Jeden dzień z reklamami

Dziwnie u mnie jest z telewizją, bo niby nie wyobrażam sobie bez niej życia, a z drugiej strony jakoś długi czas potrafię bez żadnego programu wytrzymać. Mój własny telewizor jest w pokoju mojego brata, w domu moich rodziców, ponad pół godziny drogi komunikacją miejską ode mnie. Ale w mieszkaniu, w którym mieszka, jest telewizor mojej babci. Z którego korzysta głównie ona i czasem moja córka, żeby pooglądać bajki.

Tak sie złożyło, że wczoraj miałam trochę wolnego i postanowiłam pooglądać telewizję, co po raz kolejny wywołało moje oburzenie i zaskoczenie. Nie chodziło o same programy – tu trafiłam bardzo dobrze, bo na samym początku włączyłam TVP Kultura, gdzie właśnie trwała dyskusją o Powstaniu Warszawskim odbywająca się z uwagi na obecny w kinach film „Miasto 44”. Było głównie o tym, ze powstanie staje się elementem popkultury, co nie jest właściwe. Ja pisałam już o tym, że zabawki-klocki związane z Powstaniem Warszawskim są koszmarem normalnego rodzica. A obecnym w tamtym moim tekście Libera stwierdził nawet, że „jedyną wartością kultywowania pamięci o powstaniu jest przestroga”. Bo to nie była zabawa, tylko walka, w której ginęli ludzie.

Niestety po tym programie było już tylko gorzej, głównie z uwagi na najbardziej rozbudowaną część każdego kanału – blok reklamowy. Zidiocenie w tym zakresie panuje jakieś niemiłosierne. Głupota głupotę pogania i kompromitacją goni.  Nie skupiam się tutaj na jakimś gatunku reklam, na szczególnym trendzie czy jakiejś tematyce, tylko opisuję kilka, które zwróciły moją uwagę akurat wczoraj. Bez ładu i składu. Jak i one same.

Bez tytułu

Zaczęło się od reklam firm ściągających długi. Tak się ostatnio w świecie reklamy porobiło, że ciągle są tylko reklamy banków, firm pożyczkowych, skoków, ubezpieczeń, inwestycji… szeroki obrót pieniędzy – daj , weź, pożycz, oddaj. No i właśnie z tym „oddaj” problemy największe. Bo jak się bierze pożyczkę firmie, która daje każdemu i wierzytelności nie sprawdza, to przy okazji podpisuje sie cyrograf na jakieś koszmarne odsetki. Jak pożyczasz 500zł – oddać musisz 800zł. Jak ktoś nie miał tych 500, to i tych 800 nie będzie miał. Spirala zadłużenia nakręcona, firma windykacyjna dług odkupiła i zaczyna się dramat.  Pani na reklamie siedzi przerażona w domu, nie otwiera drzwi, nawet do nich nie podchodzi, a jakiś „uroczy” wąsacz instruuje ją na jaki sygnał pukania się umawiać i żeby nigdy nie odbierać telefonów z nieznanego numeru… A tu nagle pozytywny komunikat „Łatwiej spłacać dług niż z nim żyć”. Chyba, że ktoś nie ma pieniędzy na te spłatę i to życie z długiem jest dla niego jedyną opcją, żeby z głodu nie umrzeć. Jak się nie ma pieniędzy na życie, to z długiem czy bez – żyje się dość słabo.
Firma Ulitimo osiągnęła szczyty. Ale bohaterka reklamy – pani Ewunia (infantylizacja na poziomie maksymalnym) już się uśmiecha i dziarsko telefon odbiera. Pewnie skorzystała z oferty następnej reklamującej sie firmy, jakiegoś Providenta czy innego Bociana. A oni już „dowalą” jej takie odsetki, że się nie pozbiera. Będzie do końca życia unikać listonosza, a psa nauczy korzystać z kuwety, żeby go nie  wyprowadzać w godzinach urzędowych.

