69 to nowe 27

Początek tego roku jest pasmem śmierci, które wybijają z rytmu codzienności i nie pozwalają wierzyć, że jest dobrze. Mam ochotę przytoczyć słowa Tuwima: „Zaczynają teraz umierać tacy ludzie, którzy dawniej nigdy nie umierali.” W dodatku wszyscy w okolicy 69 lat i zaczynam podejrzewać, że 69 stanie się nowym 27. I może to już nie są dopiero młodzi, zapowiadający się, ale są to zdolni, dający ciągle radość. A nagle przestają. I już naprawdę boję się włączyć komputer i zajrzeć do wiadomości w Internecie czy na tablice znajomych na portalach społecznościowych, bo tam śmierć goni śmierć i smutek przeplata się ze smutkiem.

12552862_1082369905135885_1520691086963710916_n

Najpierw Lemmy Kilmister z Motörhead, któremu udało się skończyć 70 lat zanim pożegnał się z tym światem, chociaż w sumie blisko 69 to było, więc można go do tej smutnej serii zaliczyć. Byli tacy, którzy po nim płakali, byli też tacy, którym było zwyczajnie smutno. Siedziałam w kinie na projekcji filmu o Lemmym, gdzie była pełna sala, a koszulki z Motörhead pojawiały sięw każdym rzędzie. Potem pojawiły się postulaty, by tę śmierć upamiętnić jakoś szczególnie, dobitnie. Był pomysł na nazwanie jednego z nowych pierwiastków od imienia artysty. Ciężki metal Lemmium nie byłby takim złym pomysłem. Potem jednak pojawił się pomysł jeszcze lepszy i już zrealizowany – ulubiony napój Lemmy’ego – JD z colą- został nazwany jego imieniem. Chyba akurat jego nie można by było lepiej uczcić i upamiętnić. Ale pomysłów na to fanom wciąż przybywa.

RIP_Lemmy_BW-555x290

Potem odszedł David Bowie. Artysta totalny i chyba nikt temu nie zaprzeczy. Jego płyty sprzedawały się na pniu i nikt inny nie osiągnął takiego sukcesu w tej dziedzinie. Kilka dekad, setki scen, setki piosenek, miliony fanów. Wciąż potrafił zaskakiwać, wciąż potrafił inspirować, wciąż potrafił tworzyć. W prezencie dla siebie i fanów na swoje 69 urodziny  wydał płytę ★ (to nie jest odnośnik, tylko nazwa płyty, bo tak zapisywana w tym wydawnictwie jest Blackstar). Dwa dni później umarł i wywołał fale żalu i żałoby na całym świecie.

David_Bowie-tracklist1

Jedna śmierć to może być przypadek. Dwie to jakieś nieporozumienie. Ale trzy to już wielka kosmiczna paranoja.
A jednak – dzisiaj odszedł Alan Rickman. W wieku 69 lat. I w sumie sama nie wiem, co czuję. Czuję jakąś pustkę. Jakby mi coś odebrano, co może nie do końca do mnie należało, ale przecież jakoś było moje. To dla niego oglądałam kilkanaście razy „Rozważną i romantyczną”. Wcale nie dlatego, że lubię Emme Thompson, a już na pewno nie dla Hugh Granta, za którym jakoś szczególnie nie przepadam. Ale pułkownik Christopher Brandon od pierwszej chwili, w której się pojawił posiadł mnie całkowicie i chciałam to uczucie wskrzeszać wciąż na nowo. I do tego ten głos, który trafia wprost do mózgu i do serca, a w obu tych miejscach pozostaje na wieki.
Ale przecież był też jeden z moich ukochanych filmów „To właśnie miłość”. I chociaż grał tam trochę drania… ale takiego nie do końca drania, chociaż żonę krzywdził w najokrutniejszy sposób, bo przez brak zainteresowania, to przecież to nadal był Rickman.
Nie dziwię się, że z pamiętnego „Robin Hooda- Księcia złodziei” powycinano jego sceny, bo na projekcjach próbnych okazało się, ze jego Szeryf Nottingham, postać jak by nie patrzeć negatywna, budzi więcej zainteresowania i sympatii niż tytułowy Robin grany przez Kevina Costnera.
A młodzi widzowie na pewno na zawsze zapamiętają jego Severusa Snape’a z  serii o „Harrym Potterze”. Nikt nie był tak dzielny, nikt nie był tak zamknięty w sobie, nie nosił takiej tajemnicy w sercu i nie kochał tak głęboko i wiecznie.

alanrickman_1_1

Był też  „Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street” , „Śniegowe ciastko” , „Gambit, czyli jak ograć króla” czy sam Ronald Reagan w wykonaniu Rickmana w filmie „Kamerdyner”. Była też „Szklana pułapka”, w której Rickman grając Hansa Grubera zmienił swój cudowny, miękki angielski akcent w twardy, rysujący uszy akcent niemiecko-autriacki, a zrobił to tak niewiarygodnie, że do dzisiaj jestem pod wrażeniem i zastanawiam się ,czy korepetycji nie udzielał mu sam  Schwarzenegger.
I mogłabym tak długo, ale jakoś z każdym kolejnym tytułem gula w gardle rośnie i ta przykrość zalewa wszystko dookoła.
Nie wiem co się dzieje dookoła. Nie minęło jeszcze pół miesiąca roku 2016, a te trzy śmierci wstrząsnęły nie tylko mną. Mniej lub bardziej mnie poruszyły i kazały sie zastanowić, jak szybko odchodzą ci, którzy wydawali się wieczni. Mam ochotę zakrzyknąć „2016- WTF???”
Ale chyba nie odpowie, a najwyżej wypluje z siebie kolejne śmierci, dlatego aż boję się sprawdzać, który artysta ma lub niebawem będzie miał 69 lat.
Tym, którzy już odeszli chcę powiedzieć szczere – DZIĘKUJĘ.
safe_image

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s