EKSPERYMENT

Dawno temu czytałam o eksperymencie stanfordzkim zwanym też eksperymentem Zimbardo od nazwiska głównego badacza zajmującego się tym przedsięwzięciem. Rzecz wydała mi się okrutna i myślę, że wiele osób jest podobnego zdania. Chodziło o badanie zachowań ludzkich w sytuacjach więziennych. Doprowadziło to do sytuacji niebezpiecznej. Wszystko wymknęło się spod kontroli i badacze w 6 dniu zakończyli eksperyment, który planowany był na dwa tygodnie.
Niedawno dotarłam do filmu „Eksperyment” z 2010 roku w reżyserii Paula Scheuringa , w którym zagrali m.in. Adrian Brody i Forest Whitaker.

I chociaż wiem, że kino amerykańskie ma to do siebie, że każdy temat traktuje dość luźno i tylko na jego bazie obudowuje swoja historię, to film obejrzałam z przejęciem. Miałam świadomość, co zostało przerysowane, co zostało „podkręcone” dla celów innych niż poznawcze, jednak ogólny zarys odnosił sie przecież do czegoś, co dział osie naprawdę.
Polecam obejrzeć ten film niezależnie od wszystkiego i ostrzegam przed  czytaniem przed obejrzeniem tych, którzy jednak zamierzają go obejrzeć. Mogę im popsuć odbiór zdradzając niektóre elementy. Ale nade wszystko polecam przeczytać najpierw o prawdziwym eksperymencie stanfordzkim, żeby nie dać się porwać fali fabuły filmowej i nie przerazić bardziej, niż jest to konieczne (a psychika ludzka potrafi naprawdę przerazić).

To nie jest recenzja filmowa, nie jest to też analiza filmu, bo na nią nie mam ani czasu ani siły obecnie. Są to jedynie moje przemyślenia i spostrzeżenia, z którymi w głowie chodzę od kilku dni i postanowiłam je na coś trwałego przenieść.
eks

Film zaczerpnął z eksperymentu bazę, jednak zastosowano szereg zmian, które miały pogłębić wymowę całości. A czasem ułatwić wyjaśnienie czegoś, co z badań psychologicznych wypływa pokrętną drogą.

Wyraźna różnica między prawdziwym eksperymentem , a tym przedstawionym w filmie pojawia się w obrębie ekonomicznym – chodzi o wynagrodzenie za udział w badaniu. Naprawdę uczestnicy dostawali zaledwie 15$ za dzień, co nawet po uwzględnieniu inflacji, w chwili obecnej dawałoby jakieś 70-80$. W filmie stawka ta wzrosła do 1000$ za dzień, co przez cały czas eksperymentu zaplanowanego na dwa tygodnie dawałoby niebagatelną sumę 14 tysięcy dolarów.  To przedstawia w sposób bardziej dosadny przymus ekonomiczny, który mógł nakłonić uczestników eksperymentu do udziału w nim. Pokazuje też w prostszy sposób determinacje. Zebranie takiej kwoty pozwala spokojnie sfinansować potrzeby (operacja biodra matki jednego z uczestników czy wyjazd do Indii drugiego z nich), bardziej też skłania do wytrzymania większych niedogodności, skoro zapłata za to jest wysoka. Jednak nadal nie stanowi dla mnie odpowiedzi na pytanie o godność człowieka. Nawet 1000$ za dobę nie stanowi dla mnie zapłaty właściwej za oddanie godności i zgodę na upokorzenia wszelakie. Ale dla mnie żadne pieniądze nie są właściwą zapłatą za coś takiego, bo dla mnie godność ludzka nie ma ceny.

