Nawet płaczcie ale płaćcie

Ludzie się rozstają. No nie jest to ani wielkie odkrycie ani jakaś totalna tragedia, tak się dzieje i trzeba iść dalej przez życie. I niby łatwo mówić, a trudniej wykonać, szczególnie gdy w tak zwanym międzyczasie pojawiły się w związku dzieci. Właściwie wystarczy jedno dziecko, by sytuacja wcale nie była taka jasna i klarowana. Książkami można się podzielić po połowie, wszystko można właściwie podzielić na jakieś tam części, nawet niekoniecznie równe i każdy zabiera swoją dalszą drogę. Dzieckiem podzielić się nie da. Dziećmi też nie, bo rodzeństwa nie powinno sie rozdzielać, bo to nie służy ich rozwojowi psychicznemu, emocjonalnemu a w rezultacie fizycznemu też, bo to wszystko naczynia połączone. Dlatego jeden rodzic dziecko czy dzieci zabiera ze sobą, ale… no właśnie jest to wielkie ALE zwane ALIMENTY.
Jakby ktoś nie wiedział, to są to takie pieniądze, które płaci strona bez dzieci tej stronie, która dzieci ma. I jest to niezależne od tego, która strona zabrała ze sobą te dzieci i zajmuje się nimi na co dzień, chociaż jak możemy wszyscy zaobserwować najczęściej alimenty płaci ojciec, bo dzieci zostają z matką. Nie, nie dlatego, że to są zaborcze suki, które nie chcą oddać dzieci, bo marzą o tych miliona, które w formie alimentów do nich przyjdą. Dzieje się tak dlatego, że ojcowie nie palą się jakoś za szczególnie do zabieranie ze sobą tych dzieci w dalszą drogę życiową, bo dzieci im mogą przeszkadzać.  W życiu zawodowym, imprezowym i prywatnym. Oczywiście są wyjątki, są ojcowie, którzy chcą zajmować się dziećmi. Jest to jakiś marny procent, marny procent też dostaje pełną opiekę nad dziećmi, marny procent dostaje dzieloną i ten marny procent się z tego wywiązuje.
Ale jest ogrom mężczyzn, którzy nie chcą dzieci zabrać, a w ogóle to najchętniej wykreśliliby ich istnienie ze swojego życia i już nigdy więcej się nimi nie przejmowali. Niektórym się to nawet udaje. Początkowe  „widzenia” co dwa tygodnie zamieniają się na spotkanie co miesiąc, dwa, trzy… potem dwa razy do roku – na Boże Narodzenie i Urodziny ( o ile matka przypomni, bo chociaż ta pierwsza data jest ogólnodostępna, to ta druga jest indywidualna i taki mężczyzna w natłoku codzienności ma przecież prawo o niej nie pamiętać). Skoro dziecka nie widuje, to jakby tego dziecka nie było i płacić na nie nie musi. Jakiś taki chory mechanizm się w tych zidiociałych łbach pojawia (bo już inaczej tego nazwać nie sposób).
a2323678078467e29f64e9129fe41ea8,640,0,0,0

I zaczynają się batalie. Najpierw wymuszenia albo wybłaganie w ogóle jakichś pieniędzy od mężczyzny. Naprawdę kobiety proszą i błagają mężczyzn o to, żeby dalej partycypowali w kosztach utrzymania dzieci. Czasem tygodniami, czasem miesiącami, czasem latami. Są takie „zawodniczki”. Wyjątkowo cierpliwe i dzielne, ale chyba też głupie. Bo jak facet nie płaci przez rok, to nie ma żadnej nadziej, że mu się w końcu odklei i płacić zacznie. Innym cierpliwość kończy się wcześniej i oddają sprawę w ręce wymiaru sprawiedliwości. Coś o czym  mężczyźni zdaje się zapominają, to fakt, że te pozwy o alimenty są składane przez ich dzieci, a matki są jedynie ich prawnymi przedstawicielami w sądzie. Ja bym sie spaliła ze wstydu, gdyby gdziekolwiek we wszechświecie był jakikolwiek pozew, w którym mojego dziecko mnie o cokolwiek pozywa. A po nich to spływa, bo im się wydaje, że to tez baby, te wredne suki od nich tych pieniędzy żądają, bo potrzebne im są najwyraźniej na lakier do włosów i solarium.
psie-alimenty

