Mikołaj mieszka w Chinach, a nie w Laponii

Przez cały grudzień na całym świecie są takie dzieci, które piszą listy. Listy do Mikołaja, w którym zdradzają mu swoje marzenia i pragnienia. Bo chciałyby pod choinką znaleźć kolorowe paczki z jeszcze bardziej kolorowym wnętrzem. Lalki różnego rodzaju, które uśmiechają się do nich z reklam telewizyjnych. Samochody, które jeżdżą właściwie same napędzane jakąś siłą nieznaną, a tak naprawdę bateriami typu paluszki. Albo klocki, z których można wykreować nowe światy.
Dzieci piszą te listy i wysyłają w świat. Najczęściej do Laponii. A  gruby dziadek przyjmuje te listy, czyta je z wypiekami na twarzy i sporządza listę prezentów, które musi przygotować na 24 grudnia, by z nimi objechać te kraje, z których listy do niego przyszły. A małe elfy musza prezenty zrobić. Swoimi małymi rączkami. Pracują bez wytchnienia, nie wiedzą co to odpoczynek. Małe elfy nie bawią się i nie cieszą, małe elfy pracują ciężko, żeby zdążyć zrobić te wszystkie zabawki, na które czekają grzeczne i niegrzeczne dzieci, ale dzieci rodziców, których stać. Bo Mikołaj już dawno przestał być darmowy. Mikołaj jest drogi. Coraz droższy.

Drogi Mikołaju pokaż nam swoje elfy.1

Bo elfy są prawdziwe i ich małe, sprawne rączki też są prawdziwe. Nie ma  wielkiej fabryki świętego Mikołaja, ale jest wielka fabryka chińskich zabawek. Tam pracują w pocie czoła te małe elfy. I pragną by dzieci w innych częściach świata napisały jak najwięcej listów,  chciały jak najwięcej zabawek, bo dzięki temu małe elfy będą miały pracę. A praca to jedzenie – miska ryżu, jakieś warzywa, może czasem coś lepszego. A jedzenie to życie, to przetrwanie.

24 grudnia w wielu częściach świata stoi choinka z lampkami. A skąd te lampki? Lampki też robiły jakieś elfy. Duże lub małe. I jeszcze te ozdoby, które wokół lampek wiszą. Też elfy są za nie odpowiedzialne. W oparach rozpryskiwanej farby barwią je na czerwony, zielony, złoty, srebrny. DO wyboru, do koloru. Ku radości tych, którzy choinkę ubierają. Ku chorobie tych, którzy te farby wdychają.
A sama choinka też bywa dziełem elfów. Nie ta z lasu wyniesiona (czasem ukradkiem, wyrżnięta z domu, w którym żyła, by umrzeć  w domu, w którym są święta. Ale ta choinka, która przez lata cieszyć będzie, to też owoc rąk pracy elfów. Każda igła własnoręcznie została przez nie do gałązki przytwierdzona. Każda gałązka została przez nie w igły obleczona. Dzień za dniem, tydzień z tygodniem, miska ryżu za miską ryżu…

Tak oto małe dzielne elfy przygotowują nasze święta. Przez cały rok ciężko pracują, dla tych kilku chwil naszej radości. Dla uśmiechu na twarzy naszych dzieci. A czy na twarzach tych małych elfów pojawia sie uśmiech? Czy pojawia sie uśmiech na twarzach ich rodziców? Czy mają czas na uśmiechy, czy mają na nie siłę? Bo o powodu aż wstyd pytać.

1476044_10152729101343964_4889936004904209708_n

Mam moralny dylemat, gdy słyszę o świętym Mikołaju. Mam moralny dylemat, gdy słyszę, że miałby przyjść do mojego dziecka. Święty Mikołaj nie zrzuca manny z nieba i nie zostawia pod choinką prezentów. Te, które się pod nią pojawiają, są efektem mojej pracy, by na nie zarobić i pracy tych małych elfów, by je skonstruować. Żaden Mikołaj nie macza w tym rąk. Ani święty, ani nieświęty, ani religijny, ani historyczny, ani marketingowy.

Żaden Mikołaj nie mieszka w Laponii, a na pewno nie tam ma fabrykę z małymi elfami. Małe elfy mieszkają w Chinach. Tam przez cały rok robią te zabawki (oraz inne dobra), które potem znajdujemy pod choinką i na choince. Zamiast podziękować Mikołajowi, w tym roku podziękujmy Małym Elfom.

2

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s