NACOBEZU

Chociaż może powinnam zacząć od wyjaśnienia tytułu, który dla większości odbiorców może wydawać się dziwaczny i niezrozumiały, to jednak wstrzymam się z tym do właściwego momentu, który jednakże nadejdzie.
Zacznę od tego, że nastąpiło totalne zidiocenie mowy, krzywdzenie języka polskiego w najbardziej wymyślny sposób i gwałcenie jego zasad na każdym kroku. Mnie to martwi, bo coraz mniej osób potrafi korzystać z bogactwa ojczystej mowy, pojawiają się kalki z innych języków i wypaczenia najobrzydliwsze. Już pomijam te wszystkie dziwadła, które wywołują ciarki na kręgosłupie jak „wziąść”, „poszłem” czy „wŁANczać”. Pomijam też wszechobecne i zupełnie nieuzasadnione zdrobnienia, które infantylizują język i sprawiają, że mam wrażenie, że dorośli ludzie są sepleniącą bandą piaskownicową. Zarabiają „pieniążki”, jedzą „zupki” i chodzą do „pracki”.
Jest cały wielki dział krzywdzenia języka pod znakiem naleciałości języka angielskiego. Nie wiem czemu akurat w ten sposób sobie poczynamy, że w Anglii krzywdzimy język angielski poprzez naleciałości polskie, a tutaj robimy odwrotnie.
„Jak będę mieć ofa to pójdę na szopy, bo widziałam fajnego skirta, ale nie miałam kesza.”
Google Translator by tego bardziej nie pogmatwał.
Na rodzimym gruncie pojawił się natomiast „plażing”, „trawing” i inne „- ingi”, które nic nie znaczą, ale przyjęły się i zataczają coraz szersze kręgi.

I są jeszcze skróty. Jakby powiedzenie całego słowa stanowiło wysiłek nieosiągalny, nadwyrężało struny głosowe i aparat mowy w stopniu najwyższym. Nie można zatem skonstruować zdania właściwie i trzeba skrócić wszystko w jego obrębie do granic możliwości.
„Nara” zamiast „na razie”, „dozo” zamiast „do zobaczenia („dozo” zawsze wywołuje we mnie nieodparte wrażenie, że osoba udaje się do ogrodu zoologicznego), czy „wporzo” oznaczające „w porządku”.  Naprawdę tak trudno jest uzupełnić to wszystko dodatkowymi literami, głoskami i wypowiedzieć pełne słowo w jego pierwotnym znaczeniu i brzmieniu? Nie wydaje mi się. Uważam, że to wynika z lenistwa i niedbalstwa językowego. Wszystko nam jedno co i jak mówimy, dlatego mówimy zwyczajnie źle.

I jeśli ktoś chciałby teraz powiedzieć, że to młodzi ludzie kaleczą język, to oni winni są zidiocenia mowy polskiej i do nich należy mieć pretensje, to muszę zdecydowanie zaprzeczyć. Młodzi ludzie nie są twórcami reklam, które wprowadzają niektóre zwroty do naszego życia. A już na pewno nie ich winą jest to, jak traktowany jest język w szkołach, co przyszło mi stwierdzić  po tym, jak jedna znajoma sfotografowała i upubliczniła wpis nauczycielski w zeszycie swojego dziecka.

10537886_10152520612671269_3746751599534019966_n

Pierwsza myśl: Czym jest NACOBEZ? Czy to jakiś lek, który jest tematem zadania? W jakiej formie występuje i gdzie go można znaleźć?