W filmie całkiem pominięto początkowy element eksperymentu, jaki pojawił się w pierwotnej jego wersji – aresztowanie uczestników przedsięwzięcia będących więźniami i przewiezienie ich na miejsce z zawiązanymi oczami. Miało to już na wstępie zbudować w nich przeświadczenie, że znajdują się w więzieniu wykorzystując w tym celu psychikę. Dodatkowym aspektem był fakt, że sąsiedzi uczestników badania widzieli ich aresztowanie, a nie wiedzieli, że jest to eksperyment. Już wtedy  „więźniowie” zaczynali zmagać się z upokorzeniem i wstydem, który pojawia się w sytuacji aresztowania na oczach społeczeństwa.
W filmie uczestnicy zostali przewiezieni do więzienia i mogli sie przekonać o swoim położeniu fizycznie, a nie poprzez mechanizmy psychiczne, wrażenie i odczucia.

eks 3

Po obejrzeniu całości (co chwilami przychodziło mi z największym trudem, bo bardzo bolało mnie to, do jakich zachowań ludzie są zdolni) dochodzę do wniosku, że scenarzyści tego filmu są bardzo mądrymi i sprytnymi twórcami. Oparli bowiem fabułę na eksperymencie stanfordzkim dość luźno, wykorzystali jedynie jego zarys i główną ideę, a dalej nadbudowali własne interpretacje, chociaż posiłkowali się innymi badaniami czy cechami ludzkiej psychiki. Przede wszystkim przerysowali sytuacje doprowadzając do dużo bardziej zaawansowanego poziomu agresji, niż miało to miejsce w badaniach prawdziwych. Posunęli się tak daleko, że jednemu z uczestników badania zafundowali śmierć, o czym nie było mowy z Stanford.  Jednak rozumiem ich pobudki nie tylko filmowe (atrakcyjność akcji, silne emocje podbijające odbiór), ale także związane z przesłaniem filmu – człowiek jest w stanie zrobić naprawdę wiele, jeśli eksperymentuje się na jego psychice i doprowadza do ostateczności.

Jednak najbardziej jasny i klarowny przekaz tego filmu to: Władza uderza do głowy, władza nad drugim człowiekiem otumania, pozbawia logicznego myślenia.

W dodatku w ciekawy sposób przedstawiona w filmie jest różnica pomiędzy moralnością wewnętrzną i zewnętrzną, która w eksperymencie stanfordzkim nie była badana i nie stanowiła jego elementu. W filmie stanowi uzupełnienie analizy zachowań ludzkich.
Jeden z bohaterów grany przez Foresta Whitakera jest osobą głęboko religijną, czytającą Biblię i mającą w swej przeszłości przynależność do różnych organizacji i stowarzyszeń religijnych. W „więzieniu” przypada mu rola strażnika. Drugi bohater grany przez Adriana Brody’ego jest ateistą, religia go nie interesuje a na pytanie skąd czerpie wytyczne moralne, pokazuje na siebie samego. Przypada mu rola więźnia.

