Przymusowi freeganie

W Łodzi jest wiele miejsc, które nie wyglądają dobrze. Ja nawet kiedyś stwierdziłam, ze jest tu zbyt wiele budynków, które wyglądają jak scenografia do filmu o zombie – apokalipsa, koniec świata i jeszcze dalej.
W Łodzi jest też taka ulica, która dla mnie jest innym światem, inną rzeczywistością, nawet pośród tych innych miejsc po końcu świata. Ta ulica to  Włókiennicza. Niewielkie, króciutka, skromna nad wyraz. Za każdym razem jak nią przechodzę mam wrażenie, ze czas sie cofnął i to znacznie. Ale nie jest to cofnięcie nostalgiczne. Jest mi przykro, że tak zaniedbujemy fragmenty naszego miasta. Ważne fragmenty, kiedyś piękne fragmenty. Ulica ta znana jest dzięki piosence Agnieszki Osieckiej, choć wtedy nazywała sie inaczej – „Kochankowie z ulicy Kamiennej”.

Na ulicę Włókienniczą przyszli ludzie z telewizji robiący programy o łódzkich podwórkach. Nie wchodzą oni jednak w tkankę miejsca, nie zaglądają do piwnic i na strychy. Tworzą scenę na podwórku i tam prowadzą rozmowy o tym, co ludzi tu mieszkających dotyczy. Prawdopodobnie.
Na podwórku, na którym na każdym kroku widoczne są zniszczenia i zaniedbania, ustawiono wielki stół z udrapowanymi tkaninami. Jak na weselu. Wesele na gruzach. Podwórko „grało” w filmie „Miasto 44”. Beż charakteryzacji. To pokazuje najlepiej, jaki jest jego stan i jak bardzo nie pasował tam ten stół. Symbol dobrobytu i zbytku.
Tematy przy tym stole były takie, jakie są tematy zaprzątające głowy mieszkańców każdego dnia – ich finanse. Pieniędzy brakuje ciągle i na wszystko. Nie ma szans, by normalnie zarobić, by nie trzeba było się martwić o jutro. Mieszkańcy podwórka zaczęli narzekać na to, że rządzący opowiadają im w telewizji bajki, w które oni juz dawno nie wierzą. Średnia praca na poziomie 4 tysięcy złotych? Nikt tu takich pieniędzy nie widział. Tu mają emerytury poniżej tysiąca. Tutaj mężczyzna pracujący w dwóch różnych miejscach jest w stanie zarobić najwyżej dwa tysiące. Do czterech nadal bardzo mu daleko.
I w tym wszystkim zasiada Marian Lichtman – jeden z Trubadurów, którzy widocznie postanowił siew tym miejscu trochę pobromować. I oburzony głosami narzekań (mógłby powiedzieć, ile on miesięcznie zarabia czy wydaje, choć pewnie się wstydził przyznać wśród tych ludzi, jak bardzo do nich nie pasuje) postanowił się wypowiedzieć w typowy dla siebie sposób:
„To kiedy było lepiej niż teraz, jak jest wolność? Za komuny było lepiej? Wolność to jest taki dar od boga. Kiedyś bezdomny jak przyszedł do śmietnika, to nie miał nic do jedzenia. Teraz bezdomny do śmietnika przychodzi jak do restauracji.”

1315049.3

Tu mnie zatkało. Przez dłuższą chwilę nie byłam w stanie przyjmować żadnego bodźca, bo siedziałam i trawiłam to, co doszło moich uszu.
ŻE CO? On naprawdę to powiedział? I nikt natychmiast go nie wygonił, nie „opluł” słownie, nie potępił?
Po kolei
Wolność jako dar od Boga. Szczególnie w Polsce doskonale o tym przecież wiemy. Tysiące ludzi nie ginęło za wolność, nie walczyło o nią wbrew wszystkiemu. Nie obchodziliśmy właśnie 25-lecia wolności (jaka by ona nie była) z wielką pompą na każdym kroku podkreślając to, ile nas to kosztowało. A tutaj przychodzi sobie pan i bredzi o boskich darach.
Ale nie to jest najgorsze – najgorzej było przecież dalej. Jak można ze spokojnym sumieniem powiedzieć coś o tym, że ktokolwiek na świecie robi sobie ze śmietnika restaurację? Bez skrępowania, otwarcie, publicznie, w telewizji.
Ja wiem , że są freeganie. Ale ich postawa jest także postawą krytyczną wobec świata, w którym żyjemy. BO to, że ktoś idzie do śmietnika i wyjmuje z niego jedzenie świadczy o dwóch rzeczach:
– po pierwsze ktoś , gdzieś na świecie żyje w takim zbytku i dostatku , że jedzenia nie szanuje. Kupuje ponad stan, ponad możliwości i potrzeby. A gdy uznaje, ze coś sienie nadaje (choć czasem sie nadaje jeszcze), to wyrzuca to bezrefleksyjnie i idzie na kolejne zakupy
– po drugie są na tym świecie ludzie, którzy nie idą na zakupy wcale, tylko szukają w śmietnikach, czy jakiś bogacz nie wyrzucił czegoś, co do jedzenia się jeszcze nadaje.

freegan1
Wracając do freegan – oni robią to z rozmysłem, w ten sposób pokazują, ze system jest zły, że podejście jest złe, że wyrzucamy rzeczy, które można jeszcze zjeść. Ale są też ludzie, o których mówił Marian Lichtman- bezdomni, pozbawieni środków do życia, często głodni.zyw2 Uznawanie, że ich istnienie jest usankcjonowane tym, że przecież mają dostęp do koszy (zamykanie śmietników, które ten dostęp im uniemożliwia to oddzielny temat) i mogą się najeść, jest przejawem skrajnego egoizmu. I jaki to jest dobrobyt wolności? To wstyd, ze w naszym społeczeństwie ktoś grzebie w koszu, żeby sie najeść. Bez względu na to, co tam znajduje. Gdyby było dobrze, to nie byłoby bezdomnych i głodnych, nie miałby kto w tych koszach grzebać. I może kiedyś w tych koszach nie grzebali. Nie dlatego, że nie było czego z nich wyjąć. Dlatego, że nie było potrzeby tam zaglądać.

Od kilku dni się na tym zastanawiam. Emocje nie opadają. Nadal mnie to boli, dotyka.

Jeżeli naprawdę nie widzimy niczego złego w tym, że dla kogoś śmietnik musi być restauracją, że to jedyne miejsce, w którym znajduje pożywienie. Jeżeli nie zastanawia nas i zasmuca to, że ludzie chodzą głodni i pośród tego, co inni wyrzucą, co innym zbywa, czego inni nie potrzebują, znajdują to, co jest im niezbędne do życia. Jeżeli takie wypowiedzi pana Lichtmana nie są natychmiast napiętnowane i usuwane z programu, by takie brednie nie miały szansy iść w świat… To nie z tym światem jest źle. Źle jest z nami wszystkimi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s