Leń-pracoholik na wakacjach

Najgorsze są pierwsze 2-3 dni urlopu. Trudno jest przestawić organizmu z ciągłej gotowości i z pracy, na stan spoczynku i odpoczynku. Za każdym razem  gdy siadałam, to się podnosiłam, bo wydawało mi się, że coś muszę zrobić, coś przygotować, czymś się zająć. Naprawdę najtrudniej było przekonać samą siebie do tego, że urlop jest po to, żebym właśnie nie robiła tego, co robię codziennie.
W sumie od tego uciekałam, bo w poprzednim roku stać mnie było (nie finansowo, bo gdybym miała decydować o wyjazdach wakacyjnych po przeanalizowaniu swoich finansów, to rok rocznie musiałabym dojść do wniosku, że w ogóle nie jestem zmęczona) na tydzień odpoczynku. W dodatku połowicznego, bo końcówkę tego tygodnia poświęciłam już na przygotowania powrotu do pracy. Taki okres w życiu miałam, że musiałam, a przynajmniej tak sobie tłumaczyłam. A teraz na horyzoncie dwa tygodnie siedzenia na działce, czytania książek (nie powiem, że zaległych, bo przy moim tempie czytania to by było dziwne), opalania się (przynajmniej tak sobie obiecuję, choć z tym różnie bywa) i generalnie tego, co się robi, gdy nie robi się nic.
Beach_Read_Nasos_Zovoilis_251855-590x420
Po trzech dniach już siebie samą nauczyłam, że mogę siedzieć na leżaku i czytać. Świat się od tego nie zawali, nikt nie będzie miał pretensji, nikogo nie zawiodę… w ogóle właśnie po to jestem tu, gdzie jestem. Czasem jak mnie jeszcze poderwie, to udaję, że podrywa mnie do prac działkowych bardzo przydatnych. Oczywiście one wszystkie są syzyfowymi pracami. Nie wiem czy ktoś kiedykolwiek zastanawiał się nad celowością czy skutecznością pielenia trawnika… ja też się nie zastanawiałam, ale obserwowałam usilne próby mojej mamy, by ta czynność przynosiła jakiekolwiek efekty. Niestety natura była i jest silniejsza. Każdy powinien to wiedzieć po obserwacji opuszczonych budynków, na których rosną trawy, krzewy, a nawet drzewa (ach te brzozy balkonowe- popularny gatunek miejski). Pielenie trawnika jest jak odkurzanie pustyni. Tyle zajmujące co bezcelowe. To odpuściłam zanim zaczęłam.
Ale postanowiłam być dzielna w walce o czystość basenu. Ach ile w tym zabawy. Codziennie – tak CODZIENNIE, chociaż raczej chłodno i z dobrodziejstw pływania nie korzystam – wykonuję serię zabiegów tak skrupulatnych jak by od tego przyszłość zależała. No przynajmniej przyszłość wody w basenie. Siatką zbieram liście, nasiona, pyłki i masy owadów, które postanawiają skorzystać z kąpieli. Potem włączam pompę i staram się nie zapominać, że jest ona włączona, żeby w odpowiednim czasie ją wyłączyć i schować przedłużacz, bo przecież może być deszcz, burza, czy co tam jeszcze szczęściu i zdrowiu takim urządzeniom zagraża. A na zakończenie pielęgnacji odkurzam (wężem ogrodowym) dno basenu z zanieczyszczeń, które się tam zbierają. I mam nadzieję, że nic nie zzielenieje przez noc. A następnego dnia zaczynam zabawę od początku.

Nic dziwnego, że kolejny dzień takich atrakcji sprawił, że próbowałam powrócić do pracy zawodowej chociaż zdalnie. Niestety moja oferta współpracy spotkała się z barierą ze strony szefa, który postanowił nie zawracać mi głowy i w tym tygodniu wszystko załatwić bez mojego udziału. Ja wiem, że przed wyjazdem wszystko przygotowałam, że wysyłałam maile z rozpiskami kolejnych tygodni, że niczego nie pozostawiłam samego sobie w myśli zasady „Czego nie zrobisz przed urlopem zrobisz w jego trakcie.” No ale tak zupełnie mnie nie angażować do niczego? Bo wyjechałam?
Na szczęście obiecał, że w przyszłym tygodniu coś tam będę mogła napisać i wysłać, to kontakt z moim środowiskiem naturalnym zostanie zachowany.
Natomiast dzisiaj do moich drzwi zapukała druga praca. Właściwie nie tyle do drzwi ile do telefonu i nie zapukała, a zadzwoniła, ale liczy się efekt. Przez upojne 30 minut byłam w pracy, w trybie gotowości. Od razu poczułam sie lepiej.
Ja wiem, że to choroba. Ja wiem, że przed wyjazdem byłam już przemęczona i mój organizm na wiele sposobów dawał mi do zrozumienia, że ma dość. Ale jestem takim przewrotnym gatunkiem: leniem-pracoholikiem. Jak mam dużo pracy, to mi się odechciewa i marzy leżenie. Ale natychmiast po tym, jak już leżenie jest usankcjonowane, to chciałabym wrócić do pracy Chociaż trochę. Chociaż zdalnie…
Chociaż tekst na bloga napisać…

Advertisements

One thought on “Leń-pracoholik na wakacjach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s