Sąd alimenty przyznaje. Takie czy inne, zawsze lepszy każdy grosz dołożony do utrzymania dziecka niż jego brak. Ale już kwestia egzekwowania od tatusiów tych pieniędzy pozostaje magiczną historią. Nie wiadomo jak to robić. Byle telefonia komórkowa czy sklep ze sprzętem elektronicznym ma większe prawa do swoich rat niż każde dziecko. Dłużnicy alimentacyjni pozostają latami bezkarni i nikt nie potrafi nic na to poradzić. A ich dzieci w tym czasie przecież coś jedzą, jakoś żyją… Fundusz alimentacyjny raz się pojawia raz znika. Nie ma trwałości, nie ma ciągłości. A przecież te dzieci nawet w czasie nieistnienia funduszu alimentacyjnego coś jedzą i jakoś żyją…
No dobra, są też ojcowie, którzy płacą. Jakoś się poświęcają i rzucają ten ochłap swojemu dziecko w wysokości 300 czy 500 zł. Rok, drugi, trzeci… i nagle dostają obuchem w łeb, bo ta baba prosi o podwyżkę albo jeszcze gorzej –wnosi o tę podwyżkę do sądu. Nagle przestaje jej wystarczać 300 zł na miesiąc i po pięciu latach chce jeszcze więcej. Najwidoczniej  uznała, ze znalazła głupiego jelenia, który jak zapłaci 300 zł, to zapłaci też 400 lub 500. Zdzierstwo i kradzież w biały dzień. Bo nieważne, że prąd, gaz, czynsz, woda… wszystko miało już kilka podwyżek w tym czasie, ale dziecko powinno zawsze ale to ZAWSZE życzą tyle samo aż do 18. roku życia.
Te podwyżki alimentów to na pewno tylko fanaberie kobiet.
Bo gdzie ta baba się czepia. Przecież ten akurat egzemplarz jest wyjątkowo w porządku, bo płaci. I to regularnie. Fakt, że od 5 lat tyle samo, chociaż zmieniły się ceny no i sytuacja życiowa dziecka. Bo dziecko dorasta i wtedy wcale nie potrzebuje mniej nakładów finansowych, tylko wręcz przeciwnie.
Maluch potrzebuje jeść i w co się ubrać, oraz trochę zabawek, żeby się nie zanudził w tym swoim początkującym żywocie. A potem dziecko idzie do przedszkola i potrzebuje wielu dodatkowych rzeczy, których nie potrzebuje w domu. Drugi komplet czystości, dodatkową poduszkę i poszewkę, kostium na ćwiczenia i pierwsze podręczniki, z których może nie nauczy się jeszcze jak odkryć lek na raka czy skonstruować maszynę do przemieszczania w czasie, ale dowie się jaki to jest zielony i skąd się bierze mleko. A potem jest szkoła i tutaj są dodatkowe wydatki, bo chociaż obecnie rząd funduje dzieciom książki, to jednak zeszyty, piórniki, plecaki, kredki, gumki, ołówki, linijki, kleje, bloki techniczne i rysunkowe, pantofle na zmianę… a potem dziecko wymyśli sobie jeszcze jakieś fanaberie typu zajęcia dodatkowe – lekcje baletu czy karate, albo pływanie czy rysunek. I to niestety też kosztuje, o czym panowie najwyraźniej nie wiedzą, bo przecież oni nie płacą za takie głupoty, tylko za rzeczy poważne jak smart fon czy komputer, bo to jest potrzebne, a komu mógłby być potrzebny balet?

Efekt jest tego taki, że matki wypruwają żyły, żeby dzieciom żyło się dobrze albo przynajmniej znośnie, dzielić swoją pensje na 2, 3, 4… i uprawiając tak kreatywną księgowość, że żaden księgowy najgorszej mafii by się nie powstydził. Są takie, które mają kilka kart kredytowych i żonglują nimi w sposób niewyobrażalny. Są też takie, które śpią po 5 godzin na dobę, żeby ogarnąć dwa etaty i życie domowe. Są takie, które wykańczają się na raty, nie mając nic ze swojego życia, by mężczyzna, który jest współodpowiedzialny za te dzieci miał ze swojego życia wszystko.

alimenty2

Drodzy Panowie
Niezależnie od tego, jak wygląda Wasza sytuacja życiowa, zawodowa, finansowa… od posiadania dziecka (piszę posiadania, ale chodzi mi nie o prawo własności, a o odpowiedzialność za sprowadzenie na ten świat) nie ma urlopu. Naprawdę. Jak stracicie pracę lub pogorszą się jej warunki finansowe, to Wasze dzieci nie przestaną jeść, żeby Wam ulżyć. Nie przestaną też nosić ubrań, żeby ich nie niszczyć i nade wszystko nie przestaną rosnąć, żeby czasem a nich nie wyrosnąć, przez co starczą na długie lata. Nie odpuszczą sobie też chodzenia do szkoły, żeby nie wydawać na zeszyty czy długopisy. Nie przestaną się myć, żeby nie zużywać wody czy też – jeszcze gorzej – płynów, mydeł, past, które kosztują. Nie będą po zmroku siedziały po ciemku, żeby nie korzystać z prądu. Zwyczajnie – dzieci to nei zabawki, które jak się znudzą czy jak nei ma na nie czasu to można pozbawić baterii i odłożyć na półkę. Żyję, oddychają i potrzebują jedzenia, ubrań i tego wszystkiego ,czego potrzebujecie Wy sami i na co wydajecie te SWOJE PIENIĄDZE. Na potrzeby dzieci też trzeba wydawać. Nie bądźcie frajerami i nie porzucajcie swoich dzieci także finansowo. Kobiety nie muszą być ojcami, matkami, robotnikami, praczkami, sprzątaczkami, zaopatrzeniowcami, kucharkami … i do tego na to wszystko samodzielnie zarobić. Dzieci robiliście razem – nie bez obopólnej pewnie przyjemności, więc i wynikającymi z tego konsekwencjami musicie się dzielić.
Wasze problemy finansowe to Wasza sprawa. Nie mogą za to odpowiadać Wasze dzieci. Jak nie płacicie, to ich matki ponoszą te koszty tak czy siak i pewnie nie raz im ciężko i płaczą po nocach w poduszkę, by nie budzić i nie martwić Waszych dzieci.
Jeżeli Wam jest ciężko – to trudno. Wy możecie sobie też płakać. Ale musicie, powtarzam MUSICIE, płacić.
Bo alimenty to nie są rachunki jak każde inne. Te są najważniejsze.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s