Powrót do PRÓB

Z Próbami  Schaeffera zetknęłam się po raz pierwszy w lutym 2014 roku i urzekł mnie ten spektakl od pierwszego wejrzenia. Wszystko mi tam jakoś pasowało, wszystko sie zgadzało i podobało mi się jeszcze bardziej, gdy obejrzałam go po raz drugi. Nie będę tutaj zdradzała, skąd taka opinia, bo zainteresowani chyba wiedzą (zainteresowani, czyli aktorzy ), a nikt inny wiedzieć tego nie musi. Fakt jest taki, że Próby uwielbiam i zawsze chętnie się im przyglądam.
Tym bardziej byłam zadowolona, gdy dowiedziałam się, ze powstała niedawno Fundacja Teatr/Studio/Łódź właśnie ten tekst wybrała na swój spektakl premierowy, inaugurujący działalność fundacji. W dodatku spotkał mnie zaszczyt otrzymania zaproszenia na premierę, więc żadną miarą przegapić tego nie mogłam i pójść musiałam.
No i teraz będzie już mniej przyjemnie. Chociaż długo biłam się z myślami, czy nie jestem zbyt subiektywna (bo ze subiektywna jestem, to oczywiste, o czym nie raz przy okazji pisania „recenzji” z teatru mówiłam i też dlatego to słowo „recenzja” jest dla mnie mocno umowne), czy powinnam tak oceniać to, co na scenie widzę. W końcu czy w ogóle napisać. Ale trochę o tym, co widziałam rozmawiałam, trochę się nad tym zastanawiałam i napiszę tak, jak czuję.

Było dziwnie. Ja wiem, że nie pojawił się na scenie Paweł Dobek, który przecież w tym pierwszym zderzeniu z Próbami był dla mnie najjaśniejszym punktem programu, ale przecież jego obecności nijak się nie spodziewałam. Niestety na premierze, na której ja się pojawiłam, nie grali też Jakub Kryształ i Milena Staszuk, na których trochę liczyłam. Chciałam ich po dość sporej przerwie ponownie zobaczyć na scenie, by przekonać się, jak wygląda ich rozwój zawodowy. Byli ci, którzy byli i pozostało mi ich aktorstwu się przyglądać.
10943721_827936373982110_4912200589354908079_n
Nie wiem czy to kwestia obycia z tekstem i wielu możliwości wgryzienia siew niego i przemyślenia sobie różnych aspektów roli, ale absolutnie najlepszy był Bartosz Szpak. Już za pierwszym razem fascynowało mnie kilka elementów w jego opracowaniu roli, ale tym razem było to jeszcze lepsze. Pomogło mu to, że pozostali na scenie mieli znacznie mniej do pokazania. Ale to jego talent komediowy i dystans do wielu sytuacji, który pozwalał mu rozbawiać publiczność, każe mi tak a nie inaczej oceniać ten występ. Bartosz rozwinął swoje zainteresowanie innymi językami czy też przynajmniej jakimś nawiązaniem do ich brzmień, bo nie wiem na ile zna węgierski, niemiecki, francuski i włoski… ale na scenie przekonuje wystarczająco, że opanował przynajmniej podstawy… brzmienia. A to w Próbach w zupełności wystarcza. Poza tym jego luz sceniczny i poczucie humoru uzupełniała jeszcze standardowa gra na gitarze. Świetne brzmienie basu zauważyła też osoba mi na spektaklu towarzysząca, więc nie jestem odosobniona w tej opinii. I Naprawdę gdyby nie obecność Bartosza Szpaka, to całość byłaby dla mnie jeszcze trudniejsza w odbiorze.

12049550_827936087315472_8840544731407365638_n

A teraz ta bardziej przykra część. Pozostali.
Może Wacław Mikłaszewski jest dobrym aktorem, ale tutaj jakoś mnie nie przekonał. Już nawet nie będę go do wspomnianego Pawła Dobka porównywała, bo i po co, ale jak on krzyczy na scenie, to ja mu zwyczajnie nie wierzę. NO taka refleksja mnie w trakcie spektaklu naszła. A już apogeum mojego rozczarowania tą rolą nastąpiło na spotkaniu po premierze, na którym na chwilę w rolę reżysera wcielił się Bronisław Wrocławski (tak, ja wiem, klasa sama w sobie i w ogóle tego argumentu nie powinnam używać ,a jednak to zrobię), który w 10 sekund zagrał więcej, niż Mikłaszewski przez cały czas na scenie. Tak to jakoś w moich oczach wyglądało i tym bardziej zrobiło mi się przykro.
Młodzi aktorzy – Monika Mielnik i Bartosz Buława – coś tam próbują, pewnie nawet się starają, tylko póki co nie do końca im wychodzi. Mam tak, że nikogo na scenie nie przekreślam, bo kocham teatr i cenię tych, którzy w jakiś sposób swoje losy z nim związali. Zawsze daję kolejną szansę i liczę na to, że jak ci aktorzy poczują się pewniej na scenie, uwierzą w ten tekst, poczują go, oswoją i przyswoją, to  będzie lepiej. Naprawdę na to liczę.

12105943_827936350648779_3916777624176358760_n

I na zakończenie dwa słowa o Annie Cichy – Fatydze, bo nie wypada, by napisał o każdym, a pominąć tę, która wychodzi na scenę jako pierwsza. Monolog SPIKER nadal świetny. Od pierwszego razu nic mi tutaj w postrzeganiu się nie zmieniło. I to by było na tyle.

Próby kocham. Chciałabym je pokochać także w tej obsadzie.
A za Fundację trzymam kciuki.

*Zdjęcia: Greg Noo-Wak ze strony Fundacja Teatr/Studio/Łódź

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s