Niemoc twórcza

Straciłam wenę i rozpoczęcie pisania w tym roku idzie mi opornie.  Kolejne dni mijają, a ja obiecuję sobie, że coś napiszę, ale nie pisze nadal nic. Nie mogę się zebrać w sobie. I nawet jak jest temat (bo tych w naszym świecie nie brakuje, że górników czy Islam w Europie tu wspomnę), to jakoś nie widzę sensu pisania, słów mi brakuje i ogólnie nie wiem, czy warto sie wysilać. Niemoc twórcza i tyle.

I właśnie w takim momencie, w którym moje własne pisanie wydaje się bardzo odległe, mam totalną niemoc twórczą w obrębie pisania, trafiła w moje ręce książka  „Bartleby i spółka” – Enrique Vila-Matasa.  Rzecz nie o czym innym jak o niemożności pisania, o rezygnacji z pisania, o wyborze milczenia, którego dokonują ci, którzy mogliby mówić. I to z różnych powodów i bardzo świadomie. Pisarze NIE.

To milczenie spotyka ich w różnym momencie życia, także twórczego. Czasem piszą przez czas jakiś, zdobywają uznanie, grono fanów czekających na kolejne powieści i nagle wszystko sie kończy. Kolejna powieść się nie pojawia i nie ma szans na jej pojawienie. Autor wyjeżdża, ukrywa się albo znika z powierzchni ziemi i nie da się go odnaleźć. Lub zupełnie nie znika, nachalnie pokazuje się wszystkim, prezentuje w zdrowiu i dobrym samopoczuciu, ale literacko milczy uparcie przez całe lata.

Są też tacy autorzy, którzy pisać by mogli, ale nie piszą nigdy. Nawet nie zaczynają. Mają pomysły, w dyskusjach prześcigają się w różnych opcjach możliwych do opisania, a jednak sami ich nie wykorzystują. Są doskonałymi literatami, ale jedynie potencjalnie.

niemoc

Chociaż niektórzy prezentują niewiarygodna inwencję twórcza w wymyślaniu historii o tym, co uniemożliwia im pisanie – jak śmierć wujka, który był źródłem wszelkich historii obrabianych następnie przez autora (tu przypomina mi się wypracowanie mojego szkolnego kolegi na temat jednej z ksiąg „Pana Tadeusza”; kolega księgi nie przeczytał, więc całe wypracowanie, które zajęło mu kilka stron, poświęcił wyjaśnieniu powodów nieprzeczytania tej księgi – walory twórcze wypracowania nie zostały przez nauczycielkę docenione, chociaż ono samo zostało odczytane na jednym z zebrań rodziców).

Są też tacy, którzy wcale nie maja potrzeby spowiadania się z tego niepisania. A ja już swego czasu taką miałam – Mój TEKSAŃSKI.

Nie czują oni nawet obowiązku poinformowania świata o tym, że ich milczenie jest wynikiem świadomego wyboru lub niemożności zebrania myśli w słowa, a nie śmierci. Co ja swego czasu uczyniłam biorąc przykład z Babci Weatherwax, która w ten sposób zabezpieczała się przed niepotrzebnym pogrzebem – NIE JESTEM MARTFA.

Ale pewnie to moje regularne tłumaczenie się z niepisania (co niniejszym również czynię) wynika z tego, że to całe moje niepisanie nie jest kwestią świadomego wyboru, mojej decyzji milczenia, wiecznego mówienia słowu pisanemu – NIE.

Ja nie podjęłam decyzji. Decyzja podjęła się sama, niezależnie ode mnie, moich chęci i potrzeb. Moja głowa i ręka podjęły jąka mnie. Chwilowo (przynajmniej mam taką nadzieję) pozbawiając mnie weny, mocy i umiejętności pisania. A gdy to minie (bo minie, na pewno, musi minąć, zawsze mija) – powrócę do pisania. Przecież już z tym walczę. Piszę.
Bo słowa mają MOC

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s