eks 2

Gdy pierwszy raz Whitakerowi  udaje mu się skutecznie upokorzyć więźnia i odczuć swoją władzę, doświadcza podniecenia seksualnego objawiającego się wzwodem. Bo władza jest erotyczna i trudno temu zaprzeczyć. I choć dalej nie pokazuje się już tego, jak bardzo ekscytuje go erotycznie jego wyższość nad więźniami, to możemy przypuszczać, że tak się dzieje śledząc jego coraz wymyślniejsze tortury. I nie, nie używa przemocy fizycznej w ścisłym znaczeniu tego słowa przez długi czas. Bo niby czymże jest kopnięcie krzesła, do którego przywiązany jest więzień? Niby nic się nie stało. Ale ogolenie więźniowi głowy wbrew jego woli  (ten sam motyw „łamania” więźnia i doprowadzania go do ostateczności psychicznej zastosowany został w filmie „V jak vendetta”, co świadczy o tym, że włosy stanowią dla nas ważny element tożsamości własnej) czy oddanie na niego moczu pokazuje, że upaja się tym, że zrobić to może.
A jego jedynym wyznacznikiem moralności nie jest już biblia i dekalog, ale czerwona lampa będąca sygnałem od badaczy – jak długo się nie zapala, tak długo nie uznaje, że stało się(zrobił) coś złego. Zachowuje się niczym pies Pawłowa, dla którego lampka jest punktem odniesienia. Nie realne przesłanki, odczucia, poczucie sprawiedliwości czy moralność jakakolwiek. Nie jest w stanie wyciągnąć wniosków z otoczenia czy wiedzy własnej. Potrzebuje sygnału z zewnątrz, żeby wiedzieć co jest dobre a co złe. Nie znajduje odpowiedzi na te pytanie w sobie.
Inni „strażnicy” zachowują się dość podobnie, choć może ich postawy są mniej przejaskrawione. W dziwny sposób znajdują przyjemność w poniżaniu innych i nie trzeba ich w większości przypadków długo do tego namawiać. Niektórzy znajdują w tym sposób na radzenie sobie z własnymi słabościami. Takim przypadkiem jest „strażnik”, który ma problemu z seksem – najwyraźniej jest seksoholikiem, któremu odstawienie seksu na czas eksperymentu wyraźnie nie służy. Najpierw próbuje nakłonić jednego z więźniów do seksu oralnego. Początkowo słownie, przy kolejnej sytuacji nawet poprzez bicie. Gdy nie osiąga celu, posuwa się do próby gwałtu, która jednak zostaje udaremniona. Większość odgrywających role strażników nie ma zatem oporów, by wykorzystywać sytuacje tak, jak im pasuje. A gdy jeden się wyłamuje i grozi odejściem z eksperymentu i w  ten sposób pozbawieniem wszystkich pieniędzy (a może bardziej władzy), zostaje pobity, a następnie staje sie więźniem. Cóż za perfidne ominięcie  zasad. Strażnikom nie wolno bić więźniów, ale między sobą bić się już mogą, więc pobity i przez to „złamany” zostaje najpierw, a później trafia do więźniów, gdzie już nikt nie jest go w stanie obronić.
Nie wiem jak wyglądała opcja rezygnacji z badania w prawdziwym eksperymencie, na ile wszyscy mieli świadomość, że w każdej chwili mogą go opuścić. W filmie odniosłam wrażenie, że możliwość przerwania badania maja jedynie strażnicy i to od ich woli zależy dalsza „zabawa” w więzienie. Nie wiem, czy podobną możliwość mieli więźniowie. Zapowiedziano im, że na czas eksperymentu zostają pozbawieni niektórych praw obywatelskich. Sprzedają je za 1000$ dziennie. Marna to cena… jak każda inna.
W tym świecie najdłużej zdrowy rozsądek i świadomość tego, gdzie i po co są, zachowuje bohater odtwarzany przez Adriana Brody’ego. Czerpiąc moralność z siebie samego, mając w sobie wykładnie tego, co właściwie a co nie, znając mechanizmy rządzące światem i potrafiąc sprzeciwiać sie nawet temu, co wielu uważa za właściwe (jak biorąc udział w protestach przeciwko wojnie na początku filmu), ma jasno sprecyzowany kierunek swoich myśli i działania. Zawsze robi to, co słuszne według jego wytycznych, a nie według tego, co narzucają mu inni. Nie podporządkowuje się bez walki nakazom eksperymentalnego więzienia, ale nawet za kratami stosuje standardy obowiązujące na wolności. Jednak nawet on zostaje złamany i przemocą (gdy prawie zostaje utopiony w muszli klozetowej) a w końcu także psychicznie po umieszczeniu go w swoistym karcerze, gdzie także jest kamera, jakby badacze doskonale wiedzieli, dokąd ta sytuacja zaprowadzi, do czego przez nią dojdzie

eks ł

Gdybym miała analizować ten film naprawdę rzetelnie, to obejrzałabym jeszcze wersję niemiecką z 2001 roku w reżyserii  Olivera Hirschbiegela, dogłębniej wczytałabym się we wnioski z eksperymentu stanfordzkiego, prześledziła wnikliwie kolejne dni jego przebiegu.
Ale nie o to mi chodzi.
Chodzi mi o ogólne wrażenie, jakie pozostawia po sobie sam eksperyment i ten film – przerażenie ludzkimi możliwościami adaptacyjnymi, w najgorszym znaczeniu tego słowa. Błyskawicznym dostosowaniem się do roli ofiary i kata, przejęciem tych funkcji, które przypisane są takim osobom.  Przecież gdzieś w głębi mózgu oni wszyscy wiedzieli, że to jest na niby, że to tylko eksperyment, badanie. A jednak wyparli to przez to, co na wierzchu.
A we mnie cały czas było pytanie: Jak bardzo marny, słaby i bezwolny jest człowiek, że tak łatwo daje sobą manipulować i poddaje się temu bez sprzeciwu…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s