Chorowitka

5:07
Moja córka przychodzi z płaczem do mojego łóżka. Musi koniecznie się przytulić. Obudziła się z uczuciem wszechogarniającej miłości do mnie i potrzebą przytulenia, a ja spałam – stąd rozpacz. Zaspana, nieprzytomna, nie kojarzę jej rozgrzania z gorączką. Wydaje mi się, że jest ciepła, bo jest rozgrzana snem, łóżkiem i płaczem. Przytulam, usypiam i sama zasypiam.

7:30
Budzimy sie do przedszkola. Zaróżowione policzki mnie alarmują. Mierzę temperaturę. 39.
Mam wyrzuty sumienia, że nie zareagowałam wcześniej.
Ale czy matka musi być wszechwiedząca? Nie może być zaspana? Nieprzytomna?
Usprawiedliwiam się sama przed sobą.
Podaję syrop na gorączkę. Okrywam kołdrą. Przytulam. Robię herbatę.
Staram się …

75116638eef2abcd57e6f0bfa4196b8d

8:30
Gorączka odpuszcza. Czoło robi sie chłodne i wilgotne. Córka ma siłę na jedzenie, ale prosi, żebym ją karmiła. Karmię. Z okazji choroby rezygnuję ze swojego postanowienia, że ma być samodzielna. Mięknie mi serce i wola. Siedzę z łyżką i wyławiam chrupki z mleka. Śniadanie według życzenia. Dzień choroby dniem spełniania życzeń.

10:05
Zabieram się do obiadu. Chorowitka zażyczyła sobie zupę pomidorową. Na szczęście wszystkie niezbędne składniki mam pod ręką. Nie musze iść do sklepu, nie muszę jej zostawiać, nie muszę zastanawiać się, czy wszystko w porządku – monitoruję na bieżąco. Nie muszę też iść do pracy. Tak się złożyło, że dzisiaj mam wolne. Nie chcę nawet myśleć co by było, gdybym musiała iść do pracy. Nie mam wolnego, nie mam zwolnienia – praca zaplanowana musi być wykonana. Ale nie muszę. Nie mam wyrzutów sumienia.
Mieszam w garnku, przyprawiam, próbuje zadośćuczynić jedzeniem, smakiem spadkowi formy mojego dziecka. Córka się do mnie uśmiecha, dużo się przytulamy. Spełniam jej prośby natychmiast. Podaję książkę, robię picie, gram w gry. Jestem usprawiedliwiona. Ale czy zadowolona?

11:40
Gorączka wraca. Jeszcze zanim umieszczę pod pachą termometr wiem, że tak się stało. Po tym, jak moja córka oddycha – nagle ciężej, głębiej, z większym wysiłkiem i po jej ponownie zaróżowionych policzkach.
Podaje syrop przeciwgorączkowy. Inny niż tamten, bo dobrze wiem, że z danym składnikiem aktywnym można podawać syrop co 8 godzin. Dlatego jestem przygotowana – jeden z paracetamolem, drugi z ibuprofenem.
Na stole stygnie malinowy  kisiel z utartym jabłkiem. Miała to być porcja witami. Będzie później, jak wystygnie. Kisiel i córka.

12:10
Udaje mi się przekonać moje  dziecko do tego, że zaśnięcie nie jest najgorszym pomysłem, a może nawet najlepszym. Tym bardziej, że sama stwierdza, ze ma siłę tylko na leżenie i jakoś dziwnie jej sie zamykają oczy. Zasypia. Cicho pochrapuje. Mam chwile dla siebie, dla książki, dla myśli…
Wolałabym sama chorować – jak to matka. Wolałabym oszczędzić jej gorączki i osłabienia. Póki co mogę jedynie starać się dalej. I przytulać. Jak tylko się obudzi.

Advertisements

One thought on “Chorowitka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s