Na brzegu półki z książkami usiadłam i płakałam

Coś we właściwy dla siebie sposób skomentować miałam. Na wyraźne życzenie. A że w przestrzeni, w której ten komentarz miałby być umieszczony, miejsca na niego nie starczało, to przeniosłam się tutaj.

Coelho. Paulo Coelho. Jedni go uwielbiają , inni nienawidzą. A tak naprawdę koleś wymyślił sobie doskonały sposób na zarabianie potężnych pieniędzy bez wykazywania się umiejętnościami. Czy zaczytuje się w jego książkach czy może gardzę chociażby dotknięciem którejkolwiek z nich?
Ani jedno, ani drugie. Skoro byłam gotowa przeczytać „Zmierzch”, bo uznałam, że jako kulturoznawczyni powinnam zapoznać się z podstawami tego fenomenu, to i po Coelho byłam w stanie sięgnąć. Nie żałuję, ale nie wrócę. Trafiło w moje ręce „11 minut” i jakoś byłoby to usprawiedliwione, gdyby książkę dało się w tych 11 minut przeczytać, a zajęło mi to znacznie więcej, przez co każda minuta nadliczbowa byłą już minutą straconą. Nie wyczytałam tam nic więcej poza tym, co w 11 minut bym mogła. Czytaj dalej

Wychowanie bezstresowe

W moich wyboistych choć kształcących podróżach po Internecie doszłam po raz kolejny do zakątka, w którym roztrząsany jest temat „wychowania bezstresowego”. Od razu ciśnienie mi się podnosi  i w głowie mi sie zaczyna kręcić, bo takie brednie jakie ludzie wypisują na ten temat, to nie są nawet opinie, tylko bzdury z palca wyssane.

Zacznę od tego, że uważam, że absolutnie nie ma czegoś takiego jak wychowanie bezstresowe. No nie ma i już. Wychowanie, które jest ustaleniem norm i zasad, wprowadzeniem ich w życie – w tym wypadku dziecka, zakłada stres. Jeśli chcemy kompletnie pozbawić stresu dorastania swoje dziecko, to na pewno zagwarantujemy sporą dawkę stresu sobie samym, bo dziecko nijak i nigdy nie dowie się, co można robić a co nie. I nie chodzi mi tu tylko o takie pierdoły jak nie chodzenie na golasa po ulicach, ale też jak nie skakanie z okna na podwórko (naprawdę dzieci nie rodzą się z wiedzą, że tego się nie robi, bo grozi śmiercią).
Czytaj dalej