziej zaskakuje mnie, że wciąż jest to produkowane, a także znajdują się klienci , którzy gotowi są wydać  kilkaset złotych na takie cudo. Czytaj dalej

Okrutny to świat, w którym umiera Piotruś Pan

Wstałam rano i zastanawiałam się, czy włączyć komputer, czy może poczytać sobie książkę. Ale pogoda nie jest najlepsza i na leżak póki co nie wyjdę, wiec włączyłam komputer. I pożałowałam. Całą tablice na facebooku zajęły mi informacje o tym, że Robin Williams nie żyje. Poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie pięścią w brzuch. A gdy przeczytałam, że to prawdopodobnie jego własna wola, że już dłużej na tym świecie nie chciał istnieć, to jakby ktoś uderzenie pięścią powtórzył. Czytaj dalej

Sześciolatki – szkolne dziatki

Kwestia posyłania do szkoły dzieci w wieku 6 lat wywołuje we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony patrzę na to z perspektywy osobistej, jako matka dziecka w wieku 5 lat, które za rok pójdzie do szkoły obowiązkowo czy się to komuś podoba czy nie. Z drugiej strony jestem elementem społeczeństwa, które przecież nie jest jednorodne i w związku z tym dzieci w tym społeczeństwie są bardzo różne, różnie się rozwijają, socjalizują i nabierają umiejętności, które predysponuje je do obowiązku szkolnego lub wręcz przeciwnie. Czytaj dalej