Jestem jednostką bardzo dociekliwą i zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu znaczenia tego dziwnego sformułowania. Najpierw dowiedziałam się, ze prawidłowy zapis tego tworu to:
NaCoBeZU
Zmroziło mnie, bo w tej formie zaczęło przywodzić na myśl wzory chemiczne, a mnie do chemii nigdy nie ciągnęło, Marią Skłodowską –Curie nigdy być nie chciałam i jakoś nie mam do tego serca za grosz. Ale potem przyszła refleksja, że przecież to zeszyt z podstawówki był i najpewniej z języka polskiego, więc w żaden sposób wzory chemiczne nie powinny się w nim pojawić. I szukałam dalej.
W końcu odkryłam, że NaCoBeZU to skrót. Tak drodzy państwo. Nauczyciel języka polskiego posługuje się takim nowatorskim skrótem, żeby nie męczyć się całymi sformułowaniami, wyjaśnieniami i w ogóle jak najmniej z językiem polskim mieć do czynienia.
NaCoBeZU = NA CO BĘDĘ ZWRACAĆ UWAGĘ
Otóż nie ma już kryteriów oceny. Nie ma wytycznych do zadania. Teraz jest NaCoBeZU.
Jeżeli nauczyciele w trakcie lekcji języka polskiego używają tego rodzaju skrótów, jeśli nawet oni nie są w stanie korzystać z bogactwa języka i pisać pełnych zdań, pełnych poleceń, sensownych wytycznych, to czego mamy oczekiwać od uczniów? Jak człowiek, który przez całą edukację odnosił się do  NaCoBeZU ma w dorosłym życiu sprawnie posługiwać się mową polską, konstruować poprawne zdania i znać zasady własnego języka? Nie ma na to szans. Zabija się w nim potrzebę prawidłowej wypowiedzi na samym wstępie. Daje się mu usprawiedliwienie na wypaczanie języka, na gwałcenie go, na tworzenie bezmyślnych kalek i skrótów.
A mnie w takich chwilach scyzoryk otwiera się w kieszeni.
I zaczynam mieć ochotę na MORDING.

Reklamy

22 thoughts on “NACOBEZU

  1. Ja również nie cierpię tego zwrotu „do zo”, czy tym podobnych „papatek” i „heheszek”… Czuję się wręcz zażenowana, kiedy ktoś przy mnie używa takich skrótów :/

  2. O kurka, w takim razie niepomiernie się cieszę, że do szkoły i na lekcje języka polskiego trafiłam już jakiś czas temu i, że (przypadkiem zupełnie) natknęłam się tam na porządnych nauczycieli.

  3. Tekst jest niestety słaby. Świadomość językowa autorki tekstu jak i wiedza na temat języka, zmian jakie w nim zachodzą, również się kłania. Co do tytułu, to z tym tematem spotkałem się 8-10 lat temu na wykładach jednego z przedmiotów literatury angielskiej. I tyle tego było, nie jest to nic powszechnego…”Piaskownicowy” to piękny przymiotnik odrzeczownikowy – gratuluję!

  4. O, znam dobrze te cierpienia. Takie pomysły powinny być karane grzywną. Albo klęczeniem na grochu :)
    Niestety nie mogę powiedzieć, że za moich czasów było lepiej, albowiem trafiło mi się w liceum nieszczęście w postaci polonistki, która regularnie sadziła błędy ortograficzne i ogólnie raczej niechlujem językowym była.

    Natomiast co do naleciałości językowych – tu z jednej strony bardzo się zgadzam, bo nie cierpię wtykania wszędzie anglicyzmów, z drugiej sama ich nadużywam niestety, bo jeśli pracuje się głównie w obcym języku, człowiek nasiąka terminologią w lengłydżu.

  5. Mnie w szczególny sposób denerwuje dominowanie języka polskiego przez gwarę wiejską. Jeszcze 50 lat temu nauczyciele będący rodowitymi mieszczanami zwracali dzieciom uwagę, że w domu nosi się pantofle, a nie kapcie. Dziś „kapcie” są słowem, które prawie nikogo już nie dziwi. Tymczasem pierwotnie, na wsi, oznaczało ono stare, zniszczone buty zakładane, gdy rolnik wychodził na przykład na chwilę na pole.

    Drugi przykład – nagminne używanie przyimka „na” zamiast „w” – „na sali”, „na hali”, nawet „na internecie” i „na mieszkaniu”! Na polu…

    • Ale kapcie są polskie od początku do końca. I tylko w niektórych regionach kraju mają znaczenie obuwia znoszonego (czy też miały takie znaczenie)
      Natomiast pantofle są makaronizmem.
      To jakby uznawać, że bardziej prawidłowe są kartofle a nie ziemniaki.
      Tak mi się wydaje…

      • Wybacz, ale nie masz racji. „Kapcie” są słowem używanym niegdyś wyłącznie na wsi, zaprowadzonym do miast przez ludność stamtąd pochodzącą. Dopiero w drugiej połowie XX wieku słowo to spowszedniało w miejskiej kulturze. Jeszcze nauczyciele mojej mamy (w łódzkiej szkole) zwracali dzieciom osób pochodzących ze wsi osób uwagę, że nie należy tak nazywać pantofli. Jak więc mówiono kiedyś w mieście/dworze? ;) „Pantofle”, a nawet „bambosze”. Nigdy kapcie. Tak, jak nie przeszłoby dawniej mieszczanom przez gardło sformułowanie „na sali”, więc „na auli”… nikomu nie przeszłoby przez gardło :>