Ale reklamy trwają w najlepsze i pojawiają się kolejne.  Nie będę koncentrować się na tych o pożyczkach i bankach, bo są dokładnie takie same i to samo mnie w nich denerwuje (w ostatnim bloku reklamowy, który oglądałam, co druga reklama byłą reklamą pożyczek). Oprócz tego wiele jest jeszcze reklam telefonii komórkowej, bo każdy marzy o czterech komórkach i trzech tabletach, żeby juz nigdy nie patrzeć na świat bez pośrednictwa wyświetlacza jakiegoś urządzenia. Reklamy są coraz gorsze. Już nawet nie chodzi o te związane z pieniędzmi, bo wszystkim innym też daleko do normalności (nie posługuje się sformułowaniem „do ideału”, bo bym zgrzeszyła wobec estetyki – takich pojawia się kilka w ciągu … życia, mam takie w pamięci jak ta telewizorów Bravia czy RedBulla), ale też o inne i ich podejście do człowieka (a kobiety w szczególności).

Nawet moja córka (lat 5,5) dostrzega absurdy reklam i dokonuje krytycznej ich analizy (a ma lat tyle, ile ma). Na kanale z bajkami w bloku reklamowy reklamy płynu Fairy (ja już się nawet nie zastanawiam, czemu na kanale z bajkami są reklamy płynu do naczyń, ja się nawet nie zastanawiam, czemu na kanale z bajkami są w ogóle jakieś reklamy, ja już tylko się temu przyglądam)
Pojawia się pytanie:
-Czemu oni facetom nie sprawdzają?
– Czego?
– Czy mają dobry płyn do naczyń. Tylko kobietom sprawdzają, a facetom nie. A może oni też by chcieli mieć taki sprawdzian. Może chcieliby wiedzieć, czy dobrego płynu używają.

Jakie to proste. Będąc dzieckiem można zauważyć, że reklama płynu do naczyń skierowana jest wyłącznie do kobiet (które wraz z dziećmi oglądają bajki na tym kanale, bo przecież nie mają już nic konstruktywnego poza tym do roboty, bo najwyraźniej ugotowały, posprzątały, uprasowały… o czym za chwile). Mężczyzna naczyń nie zmywa. Jemu one czyszczą się same, względnie ma samo załadowującą i samo rozładowującą się zmywarkę lub zwyczajnie używa naczyń jednorazowych, więc do niego powinna być co najwyżej skierowana reklama worków na śmieci (szczytu konsumpcjonizmu, bo kupujemy je tylko po to, by je wyrzucić).

Na koniec dwa przykłady pozytywne (jak dla mnie) chociaż pierwszy zaczynał się tak, że ciśnienie mi się podnosiło.

Negocjacje szefa z podwładnym w kwestii podwyżki i finalnej pensji Stawka proponowana przez kolejnych pracowników spada od 5 tysięcy do 3 tysięcy. Wtedy na twarzy szefa pojawia się uśmiech i akceptuję tę propozycję.
Na co pracownik z równie szerokim uśmiechem, podając mu rękę dopowiada:
– Ale w euro.

Cóż głupi pracodawco (czy może płacodawcą?) – jak dla ciebie jedynym wyznacznikiem rozsądnego wynagrodzenia jest jego obniżanie, to dostajesz za swoje.

I już na sam koniec reklama, którą znalazłam przypadkiem szukając innej z żelazkiem (nie znalazłam, ale jakby ktoś wiedział, co to za reklama, w której kobieta prasuje w nocy w łóżku – będę wdzięczna):

Mnie samej do prasowania nie zachęci, bo mnie do pracowania nic nie zachęca. Ale nie jest przegadana (zero słowa mówionego), jest dynamiczna i dobrze zmontowana. Na pewno zwróciłabym na nią uwagę (przede wszystkim dlatego, że się mnie nie zagaduje z telewizora niczym akwizytor na ulicy wciskający coś, czego nie chce, nie potrzebuje i finalnie nie kupię). Poza tym przedstawia to żelazko od strony technicznej, trochę przypomina mi to reklamy samochodu, gdy pracują turbiny i wszystko to jest jednym, zgranym mechanizmem.
Wole taka reklamę tysiąc razy od kolejnego wykładu na temat tego, jak moje życie zmieni się niesamowicie, gdy tylko moje wszystkie ubrania w szafie będą wyprasowane na sztywno.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s