  6. Podpisuję się pod ogólną wymową tego tekstu, jednak wydaje mi się on miejscami
    trochę niekonkretny.
    Na początek stwierdzę z przekorą, że średniowieczni klerkowie w podobny sposób mogli sarkać na postępującą wulgaryzację kanonicznej łaciny (która już od starożytnej bardzo odbiegała) na rzecz rodzących się języków romańskich.
    Po prostu trudniej w przeszłości prześledzić podobne procesy, w których piękna mowa
    trafiała z kościoła do karczmy, a z karczmy do rynsztoka.
    Dzisiaj mamy internet i błędy, jakie ludzie od zawsze popełniali, rzucają się nam w oczy
    zaraz po otwarciu przeglądarki. A wystarczy wspomnieć wykwintną Telimenę z „Pana Tadeusza”, by dostrzec w niej ślady tych śmiesznych skłonności do zapożyczeń, kosmopolityzmu
    i językowej egzaltacji.
    W tekście pomieszane są ponadto odmienne problemy językowe, podlegające innym zupełnie
    prawom, niekoniecznie związane z upadkiem polszczyzny: błędna wymowa w przypadku „wziąść”, „poszłem” czy „włanczam” jest efektem uproszczenia artykulacji, jakie zdarza się
    w języku mówionym, i to nie tylko osobom, posiadającym braki w wykształceniu, ale także
    pochodzącym z pewnych środowisk/rejonów – jest to oczywiście niedbalstwo, ale nie takie samo jak „mieć ofa i iść na szopy” (wnioskuję, że chodzi tu o polowanie ze środkiem na komary na urocze futrzane zwierzątka).
    Zgadzam się w pełni co do poziomu dydaktyki języka polskiego w nauczaniu początkowym.
    Praktyki podobne do tej enigmatycznej formuły z tytułu wpisu po prostu nie mieszczą mi się
    w głowie. Zgadzam się w pełni, że takie działanie nauczycieli jest dla młodzieży szczególnie
    krzywdzące i przyzwolenie władz szkolnych na podobne wybiegi jest skrajną nikczemnością.
    Jednak i ten problem rozgrywa się w innej sferze społecznej, co sprawia, że taka zbiorowa
    anatema jest zwyczajnie niekonkretna – i ciężko nią trafić do celu.

    Pozdrawiam serdecznie.

      • Da się i nawet bardzo przyjemnie się to czyta. I ja nie polemizuje.
        Chciałam wszystkie elementy przyprawiające mnie o drżenie serca przywołać w jednym. A nie chciałam, żeby z tego praca wielka naukowa wyszła, tylko tekst „do przeczytania”.
        A pomysł i konstrukcja zrodziły się naprawdę pod wpływem impulsu, jak to NACOBEZU zobaczyłam.

  7. Sama zaczęłam szukać znaczenia słowa „nacobezu”…i znalazłam tutaj odpowiedź, dziękuję, ale „nacobezu” raczej nie wejdzie w skład mojego słownictwa…

  8. NACOBEZU to nic innego jak jeden z elementów OCENIANIA KSZTAŁTUJĄEGO. Wszyscy nauczyciele w których szkole realizowany jest ten program, mają obowiązek używania tego skrótu. Pozdrawiam

  9. Po pierwsze, kryteria na poszczególne oceny nauczyciel podaje na początku roku szkolnego (ale to jest tzw. ocenianie sumujące, którego efektem są popularne stopnie), a po drugie – NaCoBeZu jest jednym z wielu elementów, które wchodzą skład tzw. oceniania kształtującego (to nie to samo, co ocenianie sumujące), zatem chcąc wypowiadać się na temat NaCoBeZu, trzeba zapoznać się z tym rodzajem oceniania i jego założeniami. Pozdrawiam

      • Sama uwaga nauczyciela „NaCoBeZu” (bez dokładnego komentarza) jest bezsensowna – z tym się zgodzę.

        • Dajcie zdjęcie całości, a nie fragmentu. Wtedy ocenimy jakie było zadanie.
          Jak człowiek chce się mądrzyć, to może niech zamiast tego będzie mądry – i pozna co to jest nacobezu, ocenianie kształtujące i informacja zwrotna (a słyszeliście o ustnej IZ? chyba nie)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s